W październiku tego roku, wprowadziłam się do mieszkania, wynajmowanego przez rodziców. Już nie mogłam się doczekać własnego, choć tymczasowego kąta, w którym mogłabym powiesić zasłony, jakie mi się podobały, kupić naczynia, jakie mi się podobały i w końcu żyć tak, jak mi się podobało.
Moi rodzice poprosili mnie tylko o przyjęcie na zimę babci, która mieszka na wsi. Zapowiadali mroźną zimę i ciężko jej było mieszkać tam samej: rąbać drewno na opał, nosić wodę, odśnieżać… A babcia jest moją ulubienicą, nie myślałam o odmowie. Pamiętając nasze spotkania w latach szkolnych, byłam pewna, że będzie nam ze sobą dobrze.
Jakże się myliłam!
Gdy tylko babcia wprowadziła się w listopadzie, zaczęła przemeblowanie. Kupiłam komplet nowych ręczników, a ona twierdziła, że materiał jest złej jakości i wszędzie kładła stare, zużyte ręczniki, „sprawdzone przez czas”. Sama wyszczerbiła naczynia, wybrała własne zasłony, zmieniła aranżację pokoju, przywiozła ze wsi dywanik i chce go przybić do ściany.
Oczywiście rozumiem, że chce stworzyć w domu przytulną atmosferę, ale to jest moje tymczasowe, wynajmowane mieszkanie. Jestem zażenowana, gdy przychodzą znajomi i okazuje się, że to takie staroświeckie.
Dlatego chciałam mieszkać sama, żeby wszystko było robione dla mnie, a nie dla babci.
Tak myślałam, że to będzie wspaniała zima w świetnym towarzystwie, ale babcia rozbija wszystkie moje marzenia, plany i sprawia, że chciałabym, żeby wiosna przyszła szybciej, żeby wróciła do swojej wioski i zabrała ze sobą wszystkie swoje stare rzeczy.



