Zuzanna jest młoda, jeszcze urodzi kolejne dziecko! obiecała teściowa. W końcu nikt nie potrzebował dziecka.
Zuzanna i Piotr dorastali w niedużym miasteczku na Mazurach i chodzili razem do jednej klasy. Po maturze dostali się na studia, a zaraz potem wyruszyli do Warszawy, by szukać pracy i lepszego życia. Wynajęli tam niewielkie mieszkanie, oboje pracowali, żyjąc bez ślubu. Gdy Zuzanna zaszła w ciążę, Piotr postanowił ją zostawić. Nie planował dziecka.
Dziewczyna była zrozpaczona i postanowiła wrócić do rodzinnego domu, by tam wychować maleństwo. Matka Piotra, która była szanowaną urzędniczką w rodzinnym mieście, rozpowiadała wszystkim, że Zuzanna spodziewa się dziecka z kimś innym, więc to dziecko nie ma z ich rodziną nic wspólnego. Sytuację dodatkowo utrudniał fakt, że obie rodziny mieszkały bardzo blisko siebie. Miasto wrzało od plotek.
Wielu znajomych znało prawdę o Zuzannie i Piotrze. Zuzanna urodziła śliczną córeczkę Marysię. Nie miała żalu do rodziny Piotra, chciała po prostu spokojnie wychować córkę. Jednak matka Piotra powtarzała głośno wszystkim wokół, że to nie ich wnuczka.
Spójrzcie sami! tłumaczyła kobieta. To dziecko ma jasne włosy, a wszyscy w naszej rodzinie są czarnowłosi. Jej nos też nie jest nasz! My wszyscy jesteśmy ładni, a ta dziewczynka jest brzydka. Ona próbuje wmieszać się do naszej rodziny, a przecież taki zły człowiek jak jej matka nie jest nam potrzebny!
Zuzanna miała tego dość. Zaproponowała test na ojcostwo, aby uspokoić matkę Piotra. Długo to trwało, aż w końcu badanie potwierdziło, że Piotr jest ojcem. Teściowa natychmiast zaprosiła Zuzannę z córeczką w odwiedziny i zasypała Marysię ubrankami, zabawkami i prezentami wartymi setki złotych. Dla Zuzanny, żyjącej z emerytury własnej mamy, było to duże wsparcie.
Po pewnym czasie nowa babcia zaczęła coraz częściej domagać się odwiedzin Marysi w swoim domu. Zuzanna wyjaśniła, że Marysia ma zaledwie roczek, więc jest za wcześnie, by zostawała bez mamy na kilka dni. Babcia się rozgniewała.
Zaczęła straszyć Zuzannę sprawą sądową o prawo widywania się z wnuczką. Uparcie twierdziła, że Marysia powinna z nią mieszkać, bo tylko ona ma dostateczne warunki, by zajmować się dzieckiem, a sąd przyzna rację jej synowi przecież Piotr ma własne mieszkanie i daje na wychowanie dziecka, a Zuzanna jest samotna i bezrobotna. Matka Piotra mówiła, że Zuzanna jest młoda i jeszcze urodzi sobie drugie dziecko. Sugerowała, by oddała dziecko dobrowolnie. Wszyscy sędziowie w mieście ją znali, więc łatwo było przewidzieć, jaka zapadnie decyzja. Zuzanna postanowiła walczyć o prawo do wychowywania własnej córki. Przez lata trwała batalia sądowa.
Dziecko, którym nie była zainteresowana wpływowa rodzina, z dnia na dzień stało się ich oczkiem w głowie. Do sądu sprowadzano świadków, fotografowano, robiono wywiady na temat Zuzanny. Musiała nieraz wyjeżdżać poza miasto i ukrywać się, by chronić córeczkę. Przeszła przez wiele trudności, ale w końcu sytuacja się uspokoiła. Piotr ożenił się ponownie; jego żona urodziła mu syna. Teściowa zajęła się nowym wnukiem. Marysia poszła do pierwszej klasy, a Zuzanna przeniosła się do Warszawy, choć często musiała wracać do mamy i córki. W stolicy poznała młodego mężczyznę. Mama Zuzanny namawiała ją, by zaczęła nowe życie, zapewniając, że przez jakiś czas sama zaopiekuje się wnuczką Zuzanna miała zabrać córkę do siebie, gdy jej życie się unormuje.
Najlepsi handlowcy z bazaru
Zuzanna wyszła za mąż. Razem z mężem wynajęli małe mieszkanie i spodziewali się dziecka. Wszystko wydawało się poukładane. Sęk w tym, że Zuzanna nie śpieszyła się, by zabrać Marysię do siebie. Nie miała jej gdzie zabrać. Jej mąż niezbyt interesował się cudzym dzieckiem. Uznali, że Marysi w rodzinnym domu, blisko babci, koleżanek i szkoły, będzie lepiej. A gdy już urodzi drugie dziecko, nie będzie komu zająć się córką. Mama nie będzie sama, a dziewczynka zostanie pod dobrą opieką. Niestety, babcia Zuzanny zaczęła chorować. Kilka razy była wzywana karetka, staruszka spędzała czas w szpitalu, a Marysią opiekowali się sąsiedzi-emeryci. Tymczasem wpływowa babcia Piotra w ogóle nie interesowała się losem wnuczki. Gdy mijała matkę Zuzanny, uśmiechała się ironicznie:
Powinnaś była mnie posłuchać! Oddałabyś mi dziewczynkę, to miałaby cudowne dzieciństwo! Teraz uczyłaby się języków obcych, grałaby na pianinie. A tak porzucona przez własną matkę! Co z niej wyrośnie? Teraz wychowuję wnuka! Jemu dam wszystko. Najlepszą szkołę, najlepsze możliwości!
Tata nigdy nie interesował się Marysią. Przez to ktoś, o kogo toczono tak zaciekłą walkę nie był teraz nikomu potrzebny. Przyszłość dziewczynki była niepewna.
Jednak życie pokazuje, że czasami najbardziej potrzebujemy tych, którym odwracamy się plecami. Warto pamiętać, że prawdziwa miłość i wsparcie budują szczęście dziecka, a nie status społeczny czy pieniądze.



