Adam, nie chcę cię zranić ani skrzywdzić, kochanie – opowieść o chłopcu, który po odejściu mamy uczy…

26 kwietnia 2024, piątek

Przebywam na parapecie swojego okna i patrzę na szare ulice Warszawy. Czekam na tatę, coraz częściej tonąc w rozmyślaniach o tym, jak zmieniło się nasze życie. Minęły już dwa lata, odkąd mama odeszła. Ułożyła sobie nowe życie z kimś innym tak kiedyś z żalem wyznał mi tata. Dlaczego zostawiła własnego syna? Dla mnie to była i wciąż jest zagadka. Z biegiem czasu przestałem rozpamiętywać jej odejście.

Tata dokładał wszelkich starań, żebym miał wszystko, czego potrzebuję. Mam dziesięć lat rozumiem już sporo, nie da się przede mną nic ukryć. Zresztą nie ma już nawet po co. Nauczyłem się zmywać naczynia, porządkować swoje rzeczy, nawet nie bawię się już samochodzikami. Powoli staję się dorosły. Towarzyszy mi jednak ciągłe uczucie samotności. Bardzo chciałbym mieć psa, jednak tata stanowczo odmawiał.

A kto się nim zaopiekuje? Ja ciągle w pracy, ty w szkole, jeszcze jesteś za mały mówił.

Zamiast psa, tata przyprowadził do domu kobietę. Miała na imię Małgorzata. Wprowadziła się do nas i odtąd była obecna w naszym codziennym życiu. Starałem się ograniczyć do minimum rozmowy z nią. Czułem, że jest zbędna mam tatę, to wystarczy. Tata jednak mówił o niej moja żona, chciał, żebym miał mamę.

Ona nie jest mi potrzebna! powtarzałem uparcie. Tak to się ciągnęło między nami. Widziałem, że tata przy Małgorzacie jest szczęśliwszy. Są mili, śmieją się, czasem przytulają. A ja wciąż czułem smutek i żal.

Tato, chcę, żeby ona się wyprowadziła.
Krzysiu, ja chcę, żeby została. Trudno nam bez kobiety żony, mamy

Nadeszła wiosna, coraz więcej czasu spędzałem na podwórku, ganiając się z chłopakami z sąsiedztwa. Usłyszałem, jak z uśmiechem szeptali, że skoro tata i Małgorzata są razem, to pewnie chcą mieć swoje dziecko, a mnie oddadzą do domu dziecka. Przestraszyłem się tego okropnie. Skoro już raz zostałem porzucony, dlaczego miałoby to się nie zdarzyć znowu? Może naprawdę stanowczo przeszkadzam.

Któregoś dnia zza uchylonych drzwi dosłyszałem urywek rozmowy: Tam mu będzie lepiej, trzeba go tam posłać. Byłem pewien, że to o mnie. Oczy nie zmrużyłem przez całą noc. Rano postanowiłem działać pozbyć się Małgorzaty za wszelką cenę. Zaczęło się od drobnych psikusów: przesolić herbatę, zostawić pustą patelnię na gazie, burknąć coś niegrzecznego. Szybko się zorientowała, kto za tym stoi. W końcu poprosiła mnie do kuchni.

Krzysiu, musimy porozmawiać. Wiem, że coś cię trapi.
Nic się nie dzieje próbowałem udawać.
Krzysiu, nie chcę cię zranić ani sprawić ci przykrości, kochanie

Wzięła głęboki oddech:
Wynajęliśmy domek letniskowy na wakacje, miała to być niespodzianka Ale chyba czas być szczerym. Twój tata znalazł dla nas wymarzonego psa i dziś po niego jedziemy. Chcesz jechać razem z nami?

Nie żartujesz? byłem tak zaskoczony, że omal nie wyskoczyłem z butów. Od razu rzuciłem się jej na szyję.

Małgorzacie łzy zakręciły się w oczach:
Ciesz się, wszystko się ułoży. Nie ma powodu do łez pogłaskała mnie po głowie.

Kiedy tata wrócił z pracy, wsiedliśmy do auta po naszego szczeniaka. Gniew do Małgorzaty zamienił się w sympatię, przestałem w niej widzieć przeciwniczkę. Zostaliśmy przyjaciółmi. Piesek zasnął w moich ramionach. Wreszcie cała nasza trójka była szczęśliwa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − 4 =

Adam, nie chcę cię zranić ani skrzywdzić, kochanie – opowieść o chłopcu, który po odejściu mamy uczy…