Drogi Dzienniku,
Nie pamiętam już rodziców. Ojciec zostawił matkę w ciąży i po tym nie miałem z nim kontaktu. Mama zmarła, gdy miałam rok. Nagle zdiagnozowano u mnie nowotwór zgasła tak szybko, jak zgaśnięcie świecy.
Wychowywała mnie babcia Basia, matka mojej matki. Jej mąż odszedł, gdy była jeszcze młoda, i całe życie poświęciła córce i wnuczce. Od pierwszych dni połączyła nas niezwykła duchowa więź; babcia Basia od razu wyczuwała, czego potrzebuję, i zawsze rozumiałyśmy się bez słów.
Babcię Basia kochali wszyscy od sąsiadów po nauczycieli w szkole. Nie plotkowała, nigdy nie oceniała innych, zawsze gotowa była udzielić rady. Czułam się szczęśliwa, mając taką babcię przy sobie.
Moje własne życie nie układało się gładko. Szkoła, studia, praca, ciągłe pośpiechy, obowiązki. Chłopaki pojawiali się, ale żaden nie był tym właściwym. Babcia martwiła się: Co się stało, Jago, ciągle chodzisz po chłopakach, nie znajdziesz może przyzwoitego? Jesteś przecież piękna i mądra. Starałam się żartować, ale w głębi wiedziałam, że powinnam już pomyśleć o rodzinie mam już trzydzieści lat.
Nagle babcia przestała się budzić. Serce zgasło jej w nocy. Byłam w szoku, nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Szła do pracy, do sklepów, ale wszystko robiłam na autopilocie. W domu czekała mnie teraz tylko kotka Misia. Czułam się samotna.
Pewnego dnia jechałam Koleją Miejską i czytałam książkę. Naprzeciwko usiadł przystojny mężczyzna, około czterdziestu lat, schludnie ubrany. Spojrzał na mnie uważnie i, choć nie wiedziałam dlaczego, poczułam się przyjemnie.
Zaczął rozmawiać o literaturze o tym mogłabym gadać godzinami. To jak w filmie Cicha noc pomyślałam. Chciałam już wychodzić, ale nie chciało mi się wracać do domu. Krzysztof, tak się przedstawił, zaprosił mnie do pobliskiej kawiarni. Zgodziłam się z radością.
Od tego momentu rozpoczął się nasz wirujący romans. Codziennie rozmawialiśmy telefonicznie i pisaliśmy SMS-y, spotykaliśmy się rzadziej. Krzysztof często był zajęty pracą. Wiedziałam o nim niewiele unikał rozmów o przeszłości, rodzinie, pracy. Nie przeszkadzało mi to; po raz pierwszy w życiu byłam szczęśliwa z mężczyzną.
Pewnego weekendu zaprosił mnie do restauracji, dając do zrozumienia, że to będzie wyjątkowy dzień. Podeszłam do wniosku, że chce mi złożyć propozycję. Byłam w siódmym niebie. W końcu miałam męża, dzieci, rodzinę jak wszyscy. Szkoda, że babcia nie przeżyła tego dnia.
Wieczorem, leżąc na kanapie, zastanawiałam się, co założyć planowałam kupić sukienkę w internetowym sklepie. Przeglądałam aplikację na telefonie i zasnęłam.
Nagle zobaczyłam, jak do pokoju wchodzi babcia w swoim ulubionym płaszczu, siada na kanapie i głaszcze mnie po głowie. Babciu, jak jesteś tutaj? Przecież nie ma Cię! zapytałam. Jago, nie zniknęłam, zawsze jestem przy Tobie, widzę i słyszę wszystko. Nie idź z tym człowiekiem, jest zły. Posłuchaj mnie powiedziała i rozpłynęła się w powietrzu.
Obudziłam się, nie rozumiejąc, co się stało. Widziałam babcię, a teraz jej nie ma Uznałam to za sen i wróciłam do szukania sukienki, ale niepokój nie dawał mi spokoju. Dlaczego babcia ostrzegała przed Krzysztofem, którego nie znała? Nie mając wyboru, zasnęłam ze smutkiem.
Dzień wypadku zbliżał się. Sukienki nie udało mi się wybrać, wszystko spadało mi z ręki, a w głowie wciąż brzmiały słowa babci. Nie wierzyłam w sny prorocze nigdy ich nie miałam. Ale babcia nie mogła po prostu tak pojawić się w moim śnie; mieliśmy duchową więź, może naprawdę widzi i wie, co się dzieje.
W sobotę pojawiłam się w restauracji w nie nowej, lecz wybranej sukience. Nie miałam nastroju, a Krzysztof od razu to zauważył. Coś się stało, kochanie? zapytał. Nic, wszystko w porządku. Udawał, że wierzy, rzucał żarty, próbował mnie rozbawić. Pod koniec kolacji, niczym w filmie, ukląkł i podał mi małe pudełko z pierścionkiem.
Zawroty głowy, szum w uszach, a nagle zobaczyłam babcię patrzącą przez okno. Stała i patrzyła. To był znak. Przepraszam, Krzysztofie, nie mogę zaczęłam. Dlaczego? Co zrobiłam źle? odpowiedział. Nic, po prostu zawsze wierzyłam babci wymamrotałam i wybiegłam z restauracji.
Chwilę później dogonił mnie, oczy pełne gniewu, zaczął szarpać i krzyczeć: A nie chcesz? To nieobiecana! Idź sobie z Misia, co ci przyda się? Kto cię potrzebuje, kurwa! i odszedł.
Byłam w szoku. Ten mój ukochany Krzysztof, inteligentny, wykształcony, kochający Teraz miał przynieść mi małżeństwo, dzieci, rodzinę, a ja sam się rozpadłam.
Następnego dnia poszłam do dawnego kolegi ze szkoły, Andrzeja, który pracuje w prokuraturze. Zapytałam go o Krzysztofa, podałam zdjęcie i dane.
Dzwonił mi następnego dnia: Jago, nie mam dobrych wiadomości Krzysztof to oszust, wyłudza pieniądze od samotnych kobiet, bierze je do rozwoju firmy, wyprowadza je z mieszkania i rozwodzi się. Był już karany za podobne rzeczy. Masz szczęście, że zdążyłaś uciec.
To były niesamowite wieści. Skąd babcia wiedziała, że jest zły? Cuda, co nie? Dziękuję Ci, babciu, że nie zostawiłaś mnie samej i ocaliłaś przed nieszczęściem.
Kupiłam w sklepie jedzenie i jedzenie dla Misia, wróciłam do domu z podniesioną głową, wiedząc, że nie jestem sama, a babcia zawsze jest gdzieś obok.
Mówi się, że duchy bliskich ludzi czuwają nad nami po ich odejściu, stają się naszymi aniołamistrażnikami, chroniąc przed nieszczęściem. Chciałabym w to wierzyć, bo wydaje się, że tak właśnie jest.



