Szara myszka szczęśliwsza od Ciebie

Agnieszka, no weź, mów serio Marta oglądała jej znoszoną lnianą sukienkę z miną, jakby patrzyła na eksponat w muzeum prowincji. Ty w tym łachmanie chodzisz? Przy mężu?

Ola nerwowo poprawiła dół sukienki. Była wygodna, mięciutka, prana już chyba ze sto razy.

Lubię ją…
Lubi, dobre sobie wtrąciła Sylwia, nie odrywając się od telefonu. Lubisz też siedzieć w domu, gotować zupy, robić na drutach serwetki. Przecież młodość ci przelatuje. Trzeba żyć, nie tylko egzystować!

Marta energicznie pokiwała głową, błyszcząc nowymi kolczykami duże złote koła pięknie bujały się przy każdym ruchu.

My wczoraj z Piotrkiem byliśmy w tej nowej knajpie na Powiślu. Po prostu bosko! A ty co? Pewnie znowu ziemniaki smażyłaś?

Ola faktycznie smażyła. Z kurkami, tak jak Marek lubił. Wrócił z pracy wykończony, zjadł podwójną porcję i zasnął jej na ramieniu przed telewizorem. Ola nie opowiadała o tym. Po co? One i tak by nie zrozumiały.

Kiedyś dawno temu przysięgały sobie, że będą przyjaciółkami na dobre i na złe. Trzy śluby w odstępie kilku miesięcy. Ola pamiętała swój skromny ślub w ratuszu, potem wielkie wesele Marty z zespołem na żywo i fajerwerkami, w końcu Sylwii każdy gość dostał ręcznie robioną pamiątkę. Nawet wtedy widziała, jak podśmiewają się, gdy wspominała o urlopie na działce rodziców Marka. Marta prychnęła do kieliszka wina, a Sylwia wywróciła teatralnie oczami.

Od tamtej pory żarty były stałym tłem wszystkich spotkań. Ola nauczyła się ignorować, choć każda złośliwość gdzieś w środku kłuła.

Marta to typ kobiety, która wchodzi do pomieszczenia i zaraz cała uwaga jest na niej. Głośny śmiech, szerokie gesty, niekończące się opowieści o tym, kto co przeżył, kto jak spojrzał. Ich mieszkanie z Piotrkiem to wieczny przewijak gości znajomi, koleżanki z pracy, kumple kumpli; nieustający przepływ ludzi, po którym zostają brudne kieliszki i plamy po winie na jasnym dywanie.

W sobotę zjeżdża się do mnie z piętnaście osób oznajmiała przez telefon. Wpadaj! Piotrek zrobi karkówkę.

Ola znów grzecznie odmówiła. Marek po całym tygodniu w pracy marzył tylko o ciszy, nie o tłumie przy stole.

No to siedź sobie w tej swojej norce rzuciła Marta, a w jej głosie słychać było coś na granicy litości.

Piotrek z początku ją wspierał; pomagał w kuchni, żartował z gośćmi, sprzątał po imprezie. Ola widywała go na tych rzadkich spotkaniach, gdy już nie mogła się wykręcić; jego zmęczone spojrzenie, wymuszony uśmiech, automatyczne ruchy. Napełniał kieliszki, reagował, gdzie trzeba, ale coraz częściej odpływał myślami.

Piotruś, co taki smutas? Marta szczypała go w policzek na oczach wszystkich. Uśmiechnij się, bo pomyślą, że cię głodzę!

Śmiech na pokaz. A Ola myślała, jak długo można nosić maskę, zanim się do niej przyrośnie. Albo zanim zatęskni się za tym, żeby ją zerwać.

Po dziesięciu latach maska pękła. Piotr odszedł do koleżanki z księgowości. Podobno cicha, spokojna, lepi mu domowe pierogi na lunch i nigdy nie krzyczy. Marta dowiedziała się ostatnia, choć cała firma już szeptała od tygodni.

Zostawił mnie! Marta płakała przez telefon, a Ola słyszała, jak gdzieś w tle coś się tłucze. Niewdzięcznik! Oddałam mu najlepsze lata! A on poszedł!

Ola słuchała. Co mogła powiedzieć? Że Piotr przez dekadę zasypiał w gwarze cudzych rozmów, a budził się jeszcze bardziej zmęczony? Że dom to nie imprezownia?

Po rozwodzie wyszło na jaw, że mieszkanie z kredytem hipotecznym, a długów narosło na małego fiata. Marta sama musiała sprzątać finansowy bałagan, jej śmiech coraz rzadziej rozlegał się w telefonie.

Sylwia tymczasem budowała sobie Instagramowe imperium. Jej profil zapełniały zdjęcia z eleganckich restauracji, butików, urlopów nad Bałtykiem i w Grecji. Idealny makijaż, podpisy o „wdzięczności” i „szczęściu”. Krzysiek, jej mąż, majaczył w tle zamazany, ale oni wszyscy wiedzieli, że to on płaci za te obrazki.

Patrz! Sylwia wpychała Oli telefon pod nos Paulinie mąż kupił naszyjnik od Apartu. A mój? Znów przyniesie jakieś głupoty.
Może lubi wybierać?

Sylwia dziwnie spojrzała:

Nie, nie. Dałam mu listę, niech wybiera z niej.

