A co nam po twoim zdaniu? pyta Antonina, odkładając na bok nieprzeczytaną książkę.
Jadwiga już spodziewa się dziecka? zdziwiona pyta jej syn, nie podnosząc wzroku. Maksym powoli kiwa głową, palce nerwowo drapią brzeg koszulki nawyk, który ma od dzieciństwa, kiedy jest zestresowany.
Planowaliście najpierw wziąć mieszkanie na kredyt, a dopiero potem myśleć o dzieciach analizuje Antonina wyraz twarzy syna, starając się wyłapać jego nastrój. Sama mówiliście, że najpierw trzeba stanąć na nogi.
Maksym wzrusza ramionami, rozkładając ręce, jakby przepraszał za nieprzewidziane okoliczności. Odpowiada zmęczonym tonem:
Tak to wyszło. Nie spodziewaliśmy się tego, szczerze mówiąc.
Antonina wciąga głęboki oddech. Ta wiadomość jej nie cieszy. Młode małżeństwo ledwo wiąże koniec z końcem. Wynajmują małe mieszkanie, raczej kawalerkę, w centrum Warszawy. Jadwiga pracuje na umowach zlecenie, a Maksym dopiero zaczyna zarabiać niewielką pensję. Jakie tu dzieci? myśli Antonina.
Mamo przytula się do niej Maksym, głos przycicha się wynajmujemy tę jedną-piękną kawalerkę, którą dostałaś od babci. Może tymczasowo zamieszkamy z wami?
Mówi szybko, jakby bał się, że matka go przerwie.
Wiem, że sam odmówiłeś wprowadzenia się tam! Ale wszystko się zmieniło. Musimy teraz odkładać pieniądze, a nie wydawać je na czynsz. To przynajmniej trochę zabezpieczy nas, kiedy przyjdzie dziecko.
W sercu Antoniny coś się kurczy. To mieszkanie jest jedynym dodatkowym dochodem po przejściu na emeryturę. Remont własnego lokum, leki, wyjazd do siostry wszystko zależy od czynszu pobieranego od najemców starego mieszkania po babci.
Maksym zauważa zaniepokojenie matki i szybko dodaje:
Rozumiem, że to poważna decyzja, mamo. Twoje życie się zmieni. My jesteśmy w desperackiej sytuacji. Jadwiga wkrótce nie będzie mogła pracować.
Dobrze mówi w końcu, walcząc z wewnętrznymi wątpliwościami. Ale od razu podkreślam: nie przepisuję mieszkania. To moja własność.
Maksym podnosi ręce w gestie obronnej.
Co ty, mamo! Nie mamy co Cię o to prosić. Dziękujemy Ci ogromnie!
Obejmuje matkę i szybko wychodzi, obawiając się, że może się cofnąć. Antonina zostaje w fotelu, myśląc, jak wszystko załatwić, by nikogo nie skrzywdzić.
Po tygodniu rozmawia z najemcami. Nie cieszą się, ale nie mają dokąd pójść umowa się kończy. Miesiąc później wyprowadzają się, zostawiając po sobie nieprzyjemny zapach i poobijane tapety przy wejściu.
Jadwiga i Maksym wprowadzają się cicho, bez zbędnych hałasów. Antonina pomaga przy przeprowadzce, przynosi domowe przetwory, nowe zasłony, by młodym było przytulniej. Synowa nie dziękuje, tylko wymrucza coś niezrozumiałego i idzie do łazienki.
Mieszkania stoją w sąsiednich kamienicach, z okna kuchni Antonina widzi okna drugiego lokum. Syn czasem wpada po sól albo po pogawędkę. Jadwiga jednak przez siedem miesięcy nie przychodzi w gości, nie na herbatę, nie na rozmowę, zdaje się unikać teściowej.
W końcu nadchodzi radosna wiadomość na świat przychodzi wnuk! Silny chłopiec, waży prawie cztery kilogramy. Antonina, nie kryjąc radości, przychodzi z wizytą, niosąc pieluszki, rozpinane śpioszki, maleńkie skarpetki własnoręcznie dziane.
Patrzy na zmęczoną Jadwigę. Pod oczami ma cienie, ręce lekko drżą od niedoboru snu.
Potrzebujesz pomocy? Mogę zająć się maluchem, żebyś odpoczęła.
Jadwiga mocniej przytula dziecko i odcina:
Nie. Damy radę.
Antonina nie naciska. Pomocy nie da się wymusić.
Po dwóch miesiącach zauważa w oknach obcych ludzi starszą parę. Domyśli się, że to rodzice synowej.
Pewnie przyjechali z wizytą, wszystko w porządku myśli, odchodząc od okna.
Trzy dni później przychodzi syn, wygląda na wyczerpanego. Kręgi pod oczami, zmęczona twarz. Antonina podaje mu herbatę, kładzie talerz ze słodkościami.
Jak mały? Już się uśmiecha?
Rośnie mówi Maksym, wymuszając uśmiech. Tak szybko się zmienia, wyobrażasz sobie? Już pierwszy raz płacze.
