– A ty mi proponujesz biegać z niemowlakiem dwa kilometry, żeby kupić chleb? W ogóle, już nie wiem, …

A ty proponujesz mi biec dwa kilometry z niemowlęciem po chleb? I już nie wiem, czy my, ja i Jadwiga, jesteśmy ci jeszcze potrzebni.

Z szpitala Wiktoria z córeczką spotykali mężczyznę, rodziców i teściową. W domu, jak zwykle, zasiadli przy stole, lecz nie długo po godzinie goście poszli, zostawiając młodych rodziców i maleństwo samych.

Krzysztof, jak przystało, rozłożył się na kanapie i włączył telewizor, a Wiktoria zajęła się sprzątaniem kuchni, którą mąż w cztery dni jej nieobecności zamienił w coś nie do poznania.

Po skończonej robocie Wiktoria nakarmiła córeczkę i, gdy ta zasnęła, postanowiła położyć się na łóżeczku w pokoju dziecięcym dzień był przecież dzisiaj niezwykle nerwowy i pracowity.

Zanim zdążyła się zmrużyć, ktoś uparcie zadzwonił do drzwi. Gdy Wiktoria wyszła z pokoju dziecięcego, ujrzała gości, których Krzysztof już zaprosił do salonu.

Była Jolanta starsza siostra Krzysztofa, jej mąż oraz dwie przyjaciółki Jolanty, z którymi Wiktoria była ledwie znana.

Braciszku, przybyliśmy, żeby cię pozdrowić! Pamiętam, jak byłeś mały, a teraz spójrz już sam tata! wrzeszczała siostra.

Reszta przytulała Krzysztofa, ściskała mu dłoń i całowała.

Jolanto, ciszej proszę, Jadwiga właśnie zasnęła zwróciła się Wiktoria.

A nie! Tak małe jeszcze nic nie słyszy! Lepiej nakryj stół przynieśli już ciasto i sok. Resztę od Ciebie, odezwała się Jolanta.

Wiktoria położyła na stole resztki ze wspólnego posiłku z rodzicami.

Coś u was skromnie! pofrunęła teściowa.

Przepraszam. Nie spodziewaliśmy się gości. Właśnie wróciłam ze szpitala. Wszystkie pretensje skierujcie do Krzysztofa on tu bez mnie gospodarował odparła Wiktoria.

Dziewczyny, nie kłóćcie się! Zamówiłem już pizzę trzy rodzaje. Nikt nie zostanie głodny oznajmił Krzysztof.

Goście siedzieli aż do dziewiątej, a Wiktoria w końcu jasno powiedziała, że musi kąpać córkę i położyć ją spać. Kiedy wstali, Krzysztof skrytykował żonę:

Wiktorio, mogłaś być bardziej uprzejma. Ludzie przyszli nas pozdrowić, a ty przy stole nie usiadłaś cały czas biegłaś za dzieckiem, a na końcu właściwie wszystkich wypędziłaś.

Co miałam zrobić, kiedy oni nie rozumieją, że w pierwszy dzień po porodzie nie mam siły na gości? Przynajmniej przynieśli dziecku tanie grzechotki.

I zapamiętaj: od dziś w naszym domu najważniejszy nie gość, a dziecko. Jadwiga potrzebuje rytuału. Dlatego proszę, nie zapraszaj gości przez najbliższe trzy miesiące. Jeśli chcesz spotkać się z chłopakami, rób to gdzie indziej odparła Wiktoria.

Minął miesiąc. Krzysztof pracował, a Wiktoria z córką zostawały w domu. Jadwiga była spokojną pociechą, a Wiktoria zdążyła zająć się prawie wszystkim w domu, jedynie gotowanie zrezygnowała na rzecz prostych potraw. Krzysztof nic nie miał przeciw. Żyli więc w miarę spokojnie.

Lecz pojawił się problem, który wywodził się od teściowej Lidii Andrzejewskiej. Ona postanowiła, że sprawę trzeba rozwiązać kosztem synowej. Sednem była sytuacja, że Lidia miała osiemdziesięcioletnią matkę Katarzynę Iwanową mieszkającą we wsi oddalonej prawie stu kilometrów od miasta.

Baba Kasia, jak ją wołano w rodzinie, żyła w typowym wiejskim domku z wiejskimi udogodnieniami: woda w studni, drewno w szopie, reszta w ogródku. Dom stał na działce dziesięciu arów, którą sama uprawiała. Córka i wnuki pomagali jedynie przy sadzeniu i wykopywaniu ziemniaków, które jedli przez całą zimę.

Zimą babcia przeziębła się i poważnie zachorowała. Praca w ogrodzie stała się dla niej zbyt trudna. Wtedy Lidia postanowiła, że na całe lato wyśle Wiktorię z dzieckiem do wsi, by pomogła babci.

Wiktoria początkowo nie uwierzyła, pomyślała, że teściowa żartuje. Lidia była jednak całkiem poważna.

Nie mogę zabrać matki do miasta ogród już całkiem obsadzony. Kto będzie podlewać? Ja sama pracuję. Przyjadę w weekend, załatwię sprawy, ale w tygodniu kto będzie nosił wodę ze studni?

Studnia nie była daleko, zaledwie trzysta metrów, ale ciężko było podnieść pełne wiadro. Babcia nosiła pół wiadra. A wiesz, ile wody potrzeba? Na dom i na podlewanie. Idzie co południe tam i z powrotem.