Ola milczała. Marek dzień wcześniej przyniósł jej książkę, którą chciała przeczytać. Znalazł w małej księgarni przy metrze, zapakował w papier. Ola nie mówiła o tym Sylwii ta by wyśmiała taki „biedny prezent”.

Pięć lat Krzysiek znosił wymagania. Pracował po godzinach, dorabiał, spełniał swoje zadanie, chociaż Sylwia nieustannie podwyższała poprzeczkę. A potem poznał sprzedawczynię w księgarni. Rozwiedzioną, z dzieckiem, bez paznokci i markowych torebek. Patrzyła na niego tak, jakby już był wystarczający. Bez warunków.

Rozwód przeszedł szybko i brutalnie. Sylwia rwała wszystko dostała tylko połowę, zgodnie z ustawą, nie życzeniem. Budżet rodzinny był już na wykończeniu: spa, kosmetolog, zakupy, podróże. Nic nie zostało.

Jak ja mam żyć? Sylwia siedziała w kawiarni, rozmazując tusz na policzkach. Za co?

Ola piła kawę i myślała, że przez te lata Sylwia ani razu nie zapytała, jak żyje Ola. Jak Marek. Czy są zdrowi. W jej świecie liczyła się tylko ona.

Obie przyjaciółki wpadły w podobne kłopoty: bez mężów, bez pieniędzy i bez bujnego życia. Marta podjęła dwie prace, by spłacić długi, Sylwia przeprowadziła się do małego mieszkania i przestała wrzucać zdjęcia.

Ola żyła po swojemu. Gotowała Markowi obiady, pytała o jego dzień, słuchała, nie domagała się prezentów, nie porównywała go z innymi. Była wspierająca, stała jak mur i ciepła jak światło w kuchennym oknie.

Marek to doceniał. Pewnego dnia wrócił do domu z teczką papierów i położył je przed Olą na stole.

Co to?
Połowa firmy. Teraz twoja.

Ola długo patrzyła na dokumenty, nie mogła się przemóc.

Po co?
Bo zasłużyłaś. Chcę, żebyś była bezpieczna. Bez ciebie tego by nie było.

A rok później kupił mieszkanie jasne, przestronne, z dużymi oknami. Zapisał na jej nazwisko. Ola płakała mu w ramię, a Marek głaskał ją po włosach i mówił, że jest jego skarbem. Jego cichą przystanią.

A dawne koleżanki zaczęły wpadać na herbatę. Najpierw rzadko, potem częściej. Siadały na nowej kanapie, dotykały poduszek, oglądały obrazy na ścianach. Ola widziała ich zdziwienie, zagubienie, dobrze ukrywaną zazdrość.

Skąd to wszystko? Marta rozglądała się po salonie.
Marek mi podarował.
Tak po prostu?
Tak po prostu.

Spojrzały na siebie z niedowierzaniem. Ola dolewała kawy i milczała.
W końcu Marta nie wytrzymała. Odstawiła filiżankę z taką siłą, że kawa prysnęła na spodeczek, i wypaliła:

Powiedz mi czemu? Czemu my wszystko straciłyśmy, a ty, szara myszko, jesteś szczęśliwa?

Zrobiło się cicho. Sylwia patrzyła przez okno, udając, że ją to nie dotyczy, ale nerwowo obracała pierścionek tanią biżuterię zamiast dawnego brylantu.

Ola mogła odpowiedzieć. Opowiedzieć o cierpliwości. O małych rzeczach. O tym, że szczęście w małżeństwie to nie festiwal na pokaz, tylko codzienna praca. O tym, że miłość to słuchanie, zauważanie, troska. Nie wymagać, tylko dawać.

Ale po co? Przez dwadzieścia lat traktowały ją jak tło. Przez dwadzieścia lat radziły: „żyj intensywniej”, „nie bądź nudna”. Przez dwadzieścia lat nie słyszały nic poza własnym głosem.

Może po prostu mam szczęście powiedziała Ola, uśmiechając się.

Od tej rozmowy przychodziły coraz rzadziej. Potem w ogóle przestały. Zazdrość była silniejsza niż przyjaźń, wspólne lata, rozsądek. Łatwiej odwrócić się, niż przyznać, że myliły się przez te lata.

Ola nie cierpiała. Paradoksalnie pustka po nich wypełniła się spokojem. Jakby zdjęła ciasne buty i w końcu mogła odetchnąć.

Minęło kolejne dziesięć lat. Ola miała już pięćdziesiąt cztery, a życie było dobre. Dorosłe dzieci, wnuczek, Marek, który wciąż kupował jej książki w papierze. Od znajomej dowiedziała się przypadkiem, że Marta znów nie wyszła za mąż, pracuje gdzie popadnie i narzeka na zdrowie. Sylwia miała już trzech partnerów, ale wszystkie związki kończyły się identycznie: pretensje, żale, wymagania.

Ola słuchała tych wieści bez złośliwości. Po prostu słuchała i myślała, że czasami to właśnie szare myszki łapią najwięcej szczęścia. Takiego cichego, skromnego, ale najcenniejszego.

Wyłączyła telefon i poszła szykować obiad. Marek obiecał być wcześniej, a na kolację poprosił smażone ziemniaki z kurkami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 1 =

Szara myszka szczęśliwsza od Ciebie