Teresa nie miała nikogo na świecie poza swoją ukochaną babcią. Była dla niej jak rodzona matka, tym bardziej że swoich rodziców nie pamiętała. Zginęli w wypadku zanim dziewczynka skończyła dwa latka. Znała ich tylko ze zdjęć i z opowiadań babci Irenki. jej ojciec był przystojnym mężczyzną. Wysoki, rudy, wszystkie dziewczyny ze wsi, potajemnie sie w nim kochały, ale on widział tylko jedną dziewczynę, Marysię, matkę Teresy. Nie sposób było jej nie kochać, piękna, delikatna, pełna wdzięku. Chłopak zabrał ukochaną do miasta, a babcia zawsze powtarzała, że gdyby wiedziała co się stanie, nigdy by na to nie pozwoliła.
– Teraz Ty jesteś moim sensem życia Tereniu, kocham Cię najbardziej na świecie – mówiła staruszka całując swoją wnuczkę w czoło. Teresa patrzyła na zdjęcia swojej matki i marzyła, aby być tak piękna jak ona, jednak była zwyczają dziewczyną z małej wioski. Dobrze się uczyła, niczym nie wyróżniała wśród swoich rówieśników. Lubiła szkołę, ale jeszcze bardziej lubiła wakacje, poniewaz wtedy do jej wioski przyjeżdżał Rafał, chłopak, w którym od lat potajemnie się kochała. Rafał od dwóch lat studiował w mieście i przyjeżdżał tylko gdy miał dłuższe przerwy na uczelni. Babcia Rafała mieszkała po sąsiedzku, więc gdy Teresa i Rafał byli dziećmi od razu się zaprzyjaźnili. Gdy byli mali wszystko było takie proste. Bawili się w chowanego i chodzili nad staw trzymając się za ręce. Jednak teraz gdy Teresa wchodziła w dorosłość, a Rafał był już mężczyzną ich przyjaźń nie była tak oczywista.
Jakie masz plany po ukończeniu szkoły? – zapytał Rafał gdy usiedli na swoim ulubionym trawniku usianym niezapominajkami. Zawahała się przez chwilę i zrywając kolejny kwiat powiedziała:
– Nauczycielką, jak moja mama. Chcę uczyć dzieci z naszej wioski, myślę że to moja droga.
Rafał położył się z rękami pod głową i patrząc w błękitne niebo, po którym latały jaskółki, powiedział z rozmarzeniem: – Ja będę pilotem. Chcę latać wysoko nad ziemią, jak te ptaki, i widzieć świat ich oczami. Teresa roześmiała się serdecznie, ponieważ Rafał zawsze był wizjonerem i romantykiem. Czytał książki o lotnictwie i był zafascynowany pilotami i ich wyczynami. Chłopak usiadł, wziął Teresę za rękę i zapytał ją cicho:
– Poczekasz na mnie? – Wpatrywała się w jego oczy błyszczące jak bezdenne niebo i cicho odpowiedziała:
– Jak bym mogła inaczej?
Zbliżył swoją twarz do jej twarzy i pocałował bojaźliwie jej usta. Pierwszy pocałunek był jak pierwszy oddech nowo narodzonego dziecka – nieskrywany i jednocześnie odważny.
Rano, po emocjonujących wydarzeniach, Teresa wzruszyła się, widząc na oknie bukiet kwitnących niezapominajek, który przyniósł jej ukochany. „Jesteś moją niezapominajką” – wyszeptał, całując ją na pożegnanie. Lato, wypełnione radosnymi marzeniami i pierwszym romansem, szybko się skończyło. Rafał wyjechał do miasta, a Teresa usychała z tęsknoty. Pisała miłosne listy, które chowała do pudełka pod łóżkiem. Przechowywała tam również zasuszony bukiet niezapominajek, który stanowił pamiątkę pierwszego miłosnego uniesienia, a potem nadeszło lato bez niego. „Wybacz mi, moja słodka niezapominajko! Tego lata muszę się przygotować do podjęcia nauki w szkole lotniczej. Siedzę cały dzień w bibliotece i czytam, czytam, czytam, ale wieczorami myślę i marzę o Tobie Teresko” – pisał Rafał, wkładając do koperty zasuszony kwiat niezapominajki.
Pewnego lata Teresa chcąc zrobić niespodziankę ukochanemu pojechała do miasta, na uczelnię chłopaka. Listy od Rafała zaczęły przychodzić coraz rzadziej, aż w końcu zupełnie ustały, więc wystraszona dziewczyna musiała sprawdzić czy wszystko w porządku. Niestety w szkole nikt nie wiedział gdzie podziewał się Rafał. Okazało się, że rzucił studia wiele miesięcy temu i zapadł się pod ziemię. Teresa była zrozpaczona, nie wiedziała co się stało, że jej ukochany odszedł bez słowa.
Lata mijały i dziewczyna została wspaniałą i cenioną nauczycielką. Spełniła swoje marzenie i pozostała w swojej wiosce, aby uczyć miejscowe dzieci. Po kilku latach wyszła za mąż, za cudownego mężczyznę, który kochał ją całym sercem, ale ona nie czuła przy nim tego co przy swoim pierwszym, utraconym ukochanym. Życie toczyło się dalej, babcia Teresy zmarła, tak jak babcia Rafała, a on nawet nie zjawił się na pogrzebie. Teresa doczekała się dwóch pięknych córek, które dorosły i wyjechały do miasta na studia.
Pewnego dnia mąż Teresy nagle zmarł na zawał, a ona czuła, że coraz bardziej się starzeje. Przeszła na emeryturę, ale nadal czasem pracowała w szkole wiejskiej, ponieważ nie wyobrażała sobie życia bez pracy. W letnie wieczory często chodziła na polanę, którą tak kochali z Rafałem i zrywając garść niezapominajek oddawała się wspomnieniom.
Pewnego dnia, gdy poszła na łąkę, zobaczyła starca siedzącego tyłem do niej. Jego siwa głowa patrzyła w wieczorne niebo, a w ręku trzymał bukiet kwitnących niezapominajek.
– Rafał – wyszeptała. Starzec odwrócił się i ich oczy się spotkały.
-Wróciłem do ciebie, moja niezapominajko – powiedział, przyciskając jej pomarszczoną dłoń do swojego policzka. W jednej chwili lata oczekiwań i niespełnionych nadziei przepadły bez śladu, a wielkie góry zniechęcenia zniknęły, gdy jego usta dotknęły jej ust. Godziny mijały, na niebie pojawiały się gwiazdy, a nad rzeką unosiła się biała mgła, jednak pod tym samym drzewem co wiele lat temu siedziało dwoje zakochanych ludzi, jak gdyby czas nie miał żadnego znaczenia

