A Ty byłeś dla mnie ważny…

Dzisiaj był taki dziwny dzień…

Wyszłam z pracy i podeszłam do swojego samochodu na parkingu. Maska i przednia szyba były pokryte cienką warstwą śniegu. Wsiadłam, od razu włączając ogrzewanie, żeby rozgrzać zimne wnętrze. Potem wyczyściłam szybę wycieraczkami, strzepując biały pył.

Ruszyłam, włączając się do ruchu, ale od razu utknęłam w korku. Światła, zatrzymania, całe miasto jakby postanowiło jechać tą samą ulicą. Mijając galerię handlową, zdecydowałam się skręcić – może przeczekam ten tłok, a przy okazji rozejrzę się za świątecznymi prezentami.

Tylko że i tam parkowanie było jak walka o miejsce. Już żałowałam tej decyzji – lepiej byłoby tkwić w korku, ale przynajmniej z wolna posuwać się do przodu. Nagle w lusterku błysnęły reflektory – jakiś SUV cofnął się, ustępując mi miejsca.

W galerii – tłumy, gorąco, chaos. Rozpięłam płaszcz, odsunęłam szalik od szyi i zaczęłam przeciskać się między półkami. Migające lampki, kolorowe bombki, ludzie kręcący się wokół – aż oczy bolały od tego nadmiaru. Włożyłam do koszyka kilka błyszczących ozdób, srebrne renifery na choinkę, ręczniki z wizerunkiem Mikołaja, kieliszki do szampana z życzeniami…

W domu się zastanowię, co komu dać. Dla mamy i męża kupię coś lepszego, ale znajomym wystarczą te drobiazgi. Stanęłam w kolejce do kasy, zmęczona hałasem. Kiepski pomysł – przychodzić tu w piątkowy wieczór. Mogłam przyjechać jutro rano, gdy ludzie śpią.

W końcu moja kolej. Przy kasie z przerażeniem zorientowałam się, że wzięłam za dużo. No trudno, przyda się.

Wychodząc, poprawiłam płaszcz, uważając, żeby ktoś nie uderzył w mój wypełniony torebami wózek.

„Kasia!”

Nie zareagowałam od razu, dopiero gdy usłyszałam swoje panieńskie nazwisko – „Nowak!” – zatrzymałam się. Ludzie wciąż mnie potrącali, więc odsunęłam się na bok, rozglądając się za tym, kto mnie woła.

„Cześć, Kasia” – usłyszałam tuż obok.

Odwróciłam się i zobaczyłam brodatego mężczyznę w naciągniętej czapce. Uśmiechał się, brakowało mu przedniego zęba. Ubrany był byle jak. Już żałowałam, że się zatrzymałam – ten typ nie mógł być moim znajomym.

„Nie poznajesz?” – zapytał. „Ja cię od razu rozpoznałem. Wyglądasz świetnie” – zaśmiał się. Coś w jego głosie wydało mi się znajome, ale nie mogłam sobie przypomnieć.

„Chodziliśmy razem do klasy” – podpowiedział.

„Tomek?!” – wykrztusiłam. Chciałam zapytać, co go doprowadziło do takiego stanu, ale się zawstydziłam.

„Ja” – uśmiechnął się szeroko, znów pokazując dziurę w uzębieniu. „Zmieniłem się?”

„Tak” – przytaknęłam. „Co się z tobą stało?” – i tak się wyrwało.

„Długa historia. Może gdzieś usiądziemy? Jest tu kawiarnia” – patrzył na mnie z nadzieją.

Nie mogłam się przyzwyczaić do jego wyglądu. Jak mogłam go nie poznać? Pewnie przez tę brodę i głupią czapkę. To Tomek, w którym byłam zakochana w liceum, przez którego wylałam tyle łez. A teraz wstydziłam się stać obok niego na oczach tylu ludzi.

„Przepraszam, muszę iść” – powiedziałam, odwracając wzrok.

Ale on wciąż patrzył wyczekująco.

„No dobra, tylko krótko” – zgodziłam się bardziej z ciekawości niż z chęci rozmowy.

Tomek się ucieszył, nerwowo poprowadził mnie w stronę kawiarni.

„Wszystkie stoliki zajęte… Tam jest wolny” – wskazał na zaciemniony kąt.

„Przynajmniej nikt nas nie zobaczy” – pomyślałam, chcąc jak najszybciej zniknąć z oczu ludzi.

Ledwo usiedliśmy, gdy podszedł kelner. Tomek od razu zaczął wertować menu, przełykając ślinę. Ja nawet go nie otworzyłam.

„Tylko kawa” – powiedziałam.

Kelner spojrzał na mnie, ignorując Tomka.

„Dwie kawy” – zamówiłam szybko.

„Nie, ja coś zjem” – Tomek wymienił kilka dań. Kelner spojrzał na mnie pytająco. Skinęłam głową.

„Pracujesz tu?” – spytałam, gdy kelner odszedł.

Skinął. Widać było, że jest mu wstyd. Pewnie nie jako manager, nawet nie jako sprzedawca – raczej jako magazynier albo sprzątacz. Nie pytałam.

„Zostałaś lekarzem, jak marzyłaś?” – zapytał.

„Pamiętasz? Tak, endokrynologiem.”

Znowu kiwnął głową.

„Prezenty dla męża i dzieci?” – spojrzał na moje torby.

„A ty jesteś żonaty?” – nie odpowiedziałam na pytanie.

„Byłem. Z Ewą. Pamiętasz ją? Okazała się świnią. To przez nią tak skończyłem.”

„Wtedy byłem głupi. A ty mi się podobałaś” – dodał cicho.

„Mi też” – pomyślałam.

Kelner przyniósł zamówienie. Tomek zaczął jeść łapczywie. Odwróciłam wzrok.

„Co się stało?” – spytałam, żeby już skończyć tę rozmowę.

Opuścił widelec.

„Na początku było dobrze. Piękna żona, mieszkanie od jej rodziców. Skończyłem politechnikę, zostałem inżynierem. Ale co inżynier zarobi? Ewa zaczęła jęczeć, żądać pieniędzy. Wkręciła mnie w biznes z jej kolegą. Spaliliśmy się. Oskarżyła mnie, że do niczego się nie nadaję. Rozwód.

Potem przyszli po długi. Sprzedałem samochód, rodzice domek. Zwróciliśmy, a ja zostałem z niczym. Miesiąc później tata zmarł na zawał. A Ewa wyszła za mojego byłego wspólnika. Pewnie to ona to wszystko uknuła.

Wstydzę się przed matką. Zacząłem pić. Czasem myślę, po co żyję? Gdyby nie ona…”

Zaległa cisza.

„Nie musisz się mną przejmować. Mam dach nad głową, pracę. Nie każdy musi być biznesmenem” – powiedział, widząc moją minę.

Kelner przyniósł rachunek. Siegnęłam po portfel, ale Tomek się wściekł.

„Nie upokarzaj mnie” – jego wzrok był pełen bólu.

Zapłacił sam.

„Muszę już iść” – wstałam nagle.

Pożegnałam się szybko, nie dając mu szansyNastępnego dnia zadzwoniłam do Dymitra i poprosiłam, żeby pomógł mi znaleźć Tomka, ale nigdy więcej go nie spotkałam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + 17 =

A Ty byłeś dla mnie ważny…