– A ty mi proponujesz z niemowlakiem biegać dwa kilometry po chleb? W ogóle, już nie wiem, czy jeste…

Czwartek, 12 listopada

Dziś znowu poczułam, że życie w naszym małym mieszkaniu w Krakowie przypomina niekończący się maraton. Kiedy przyjechaliśmy z szpitala, przywitali nas moi rodzice Anna i Piotr oraz teściowie. Zasiadliśmy przy stole, ale po godzinie goście już wyszli, zostawiając nas samych z naszą nowonarodzoną córeczką Bogną.

Kacper, jak zwykle, wtoczył się na kanapę, włączył telewizor, a ja zajęłam się porządkowaniem kuchni, którą w ciągu czterech dni mojej nieobecności mój mąż zamienił w chaotyczny obszar. Po skończeniu pracy nakarmiłam Bognię, a gdy zasnęła, położyłam się na małym łóżeczku w pokoju dziecięcym. Dzień był pełen emocji i zmęczenia, więc próbowałam zasnąć.

Nagle usłyszałam stanowcze pukanie w drzwi. Kiedy otworzyłam, zobaczyłam gości, których Kacper już zaprosił do środka. Była to Jadwiga moja starsza siostra, jej mąż Marek oraz dwie przyjaciółki Jadwigi, z którymi znałam się ledwie trochę.

Braciszku, przyjechaliśmy cię pogratulować! Pamiętam, jak byłeś mały, a teraz patrzcie już sam tata! wykrzyknęła siostra, wzburzając wszystkich. Reszta przytulała Kacpra i całowała go.

Poprosiłam cicho: Jadwigo, trochę ciszy, Bożena właśnie zasnęła.

Co ty! Małe dzieci nic nie słyszą! Leć na stół, przynieśliśmy ciasto i szampana. Resztę zostaw wam odpowiedziała Jadwiga, nieco nieczuła.

Postawiłam na stole to, co pozostało po kolacji z rodzicami.

Coś tu biednątkowo! zauważyła teściowa.

Przepraszam, nie spodziewaliśmy się gości, dopiero wróciłam ze szpitala. Kacper zarządzał tu sam wytłumaczyłam.

Dziewczyny, nie ma co się kłócić! Zamówiłem pizzę trzy rodzaje. Nikt nie wyjdzie głodny dodał Kacper.

Goście pozostali do dziewiątej, a ja w końcu musiałam przyznać się, że muszę kąpać Bognię i położyć ją spać. Gdy odjechali, Kacper rzucił mi uwagą:

Viktorio, mogłaś być bardziej uprzejma. Ludzie przyszli nas zobaczyć, a ty cały czas biegłaś do dziecka i prawie wszystkich odesłałaś.

Co miałam zrobić? Nie rozumieli, że w pierwszy dzień po porodzie nie mam siły na gości. Chociaż przyniosły mi trochę tanich słodyczy odpowiedziałam.

Obiecałam wtedy, że od dziś w naszym domu najważniejszy jest maluch. Bożena potrzebuje regularności, więc poprosiłam Kacpra, żeby nie zapraszał gości przez kolejne trzy miesiące.

Jeśli chcesz się spotkać z facetami, rób to gdzie indziej dodałam.

Miesiąc później Kacper pracował, a ja pozostawałam w domu z Bogną. Dziecko było spokojne, a ja ogarniałam dom, gotując tylko proste potrawy. Kacper nie miał nic przeciwko. Żyliśmy normalnie, aż nadeszła niespodziewana komplikacja ze strony teściowej, Lidii Andrzejewny.

Lidia, choć ma już osiemdziesiąt lat, mieszkała w wiosce pod Krakowem, około stu kilometrów od miasta, w małym domku z własnym ogródkiem. Jej matka, Katarzyna Iwanowa, była już bardzo słaba. Zimą przeziębiła się i nie mogła już samej dbać o ogród.

Lidia postanowiła, że lato powinno spędzić w wiosce, pomagając babci. Najpierw nie uwierzyłam pomyślałam, że to żart. Ale była zdecydowana.

Nie mogę zabrać matki do miasta, tam wszystko już zasiane. Kto będzie podlewać? Ja sam nie dam rady, a woda z studni to aż trzydzieści metrów, a ja ledwo podnoszę pół wiadra tłumaczyła Lidia.

Zadziwiłam się:

Czy mam zostać wodonośnikiem?

Lidia wskazała wózek z dwoma beczkami po czterdzieści litrów, który mógłby przenieść wodę. Nie chciałam nosić wód, więc odmówiłam. Zaproponowałam, że kupujemy warzywa w sklepie, a nie musimy pracować w ogrodzie. Lidia naciskała, że Jadwiga też ma dwójkę dzieci i powinna pomóc.

A ja? Nie mam dzieci! odpowiedziałam.

Twoja córka Bożena musi co miesiąc iść do przychodni, szczepienia, badania. Nie ma sensu ryzykować argumentowała.

W końcu Lidia zażądała, żebym pojechała. Przygotowałam się, spakowałam rzeczy, a przed wyjazdem zadzwoniłam do rodziców. Mama, była pielęgniarką w oddziale pediatrycznym, nie mogła uwierzyć, że Lidia chce zamknąć naszą noworodkę w wiosce.

Do roku trzeba monitorować rozwój dziecka, a do trzech miesięcy zrobić wszystkie badania! To nieodpowiedzialne! gniewała się.

Ojciec milczał i cicho pakował bagaż.

Kiedy Kacper wrócił z pracy i nie znalazł nas w mieszkaniu, od razu wiedział, gdzie jesteśmy. Dzwonił do mnie kilka razy, ale nie odbierałam. W końcu przyszedł sam i zapytał:

Nie wysyłają cię do kopalni, tylko do wioski! Czy naprawdę tego chcesz?

Tak, sam stworzyłam sobie problem. Dwa lata temu wziąłem ślub, myślałam, że jesteś wysoki, silny, dobry Nie przewidziałam, że kryje się w tym matczyny chłopiec, który robi, co matka każe przyznałam.

Czy wrócisz do domu? pytał.

Nie wrócę. Dom to miejsce, gdzie jest bezpiecznie, kochają i chronią. Nie ma tu obrońcy, więc zostanę z matką odpowiedziałam.

Po pół roku udało mi się rozwieść się z Kacprem. Teraz patrzę wstecz, próbując zrozumieć, jak łatwo można wpaść w pułapkę oczekiwań innych i stracić siebie. Mam nadzieję, że Bożena wyrośnie zdrowa i szczęśliwa, a ja znajdę własną drogę, wolną od cudzych żądań.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

– A ty mi proponujesz z niemowlakiem biegać dwa kilometry po chleb? W ogóle, już nie wiem, czy jeste…