PATRZĄC W PUSTKĘ
Darek i Jagoda pobrali się, gdy oboje mieli po 19 lat. Nie mogli bez siebie żyć ani oddychać, zakochanie ich było jak z filmu, szaleńcze i niepoprawne. W związku z tym rodzice natychmiast postanowili przypieczętować ich uczucie ślubem żeby broń Boże nie doszło do czegoś poza prawem.
Wesele zrobili na całą wieś dorzucili nawet lalkę na masce malucha, morze kwiatów, sztuczne ognie, sala bankietowa, a babcie wykrzykiwały: Gorzko! Gorzko! tak, aż tynk sypał się z sufitu.
Rodzice Jagody nie dołożyli ani złotówki do wesela, no bo ich pensje starczały najwyżej na podstawową miskę bigosu i flaszkę do kompletu. Całość sfinansowała matka pana młodego ta potężna kobieta o imieniu Apolonia Apoloniak, która dla uproszczenia kazała do siebie mówić Polka Polkówna.
Polka Polkówna próbowała odwieść syna od tego mezaliansu, wiecznie marudziła, że z taką panną, której rodzice chlają gorzałę na śniadanie, to tylko kłopoty. Ale Darek twierdził, że ich miłość przewyższy nawet genetyczne skłonności.
Synku, pamiętaj, z wierzby pomarańczy nie będzie. Żebyś potem nie żałował, jak twoja miłość okaże się krótsza niż ogonek wróbla ostrzegała Polka.
Młodzi stali u progu wiecznego szczęścia. Wydawało się im, że już zawsze będzie miłość, śmiech i disco polo do rana, a świat leży u ich stóp.
Życie jednak miałoby do powiedzenia własną wersję bajki.
Polka z mężem sprezentowali nowożeńcom mieszkanie żyjcie, dzieci, i nie narzekajcie! rzucili, wręczając klucze.
Na początku rodzinnego życia wszystko szło z górki. Jagoda urodziła dwie córeczki Tosię i Zosię. Darek szalał z dumy. W domu czuł się królem na zamku made in blokowisko.
Ale zanim minęło pięć lat, Jagoda zaczęła tajemniczo znikać z domu. A gdy wracała, Darek wyczuwał od niej wódę bardziej niż od kioskarza spod sklepu. Prosił o wyjaśnienia, na początku milczała, potem pewnego dnia wywaliła prosto z mostu: Nigdy cię nie kochałam, ot taka młodzieńcza głupota. Teraz poznała prawdziwego faceta i właśnie do niego odchodzi. Nawet nie przeszkadza jej, że facet jest żonaty i ma trzy córki.
Darek osłupiał tak, że mógłby zostać eksponatem w muzeum. Czuł się zdradzony jak Polska przez rozbiory.
Jagoda wzięła nogi za pas i uciekła z amantem do jakiejś wiochy na Podlasiu. Twierdziła, że z dobrym chłopem i obora wydaje się rajem, a z byle kim to i w blokowisku ciasno.
Dzieci zostały na pastwę losu.
Polka Polkówna, kobieta, której nie przegadasz ani nie dogonisz, zaopiekowała się wnuczkami. Razem z mężem rozpieszczali je jak mogli.
Darek, po kilku miesiącach użalania się nad sobą, popadł w głęboką religijność. Kolega polecił mu nową sektę, która szybko zorganizowała mu ślub z wdową o dwóch synach. A po jakimś czasie dobiło się nawet kościelne pobłogosławienie po ichniemu.
Na własne córki czasu już nie miał, bo jego nowa żona, Klementyna, zarzucała go swoimi codziennymi dramatami. Ledwo Darek pytał o córki, słyszał:
Darek, przecież one mają matkę! Ty weź Olek do szkoły, a Witek nie jadł nic od rana, idź mu kanapkę zrób
Darek był potulny jak baranek. Nadal kochał Jagodę, ale zrozumiał, że powrotu nie będzie.
Minęło z siedem lat, kiedy nagle do Polki Polkównej wparowała sama Jagoda, ciągnąc za rękę małą dziewczynkę, może czterolatkę.
Polka spojrzała na nią z wyrazem nawet cię nie poznaję:
No proszę, co los z tobą zrobił, Jagoda! To twoja córka? zapytała zgryźliwie.
Tak, Małgosia. Możemy się tutaj zatrzymać? szeleściła Jagoda, przestępując z nogi na nogę.
Tego się nie spodziewałam. Wyrzucili cię?
Sama odeszłam, już nie mogłam. Mąż pijak, bije, nie da się żyć marudziła Jagoda.
Sama go sobie wybrałaś. Nikt cie na siłę nie ciągnął. Czemu do swoich rodziców nie poszłaś? spytała Polka z lekką satysfakcją.
Tęskniłam za Tosią i Zosią. Przyjechałam zobaczyć córki. Pozwolicie?
No patrz, nagle mamę sobie przypomniałaś! Jak kukułka jesteś, Jagoda! Polka nie odpuszczała.
Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Przyszły Tosia z Zosią nastolatki. Patrzyły na matkę zmieszane, obce, ukradkiem. Żadnych łez wzruszenia, raczej żal żal stłumiony jak zapach kapusty w klatce schodowej. Polka nieraz żaliła się koleżankom przy herbacie, że ma wnuczki sieroty z żywymi rodzicami…
Oczywiście, Polka przygarnęła Jagodę z Małgosią. No nie będzie przecież matki z dzieckiem pod śmietnikiem zostawiać.
Ale po miesiącu Jagoda wywinęła kolejny numer zwinęła manatki i wróciła do pijusa na wieś, a Małgosię zostawiła na babci. Teraz Polka i jej mąż mieli trzy wnuczki na głowie. Dziewczyny kochały babcię i dziadka, a w ich domu panowały ciepło, szacunek i swojska atmosfera.
Czas leciał
Babcia Polka i dziadek powoli odeszli na wieczne słoneczniki.
Tosia wyszła za mąż dzieci się nie doczekała.
Zosia została starym panną z warkoczem do pasa.
Małgosia, mając siedemnaście lat, urodziła dziecko kto ojciec, nie wiadomo i uciekła z powrotem na wieś do matki.
Młodość poszła sobie nie żegnając, starość przyszła bez stukania.
Jagoda mieszkała już tylko z samą sobą, bo jej konkubenta zabrały do miasta jego własne córki (Dość tej wsi!). Zrobili z niego inwalidę i całą winę zrzucili na Jagodę: Ty przez swoje niedopilnowanie ojca nam zniszczyłaś! krzyczały, doradzając jej, żeby nie pchała nosa w nie swoje kiszone ogórki.
Wieś miała o Jagodzie zdanie jedno: kobieta bezwstydna, pijaczka. Wszystko w tej okolicy jest przeźroczyste plotki szybciej się rozchodzą niż zapach smażonych flaków. Smutna sława ją nie opuszczała.
Darek tymczasem uciekł od Klementyny i ledwo co odratował się z sekty. Został sam jak palec. Mieszkał w mieszkaniu po matce, żył od kefiru do kompotu, spał w zimnym łóżku. Żeby nie zwariować, przygarnął trzy koty Cała jego miłość została w futrze.
A przecież kiedyś szczęście prawie weszło im do mieszkania…