Nie rozumiem, Lidio, co mi proponujesz, zostać wodonośnikiem? zapytała zaskoczona Wiktoria.

Nie musisz nosić wiader. Matka ma wózek, na którym można postawić dwie butelki po czterdzieści litrów i przewieźć. Babci już nie starcza, a ty dasz radę. A w ogrodzie podlewanie, odchwaszczanie nie jest trudne.

Nie, Lidio, podlewajcie i odchwaszczajcie swój ogród sami. My z Krzysztofem kupujemy ziemniaki i warzywa w sklepie, więc niech pracują ci, którzy zbierają plony.

Wyślijcie Jolantę. Ona i tak nie pracuje odmówiła Wiktoria.

Ale Jolanta ma dwoje dzieci!

A ja, według ciebie, nie mam dzieci?

Nie porównuj: Jolanta ma starsze pięcioletnie i młodsze trzyletnie trzeba się nimi opiekować. A Artur będzie musiał być na całe lato z przedszkola, ale i tak jest pod opieką.

A co z Jadwigą? Czy ona ucieknie gdzieś? Nakarm ją, włóż do wózka i zajmij się sprawami rzekła teściowa.

Czy wiesz, że z Jadwigą muszę co miesiąc chodzić do przychodni na szczepienia?

Można obejść się bez lekarzy. Dziecko zdrowe, nie ma po co biegać po przychodniach tam łatwiej złapać jakąś chorobę odparła Lidia.

Ogólnie, jedź. Nie wysyłaj nikogo więcej. A poza tym moja matka wyrosła wszystkie moje troje dzieci. Nie siedziałam długo na urlopie macierzyńskim.

Jolanta oddała matkę, Witka i Krzysztofa w dwa miesiące, a teraz matka jest słaba nadszedł czas, by spłacić długi pomagać.

Szanuję Katarzynę Iwanową. Wiem, że wiele nam pomogła. Ale osobiście nic jej nie jestem winna. Wy, Jolanto, Witku i Krzysztofie, jesteście jej dłużnikami. Ja nie będę spłacać cudzych długów odpowiedziała Wiktoria.

W piątek rano Krzysztof przypomniał żonie:

Zabrałaś już rzeczy? Jutro jedziesz na wieś.

Krzysztofie, powiedziałam już twojej mamie i powtarzam: nie jadę do żadnej wsi. I tym bardziej nie zabiorę tam Jadwigi. A jeśli zachoruje? Mam iść dwaście kilometrów pieszo do miasta?

W twojej zapomnianej przez Boga wsi nawet autobus nie wjeżdża przejeżdża obok. Nie ma tam sklepu.

Sklep jest w sąsiedniej wsi.

I mi proponujesz biec dwa kilometry z niemowlęciem po chleb? I już nie wiem, czy my, ja i Jadwiga, jesteśmy ci jeszcze potrzebni.

Gdy twoja matka proponowała mi przenosić czterdziesięciolitrowe butelki, milczałeś. Czyżby się zgadzał? Jak podniosę taką butelkę, gdy sama ważyę pięćdziesiąt siedem kilogramów?

Nie trzeba napełniać butelek do pełna powiedział Krzysztof. I dość kłótni. Gdy matka mówi, że jedziesz, jedz. Nie ma nikogo więcej. Jutro o dziesiątej przyjedzie ojciec, odwiezie was. Lepiej więc dziś spakuj rzeczy.

Kiedy mężczyzna poszedł do pracy, Wiktoria zaczęła pakować. Najpierw zadzwoniła do rodziców. Mama Wiktorii była pielęgniarką w oddziale dziecięcym i też nie uwierzyła, że Lidia chce zamknąć nowonarodzoną wnuczkę w wsi.

Przynajmniej do roku trzeba monitorować rozwój dziecka. W trzech miesiącach odwiedzić wszystkich specjalistów, w roku jeszcze raz! Jak można tak lekceważyć! wyraziła oburzenie.

Ojciec Wiktorii cicho włożył bagaże do samochodu. Wiktoria z córką pojechała do mieszkania rodziców. Gdy Krzysztof wrócił z pracy i zobaczył, że ani żony, ani córki nie ma w domu, od razu wiedział, gdzie ich szukać. Kilka razy dzwonił do Wiktorii, lecz nie odbierała. W końcu sam przybiegł. Od pierwszych słów wiedział, że mąż nie pojął sytuacji.

Nie wysyłają cię do kopalni, tylko na wieś! Na świeże powietrze! Czy to przez głupotę całą problematykę stworzyłaś? zapytał.

Tak, stworzyłam sobie problem. Nie teraz, ale dwa lata temu, kiedy wybrałam się za mąż. Zafascynował mnie wysoki, szerokopłciowy, dobry mężczyzna. Nie zauważyłam, że pod tą fasadą kryje się jedynie maminy syn. Taki mały i posłuszny: co mama mówi, to robisz. Gdyby mama wysłała cię do kopalni, i ty byś nie protestował.

Czy nie wrócisz do domu? dopytał Krzysztof.

Nie wrócę. Dom to miejsce, gdzie jest bezpiecznie, kochają i chronią. Nie wyłonił się z niego obrońca. Żyj z mamą.

Po pół roku udało jej się rozwieść z Krzysztofem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − siedem =

– A ty mi proponujesz biegać z niemowlakiem dwa kilometry, żeby kupić chleb? W ogóle, już nie wiem, …