Artystyczna dusza

Aktorka

Halina wsiadła do wagonu metra i opadła ciężko na siedzenie. Po co włożyła te buty na obcasie? Bo w każdym wieku kobieta powinna wyglądać jak kobieta.

Spojrzała na swoje odbicie w ciemnej szybie naprzeciw. No cóż, wcale nieźle. „Zwłaszcza gdy się wyspiesz, nałożysz tony makijażu i nie patrzysz w lustro, tylko w ciemną szybę” – mruknął wewnętrzny głos.

„Tak, smutne oczy. Pewnie ze zmęczenia.” Halina odwróciła wzrok. „Trzeba się ubierać stosownie do wieku, chociaż zrezygnować z obcasów – postanowiła. – O, żeby tylko dotrzeć do domu, zdjąć te przeklęte buty, zrzucić ciężkie futro. Po co się tak wystroiłam?”

Dawno już o niej zapomniano i nikt jej nie rozpoznawał na ulicy, ale nawyk wychodzenia „na ludzi” z pełnym makijażem pozostał. Nie żeby była sławna. Ale po kilku filmach zaczęto ją zauważać. A jacy mężczyźni za nią szaleli! Nie było dnia, by po spektaklu ktoś nie czekał na nią z bukietem kwiatów przy wyjściu z teatru.

Wtedy nie nazywała się Halina Kowalska, tylko Lila Dąbrowska. Brzmi! Dumna była, gdy widziała swoje nazwisko w napisach, choćby tylko w dwóch filmach.

Jak tu duszno. Halina rozpięła górny guzik futra. Zdjęła chustę z szyi, potrząsnęła głową, żeby odpędzić zmęczenie. Włosy przerzedziły się, ale dobra fryzura i farba tworzyły iluzję gęstości. Znów spojrzała przed siebie. Lecz zamiast własnego odbicia zobaczyła młodego mężczyznę, który patrzył na nią i uśmiechał się.

Lila zareagowała tak, jak zawsze na męską uwagę. Lekko uniosła podbródek, uśmiechnęła się i natychmiast spojrzała w bok. Jakby mówiła: zauważyłam, doceniam, wystarczy.

„Powinnam wziąć taksówkę. Tak, drogo, ale szybko. I nie byłabym taka zmęczona” – burknęła do siebie. Trzeci mąż namawiał ją, żeby zrobiła prawo jazdy. Ale się nie odważyła. Bała się.

Marek, trzeci mąż Lili, był najlepszy ze wszystkich jej oficjalnych mężów. Szkoda, że tak wcześnie umarł. Po nim postanowiła już nie wychodzić za mąż. Zresztą nikt już nie proponował.

A jaka była piękna za młodu, Boże! Szlachetny nosek, purpurowe usta, gęste rzęsy. A oczy! Pełne życia, błyszczące radością. Figura też wciąż niczego sobie. Niewiele kobiet w jej wieku może się tym pochwalić. „O siebie dbałaś, nie rodziłaś. I teraz żyjesz sama, zapomniana i porzucona” – zjadliwie zauważył wewnętrzny głos.

„Odejdź” – leniwie odparła Halina, ale zaraz rozejrzała się. Ostatnio często rozmawiała sama ze sobą. Nikt na nią nie zwracał uwagi. W wagonie było mało ludzi. Ktoś drzemał, ktoś siedział z obojętną twarzą. Tylko tamten mężczyzna wciąż na nią patrzył. Halina odwróciła wzrok i wróciła do wspomnień.

Szkoda, że urodziła się za późno. Była tak urodziwa, że mogłaby zagrać w „Zimowym zmierzchu” nie gorzej niż Bohdanowa. Głos miała wprawdzie piskliwy, ale to nie problem – ktoś inny mógłby za nią śpiewać, na przykład sama Bohdanowa. A tańczyć umiała.

Na planie swojego pierwszego filmu, gdzie właśnie tańczyła, poznała pierwszego męża, przystojnego i czarującego aktora. Rozgorzał między nimi burzliwy romans. Wyszła za niego bez namysłu. Ale żyli razem niewiele ponad rok.

Grał nie tylko na scenie. Dowiedziała się o tym, gdy z domu zaczęły znikać pieniądze i jej biżuteria. Przegrywał dużo, długi rosły. Ani łzy, ani awantury nie pomagały. Gdy ją uderzył, spakowała rzeczy i odeszła.

Niedługo po rozwodzie wyszła za Witolda. Był od niej starszy o dziesięć lat. Lila go nie kochała, ale miał pieniądze, dobrą posadę. Miłości pierwszego męża miała dość. Witold porzucił dla niej rodzinę, zostawił syna. Była żona często dzwoniła, prosiła, by wpadł, bo syn tęskni. Wracał wtedy do Lili zamyślony i milczący.

W końcu dostał zawału od tych nerwów i zmarł. Na pogrzebie Lila nie szlochała jak pierwsza żona. Tamta obejmowała trumnę i krzyczała: „Na kogoś nas zostawił?! Połóżcie mnie obok niego. Dopa”Doprowadziła cię do grobu ta twoja aktorka…” – wykrzyczała była żona, a Lila odeszła z pogrzebu, czując ciężar winy, który już na zawsze miał przygnębiać jej serce.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 12 =

Artystyczna dusza