– A teraz marsz do kuchni! – usłyszałam od męża i nie wytrzymałam

**Dziennik, 15 lutego**

Idź na kuchnię! usłyszałam od męża i nie wytrzymałam.

Kasia wpatrywała się w ekran telefonu. Piotr napisał po raz czwarty w ciągu pół godziny: Głupia, odbierz telefon.

Siedziała za kierownicą szkoły jazdy instruktor tłumaczył parkowanie równoległe. Telefon znów zawibrował.

Mogę odebrać? Mąż się niepokoi.

Jasne.

Piotrze, jestem za kierownicą

Czemu nie odbierasz? Dzwonię!

Nie wolno rozmawiać podczas

Aha, rozumiem. Zdobycie prawa jest ważniejsze od męża. Kiedy wrócisz?

Za godzinę.

Kto ugotuje obiad? Czy ja sam mam to zrobić?

Instruktor odwrócił się, udając, że nie słyszy.

Zaraz wrócę, przygotuję.

No to dobrze. Myślałem, że moja żona teraz to bizneswoman.

W domu Piotr przewijał telefon na kanapie. Od trzech miesięcy był bez pracy, mówił, że to tymczasowe, ale poszukiwania się przeciągały.

Jak tam twoja szkoła jazdy? Trudna nauka?

W jego głosie brzmiała znajoma drwina.

W porządku. Ćwiczyliśmy parkowanie równoległe.

Och, jak poważnie. Cała nauka, co?

Kasia przeszła do kuchni. W zlewie stały brudne naczynia jego śniadanie.

Piotrze, może w końcu rozpakujemy te kartony? Już luty, a my jakbyśmy wczoraj się wprowadzili.

Podniósł wzrok znad ekranu.

Co tam rozpakowywać? Dasz radę sama.

Moglibyśmy razem. I posprzątać przy okazji

Piotr wstał i podszedł bliżej. W jego spojrzeniu mignęło coś zimnego.

Idź na kuchnię!

Powiedział cicho, ale wyraźnie. Nie krzyknął. Właśnie powiedział a ta cisza była straszniejsza niż krzyk.

Kasia zastygła.

Co powiedziałeś?

Usłyszałaś! Idź gotować obiad!

Mówiliśmy o kartonach

O czym rozmawialiśmy? Narzekałaś. Powiedziałem dasz radę sama.

Coś w Kasi pękło. Nie z powodu obrazy zrozumienia. Przypomniała sobie sylwestrową imprezę u jego znajomych, gdzie był duszą towarzystwa.

Zalecał się do wszystkich kobiet, żartował, pomagał gospodyni. A w samochodzie potem powiedział:

Czemu milczałaś cały wieczór? Było ci głupio?

Nie pójdę na kuchnię!

Zdumiał się.

Co?

Nie pójdę!

Kasia, nie doprowadzaj mnie. Przecież rozmawiamy normalnie.

Normalnie? Kiedy ostatnio rozmawiałeś ze mną normalnie?

Piotr odłożył telefon.

O co ci chodzi? Tylko żartowałem.

Żartowałeś? Głupia, odbierz telefon to też żart?

No co, nie mogę napisać do żony?

Możesz. Ale nie głupia.

Boże, co za różnica! Przecież wiesz, że nie mówię tego ze złości.

Wiem. Dlatego milczałam przez cały ten czas.

Kasia usiadła na brzegu łóżka.

Wiesz, co powiedział mi dziś instruktor? Ma pani pewne ręce. Wyobrażasz sobie? Pewne. A w domu boję się poprosić o pomoc z kartonami.

Boisz się?

Piotr się roześmiał.

No daj spokój!

Boję się. Bo wiem, że znajdziesz sposób, by pokazać, jaka jestem beznadziejna.

Nic takiego! To ty wszystko wymyślasz.

Wymyślam? Pamiętasz, jak przy gościach opowiadałeś, że bawię się w szkole jazdy?

No przecież to było śmieszne!

Tobie śmieszne. Mnie wstyd.

Piotr usiadł obok na kanapie.

Słuchaj, jeśli nie podoba ci się, jak mówię

To co?

Drzwi są tam, gdzie były.

Cisza. Kasia patrzyła na męża. Nie przepraszał. Nie tłumaczył. Po prostu wskazał drzwi.

Dobrze.

Wstała. Wyciągnęła z szafy torbę podróżną. Zaczęła pakować rzeczy.

Co robisz?

To, co zaproponowałeś.

Gdzie pojedziesz?

Do Agnieszki.

Pobiegasz trochę, potem wrócisz. Jak zawsze.

Jak zawsze?

Kobiety uwielbiają dramaty. Trzaskać drzwiami, popłakać się koleżankom.

Kasia włożyła do torby dokumenty, kosmetyki, ładowarkę.

A potem przyczołgać się z powrotem!

Podeszła do pudełka ze zdjęciami ślubnymi. Wyjęła jedno w Urzędzie Stanu Cywilnego, szczęśliwi.

Wtedy też tak byś ze mną rozmawiał?

Piotr spojrzał na zdjęcie.

Byli tam ludzie.

A tu kto jest?

Tu jest rodzina. Można się zrelaksować.

Kasia delikatnie odłożyła zdjęcie. Zamknęła torbę.

Zrelaksować Rozumiem.

Czekaj. Porozmawiajmy.

O czym? Już pokazałeś, kim dla ciebie jestem w domu.

W przedpokoju narzuciła kurtkę. Piotr stał boso, w dresowych spodniach.

No przestań! Wszystkie pary się kłócą.

My się nie kłóciliśmy.

Kasia złapała za klamkę:

Po prostu uznałeś, że teraz możesz.

Drzwi zatrzasnęły się. Za plecami usłyszała:

Daleko nie uciekniesz!

Po dwóch tygodniach przyszła wiadomość: Przyjadę jutro, jak znajdę czas.

Przyjaciółka Agnieszka pokręciła głową:

Po co masz się z nim spotykać?

Chcę się upewnić, że mam rację.

Kawiarnia przy dworcu. Piotr spóźnił się pół godziny.

Jak leci?

Usiadł, nie przepraszając za spóźnienie.

Dobrze.

Gdzie mieszkasz?

U Agnieszki na razie.

Słowa na razie wymknęły się same stary nawyk łagodzenia sytuacji.

W domu bałagan. Brudne naczynia, pranie nie zrobione. Dobrze, że sąsiadka pomogła z zakupami.

Podeszła kelnerka sympatyczna brunetka około dwudziestu pięciu lat.

Co podać?

Dwie kawy powiedział Piotr, uśmiechając się do dziewczyny.

A co macie słodkiego?

Mamy pyszne ciasta

To podajcie to, co najlepsze.

Zdjął obrączkę i położył na stole.

Teraz, kiedy nie ma komu sprzątać, mogę sobie pozwolić na deser.

Kelnerka się zaśmiała.

A gotować pan umie?

Oczywiście! Facet i

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + pięć =

– A teraz marsz do kuchni! – usłyszałam od męża i nie wytrzymałam