Dziś spisuję te wszystkie myśli, bo mam wrażenie, że jeszcze długo będą we mnie siedzieć. Moja babcia, pani Irena Nowakowska, skończyła niedawno osiemdziesiąt lat. Tydzień temu zdecydowała się wyrzucić z mieszkania mojego starszego brata Łukasza oraz jego żonę Magdalenę. Od tego czasu prawie wcale z nikim nie rozmawia. Jeśli dzwonię i mówię, że wpadniemy, natychmiast się rozłącza. Na pukanie do drzwi w ogóle nie reaguje, udaje, że jej nie ma.
Łukasz, zapytany dlaczego właściwie musiał się wyprowadzić do wynajmowanego mieszkania, unika odpowiedzi. Prawdę mówiąc, nie byłam specjalnie zdziwiona, że babcia go wyprosiła. Od lat był trochę lekkomyślny, nie potrafił porządnie zadbać ani o siebie, ani dom. Bardziej myślał o sobie niż o innych, a babcia z wiekiem zaczęła mieć coraz mniej cierpliwości na czyjąkolwiek nieodpowiedzialność.
Ledwo babcia zaczęła mieszkać sama, zaraz znalazło się w jej mieszkaniu trochę miejsca i, jak to w rodzinie, od razu zwołano naradę. Babci oczywiście nie zaproszono, bo i tak nie będzie chciała słuchać. Przedmiot obrad był jeden, ale niezwykle istotny: jak babcia wytrzyma samotność w tym pięknym, ale przecież już dość sędziwym wieku?
Ciocia Jolanta, siostra taty, zaraz zaproponowała, że jej córka Elżbieta, trzydziestolatka bez pracy i większych planów, mogłaby się babcią zająć. Wszyscy doskonale wiedzieli, że Ela raczej nie nadaje się na opiekunkę była chwilami roztrzepana, a pałała do rodziny uczuciem umiarkowanym.
Druga ciotka, Halina, wyszła z inną propozycją: znalazła dla babci malutką kawalerkę na Woli, bo przecież po co jej takie wielkie mieszkanie? Przecież młodzi powinni się tam wprowadzić!. Twierdziła jeszcze, że babcia lepiej zaoszczędzi trochę emerytury w kawalerce, niż żyjąc w przestronnym M3.
Wujek Zenon zaproponował, że to on zabierze babcię do siebie, a w mieszkaniu przy ulicy Grochowskiej zamieszka jego syn. W sumie logiczne w tym wieku trudno żyć zupełnie samemu, ale też z drugiej strony może jednak starsza osoba zasługuje na to, by sama decydować o swoim życiu? Kto wie, czy nie lepiej byłoby zostawić babci trochę wolności zamiast siłą ją osaczać? Tylko tata Jacek próbował zwrócić uwagę rodzinie, że babcia powinna o wszystkim zadecydować sama. Naturalnie zaczęło się wtedy święte oburzenie wszystkich krewnych.
Najbardziej naprzykrzała się ciocia Jolanta, więc ostatecznie jej plan z Ewą został przegłosowany i rodzina zadecydowała, że to właśnie ona zamieszka z babcią. Elżbieta od razu zebrała się za pakowanie, a babcię spróbowano poinformować o decyzji przez telefon. Babcia chyba dobrze rozumiała, o co chodzi, bo od razu odłożyła słuchawkę.
Nie zrażona, Ela poszła do babci ze swoją walizką i pomysłami na remont, jak potem sama opowiadała. Kiedy już weszła na klatkę schodową, drewniane drzwi zostały zamknięte na cztery spusty babcia nie wpuściła jej do domu. Na wycieraczce czekał natomiast słoik domowych pomidorów na zupę, prezent dla opiekunki.
Jak ona zamierza tam sama żyć? narzekała Ela, oburzona jeszcze długo. Przez osiemdziesiąt lat nie zaznała samotności, a teraz akurat tego jej brakowało! A co, jeśli coś jej się stanie, jeśli zachoruje? Przecież starość nie jest bezpieczna!
Trudno nie przyznać jej trochę racji. Przez całe swoje życie babcia mieszkała z najpierw z rodzicami, potem dziadkiem Januszem, później mężem, wychowywała dzieci, a potem jeszcze wnuki. A teraz nagle zapragnęła być sama i to w trzypokojowym mieszkaniu na Pradze Południe! No ale przecież każdemu chyba należy się odrobina odmiany pod koniec życia?
Jedynie tata patrzył na całą sytuację z dystansem i spokojem. Jemu nie podobał się pomysł przeprowadzki, ani odebrania babci bliskiego sercu miejsca. W końcu wymyślił kompromis: babcia nie może być pozostawiona sama sobie, ale możemy o nią zadbać inaczej. Według niego nowoczesność ma swoje plusy, więc zaproponował zainstalowanie kamery na korytarzu tak, żeby każdy z nas mógł zerknąć przez internet, czy babci przypadkiem nic się nie stało. Babcia na początku była wściekła, ale potem sama zaczęła robić miny przechodząc przed kamerą, rozbawiając przy tym całą rodzinę.
Babcia sama płaci za czynsz i media swoją emeryturę wydaje ostrożnie, bo teraz nie ma właściwie dużych rachunków. Każdą propozycję pomocy odrzuca i tylko prosi, by nikt jej nie przeszkadzał. Dzięki temu wszyscy są już spokojni i w końcu dali jej trochę wytchnienia. Technika uratowała babcię przed rodziną i nieproszonymi gośćmi.
Wszystko niby dobrze się skończyło, choć babcia nikogo do siebie nie wpuszcza nawet na herbatkę. Wczoraj poszłam ją odwiedzić, ale na klatce czekał na mnie słoik dżemu to taki znak, że myśli o mnie, ale niezależność ceni bardziej niż kompanie. Mam jednak nadzieję, że z czasem troszkę się otworzy i da się jeszcze raz zaprosić do jej kuchni na aromatyczną herbatę z konfiturą.