A rodzice Jadwigi? wtrąca się Antonina, jakby przypadkiem.
Maksym niechętnie kiwa głową:
Przyjechali na kilka dni, żeby pomóc przy maluszku.
Ale macie przecież kawalerkę! zdziwia się Antonina. Gdzie się wszyscy mieszczą?
Maksym odwraca wzrok:
Tolerujemy tymczasowy dyskomfort. Oni naprawdę pomagają przy Michaelu, Jadwiga ma łatwiej.
Antonina nie lubi tego, ale nie naciska. Dorośli radzą sobie sami.
Gdy przychodzi do wnuczka, rodzice Jadwigi patrzą na nią z góry, jakby coś im w nią wleżało. Antonina bawi się z małym Michałem, ignorując wymijające spojrzenia.
Podczas jednej z wizyt zauważa w przedpokoju rozłożony rozkładany łóżko. W jedynej sypialni widzi walizki i kartony rodziców Jadwigi. Wtedy dochodzi do niej: rodzice zajęli pokój, a młode małżeństwo mieszka na kuchni!
Dwa tygodnie później rodzice nie wyprowadzają się, co zaczyna denerwować Antoninę. Maksym staje się jeszcze bardziej blady, ciągle trąca kark i plecy. W piątek wpadł do niej w gości i zasnął na kanapie. To była ostatnia kropla.
Antonina zdecydowanie rusza w stronę mieszkania synowej. Drzwi otwiera matka Jadwigi, marszcząc wargi przy widoku nieproszonej gości.
Do kiedy to będzie trwać? Ile jeszcze będziecie tu mieszkać? Dlaczego mój syn ma cierpieć? pyta od progu.
Matka Jadwigi podnosi brwi:
A co was to obchodzi? To dom naszej córki! Dlaczego macie pretensje?
Z kuchni wyłania się senny Jadwiga, trzymając dziecko.
Co się stało? pyta Antonina.
Matka Jadwigi chwyta wnuczka i demonstracyjnie kołysze go.
My nie przyszliśmy tu przypadkowo! Pomagamy przy dziecku! A od was nie ma żadnego pożytku!
Antonina nie poddaje się.
To moje mieszkanie! Nie pozwolę wam tu mieszkać! Nie pozwolę synowi spać na rozkładanym łóżku! Wymeldujcie się!
Jak śmiesz! wykrzykuje ojciec Jadwigi, wjeżdżając w drzwi. To wszystko twoja wina! Mogłeś dać młodym dwupokojowe mieszkanie, a sam się tu wpakować. Wszyscy by mieli miejsce!
Antonina ledwie powstrzymuje się:
A wy milczecie! Będziecie walczyć o prawa gdzie indziej! Czy już zapomnieliście? Przypomnę! Ślub zapłaciłam ja, mieszkanie oddałam ja. Czego jeszcze ode mnie chcecie?
W tym momencie wraca Maksym, stoi w progu, nie rozumiejąc zamieszania.
Twoja matka obraża moich rodziców! wykrzykuje Jadwiga. Wypędza ich na ulicę!
Albo rodzice Jadwigi wyprowadzają się, albo wy wszyscy! wtrąca się Antonina. To moje mieszkanie! Nie będę tolerować bezczelności!
W pokoju zapada ciężka cisza. Wszyscy patrzą na siebie. Maluch jęczy, wyczuwając napięcie.
Nagle słychać krzyki i jęki. Jadwiga płacze, a jej matka stara się ją uspokoić, rzucając gniewne spojrzenia w stronę Antoniny. Ojciec Jadwigi krzyczy coś do Maksym, machając rękami. Antonina odwraca się i wychodzi, głośno zamykając drzwi.
Dwa dni Antonina nie wie, co robić. Nie dzwoni, nie wpada, choć serce rozrywa ją niepokój o syna i wnuka. Co jeśli naprawdę wyjadą? Gdzie będą mieszkać? Nie może poddać się litości.
Trzeci dzień zauważa ruch w oknach mieszkania. Przygląda się rodziców synowej nie ma już widać. Młodzi przenoszą swoje rzeczy z powrotem do pokoju. Rozkładane łóżko ląduje na małym balkonie.
Wieczorem przychodzi Maksym, wygląda o wiele lepiej. Kręgi pod oczami zniknęły, spojrzenie jest jaśniejsze.
Maksym siada obok matki i z ulgą wydycha:
Wyjechali. Jadwiga jest wkurzona, nie rozmawia ze mną.
Antonina ostrożnie pyta:
A ty? Nie jesteś na mnie zły?
Wreszcie się wyspaliśmy odpowiada, uśmiechając się szczerze. Na rozkładanym łóżku w kuchni nie jest wygodnie, zwłaszcza gdy w pokoju huczy podwójny chrap.
Antonina przytula syna. Może niektórzy postrzegają ją jako złą, ale ochroniła swojego dziecko. I niech synowa będzie zła ile chce wnuk będzie teraz dorastał w normalnych warunkach.



