Na schodach przed sklepem stała Nadia, gdy nagle zatrzymał się przed nią czerwony samochód klasy premium. Wysiadła z niego młoda kobieta. Podmuch wiatru uniósł poły jej sukienki, a kosmyk włosów zasłonił jej twarz. Kobieta odgarnęła włosy znajomym gestem, przytrzymała materiał i minęła Nadie.
– Lena?! Lenuś! – zawołała za nią Nadia.
Lena odwróciła się, rozglądając się, by zobaczyć, kto ją woła. W końcu zatrzymała wzrok na Nadii. Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu.
– Nie poznałaś mnie? – Nadia podeszła bliżej. – To ja, Nadia, Nadia Kowalska.
– Nadia… Rzeczywiście, nie poznałam. Długo się nie widziałyśmy – odparła Lena spokojnie.
– Widzę, że wychodzisz… – Nadia pociągnęła Lenę na bok. – Odejdźmy, przeszkadzamy. Jaka ty jesteś teraz piękna!
Lena uśmiechnęła się pobłażliwie.
– Mieszkasz tu blisko? – zapytała.
– Nie, pracuję. Wyszłam w przerwie po zakupy. A ty? – Nadia spojrzała na nią pytająco.
– Słuchaj, po co tu stoimy? Masz czas? Wejdźmy do kawiarni, pogadamy. Kiedy jeszcze się spotkamy?
– Dobrze – zgodziła się Nadia.
Weszły do małej, półpustej kawiarenki w sąsiednim budynku, bardziej przypominającej bar mleczny. Usiadły przy stoliku pod oknem. Lena skinęła na kelnerkę. Ta, żując gumę, leniwie podeszła i rzuciła jadłospis.
– Nie trzeba. – Lena odsunęła laminowane karty. – Dwa sałatki, dwa biszkoptowe ciastka i herbatę. I szybciej, proszę.
Lena przeniosła wzrok na Nadie i uśmiechnęła się. Kelnerka odeszła, kołysząc chudymi biodrami.
– No to jak ci się żyje? – Lena wygodniej oparła się na plastikowym krześle.
– Normalnie. Byłam zamężna, ale krótko. Dzieci nie mam. Widzę, że u ciebie wszystko świetnie – odparła Nadia.
– Nie narzekam. – Lena zaśmiała się cicho i pokazała obrączkę na palcu.
– A dzieci? – dopytała się Nadia.
Kelnerka wróciła z tacą, postawiła przed nimi dwa talerzyki z malutkimi ciastkami, filiżanki i mały porcelanowy czajniczek.
– Słuchaj, a twoi rodzice żyją? – Lena nagle zmieniła temat, gdy kelnerka odeszła.
– Tata zmarł kilka lat temu, a mama… Mama jeszcze żyje, ale podupadła po jego śmierci – powiedziała cicho Nadia, kręcąc filiżanką na spodku.
Lena nalała herbatę. Uniósł się zapach mięty.
– Szkoda. Bardzo lubiłam twoich rodziców. Nie tak jak moją matkę. Zawsze wszystkim niezadowolona, słowa dobrego od niej nie usłyszysz. Nic dziwnego, że ojciec od niej odszedł. A u was w domu było tak spokojnie… – W oczach Leny pojawiła się mgiełka wspomnień.
Nadia westchnęła…
***
Mieszkali z Darkiem w jednej klatce schodowej – Nadia na czwartym piętrze, a Darek na trzecim. Najpierw chodzili do tego samego przedszkola, potem trafili do jednej klasy. Ojciec Darka pił i często urządzał awantury. Darek wtedy uciekał do Nadii.
W dziewiątej klasie do ich klasy przyszła nowa dziewczyna. Po rozwodzie rodziców wprowadziła się z matką do sąsiedniego bloku. Piękna i pewna siebie Lena od razu zwróciła uwagę Darka. Nadia była zazdrosna i martwiła się. Dotąd zawsze chodzili razem do szkoły. A teraz…
– Co ty? Zapomniałeś czegoś? – spytała, gdy Darek zatrzymał się na środku podwórka.
– Zaczekajmy chwilę.
– Na co? – Nadia zaczynała się irytować.
W tej chwili drzwi sąsiedniego bloku otworzyły się i wyszła Lena. Podbiegła do nich, śmiejąc się i patrząc tylko na Darka. Przy Lenie Darek stawał się rozmowny i wesoły – Nadia nie poznawała go. Opowiadał jakieś historie, żartował. Lena śmiała się głośno, a Nadia szła obok w milczeniu.
Po lekcjach Darek wypadał ze szkoły, czekał na Lenę z jej kurtką w ręku. Szli razem do domu, zapominając o Nadii. Na przerwach Lena rozmawiała z Nią, jakby nigdy nic.
Pewnego razu poszli we trójkę do kina. Gdy po seansie zapalono światło, Nadia zobaczyła, że Lena i Darek trzymają się za ręce. Tak szli całą drogę. Nadia została z tyłu, a oni nawet tego nie zauważyli. Więcej z nimi nie chodziła.
Po maturze ich drogi się rozeszły: Nadia poszła na ekonomię, Darek do technikum mechanicznego, a Lena do szkoły krawieckiej.
Zimą Nadia zachorowała i nie chodziła kilka dni na zajęcia. Za oknem sypał śnieg, zbliżały się święta. Patrzyła na zasypane podwórze, gdy nagle zobaczyła Lenę. Szła szybko w stronę jej bloku. Nadia pomyślała, że idzie do niej, otworzyła drzwi i czekała. Ale kroki ucichły piętro niżej. Usłyszała głos Darka: „Nareszcie…” Drzwi się zamknęły…
Nadię oblał gorąc. Usiadła na ławce pod wieszakiem i rozpłakała się. Więc Lena przychodziła do Darka, gdy jego rodzice byli w pracy. Myśl o tym, co tam robili, sprawiała ból.
Pewnego dnia mama wróciła ze sklepu i powiedziała, że spotkała matkę Darka. Narzekała, że mój pije jeszcze bardziej, a syn wyprowadził się. Wynajął mieszkanie i żyje tam z Leną.
Na ostatnim roku Nadia wyszła za mąż za kolegę ze studiów. Mieszkali u jego matki. Ta stale mieszała się w ich życie, uczyła Nadie, jak dbać o męża. Ale Aleksander był maminsynkiem.
– Olek, po co się ze mną ożeniłeś? – spytała raz Nadia. – Żadna żona nie zastąpi ci matki.
Aleksander tylko wzruszył ramionami.
– Mama chce dobrze. Przyzwyczaisz się.
– Nie chcę. Żyj sobie z mamą – odparła i zaczęła pakować rzeczy.
Aleksander znów wzruszył ramionami i usiadł do komputera. Rozwód był krótki. Nie mieli dzieci, nie było co dzielić. Tak skończyło się małżeństwo Nadii.
Darka widziała tylko raz – na pogrzebie jego ojca. Nie zdążyli porozmawiać. Jego matka wkrótce znów wyszła za mąż.
***
Minęło tyle lat. A teraz Lena siedziała naprzeciw w kawiarni, piękna i zadowolona jak zawsze. Kelnerka w końcu przyniosła sałatki. Lena zaczęła jeść z apetytem. Nadia ugryzła ciastko i popiłaNadia wyciągnęła starą fotografię z czasów szkolnych, gdzie stała uśmiechnięta obok Darka, i pomyślała, że może wreszcie nadszedł czas, by odważyć się na szczęście.



