A wtedy zrozumiała, że teściowa wcale nie jest taką zrzędą, za jaką ją miała przez te wszystkie lata…

A także zrozumiała, że teściowa wcale nie jest aż tak złośliwą kobietą, jak o niej myślała przez tyle lat.

Poranek trzydziestego grudnia, choć minęło już tyle czasu, zapisał mi się w pamięci jako zwyczajny niczym nie różnił się od innych tego typu dni przez te wszystkie dwanaście lat wspólnego życia Zofii z Markiem. Wszystko było po staremu. Marek z samego rana pojechał na polowanie i miał wrócić dopiero w południe ostatniego dnia roku. Syn został u babci, a Zofia jak zwykle została sama w domu.

Przez wszystkie te lata zdążyła już się przyzwyczaić. Marek uwielbiał łowić ryby i polować każdą wolną chwilę spędzał w lesie, bez względu na pogodę. A Zofia czekała na niego w domu. Tego dnia jednak ogarnęło ją szczególne poczucie smutku i samotności.

Wcześniej takie dni poświęcała na sprzątanie, gotowanie, zawsze znalazło się jakieś zajęcie. Nowy Rok miał być nazajutrz; od lat obchodzili go u teściowej, zawsze według tego samego, niewzruszonego schematu. A dziś, nawet codzienne czynności wypadały jej z rąk i nic jej się nie chciało.

Dlatego telefon od przyjaciółki spadł jej jak z nieba. Najlepsza koleżanka jeszcze z podstawówki Irenka nigdy się nie zamartwiała, była po rozwodzie i często urządzała spotkania dla znajomych u siebie. I znów zadzwoniła.

Co, znowu sama w domu? z miejsca stwierdziła, zamiast pytać. Marek pewnie znów zaszył się gdzieś w lesie, co? Przyjdź do mnie wieczorem, szykuje się fajne spotkanie, po co masz siedzieć smutna w domu?

Zofia nic nie obiecywała, nawet nie zamierzała nigdzie wychodzić. Jednak z nadejściem wieczoru nastrój kompletnie jej siadł. Po raz pierwszy tak bardzo zabolało ją to, że męża nie ma obok.

Przez te wszystkie lata miała tylko dom, pracę, syna i tyle. Nigdzie razem z Markiem nie wychodzili jemu nudziły się odwiedziny u innych, marzył tylko o rybach i polowaniu. Zofii nie chciało się iść samej.

Przez to nigdy nie wyjeżdżali razem na wakacje letnie miesiące spędzali u matki Zofii na wsi. To dobrze, że Marek tak świetnie dogadywał się z teściową, ale Zofii marzyło się choć raz pojechać nad morze albo chociaż zobaczyć kawałek świata.

Wieczorem pomyślała nagle A może by pójść do Irenki? Będzie weselej, niż siedzieć samotnie w pustym domu. I wybrała się do przyjaciółki, gdzie zebrała się ich dawna, szkolna paczka. Zofia świetnie się bawiła.

Najważniejsze było jednak to, że pojawił się tam Grzegorz jej pierwsza szkolna miłość. Jakoś tak wyszło, że tej nocy zostali razem. Sama nie wiedziała, jak do tego doszło nie wypiła wiele, ale nagromadzone przez lata emocje i wspomnienia wzięły górę.

Rano miała wyrzuty sumienia, było jej za siebie wstyd, chciała jak najszybciej zapomnieć ten niefortunny wypadek. Wyszła z mieszkania Grzegorza niemal biegiem.

W domu czekała ją niespodzianka. Zaledwie przekroczyła próg, zobaczyła ubrania Marka wrócił wcześniej niż zwykle.

Kolana się jej ugięły; bała się, że mąż pozna, że nie spała w domu już widziała przed oczami awanturę i wizję rozstania. Wiedziała, że Marek by jej nie wybaczył; ona sama nie dałaby sobie rady z myślą o zdradzie.

Karciła się w myślach, jak mogła tak głupio zniszczyć własne szczęście. A przecież kochała męża. Dzwonek do telefonu wyrwał ją z tej spirali myśli.

Dzwoniła teściowa Maria. Nie wiem, co się tam u was wydarzyło, ale w nocy dzwonił Marek, nie mógł się do ciebie dodzwonić. Powiedziałam mu, że jesteś u cioci Basi, bo jej się nagle pogorszyło, że zostałaś z nią na noc. Więc mnie nie wystaw…

Zawsze miały z Marią dziwne relacje; nigdy się o nic nie kłóciły, ale teściowa, zwłaszcza na początku, nie darzyła Zofii specjalną sympatią. Już od zaręczyn była temu małżeństwu przeciwna uważała, że są za młodzi na ślub. Przez pierwsze lata młodzi mieszkali z rodzicami Marka, i zgrzytów było sporo.

Później, gdy się wyprowadzili, kontakty z teściową ograniczały się głównie do rodzinnych uroczystości. Ale teraz Zofia czuła wdzięczność. Nie martwiła się już, co będzie dalej najważniejsze, że Marek nie dowiedział się prawdy.

Wieczorem pojechała razem z mężem do teściowej i postanowiła porozmawiać z Marią, kiedy we dwie zostały w kuchni. Chciała podziękować i wyznać, jak bardzo jej pomogła. Ale teściowa nawet nie chciała o tym słuchać.

Daj spokój, Zosiu. Myślisz, że nie wiem, jak to jest żyć z kimś, kogo najbardziej na świecie interesuje tylko własne hobby? Myślisz, że sama zawsze byłam święta? Ten mój Pietrek tu skinęła głową w stronę teścia całe życie w lasach. Myślisz, że to nie boli? Ważne, żeby to nie weszło w zwyczaj, rozumiesz, o czym mówię?

Zofia doskonale zrozumiała. I wtedy po raz pierwszy pomyślała, że Maria wcale nie jest okropną jędzą, jak się jej wydawało przez lata że doskonale wszystko rozumie. Historia skończyła się dobrze, a Zofia postanowiła sobie w duchu, że już nigdy nie wyjdzie z domu bez męża.

Ze wspomnień.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

A wtedy zrozumiała, że teściowa wcale nie jest taką zrzędą, za jaką ją miała przez te wszystkie lata…