Swobodne szczęście

Dawid, zaczekaj! No, zatrzymaj się…

Dawid zwalnia kroku, odwraca się.

Za nim, po wydeptanej przez śnieg ścieżce, prowadzącej do czerwonego, dwupiętrowego domu z cegły, idzie szybko szesnastoletnia dziewczyna Jagoda w wysokich kozakach, spódniczce, białym, krótkim futerku i z chustką na głowie. Spod wełnianej chustki wystają ciemne, kasztanowe loczki. Ten kolor idealnie pasuje do jej oczu zielonkawych, z odcieniem bursztynu, iskrzących się, jakby zaraz miały nasąpić łzy. To sprawia, że Jagoda wydaje się krucha i bezbronna, wywołuje w każdym chęć, by ją chronić.

Dziewczyna co chwilę się ślizga, podskakuje, ale nie zamierza zwalniać.

Jagoda, nie biegnij! Jest ślisko! woła na nią Dawid ostrym tonem. Zresztą, wiesz co? Tobie nawet do twarzy, jak biegniesz. Zaróżowione policzki! Piękna jesteś! Dawno taka nie byłaś. Zdrowiejesz!

Jagoda uśmiecha się, podchodzi bliżej, Dawid wyciąga rękę, łapie ją, a ona mruga do niego porozumiewawczo.

O co chodzi? pyta Dawid, rozglądając się po okolicy, po czym szybko całuje ją w policzek. Przecież twoja mama zabroniła nam się przyjaźnić, jeszcze obiecała mnie przeprać… mówi z westchnieniem.

Jagoda smutnieje, spuszcza wzrok, zaczyna miętosić rączkę od swojej torby. Za chwilę jednak znów się uśmiecha.

Dawid, oni z tatą to wszystko tylko straszą! Nic ci nie zrobią! Pójdziesz dzisiaj ze mną do kina? pyta szeptem. Już kupiłam bilety! Patrz!

Dziewczyna zdejmuje rękawiczkę, pokazuje w dłoni dwa papierowe bilety.

Dawid obejmuje dłoń Jagody swoimi dużymi rękami i czuje, że jej palce są gorące, delikatne, smukłe jak u pianistki.

Do kina? No… nie wiem… Mam trochę spraw do załatwienia marszczy brwi, udając powagę. Jagoda wyciąga rękę z jego uścisku, chowa ją w rękawiczce. Ale skoro zapraszasz, to pójdę kiwa głową i pyta z przekąsem:

A na co idziemy? Znowu romans?

Nie! Wojenny. Bartek był i mówił, że super! szybko kręci głową dziewczyna. Ale boję się iść sama, a koleżanki nie chcą.

Bartek? On to zawsze nagada… Może z nim pójdź, chłopak uczynny, pewno się zgodzi! Dawid podnosi dumnie głowę. Skoro go słuchasz, to…

Bartek Wostrowski kolega z klasy Jagody, sprytny i zawsze żądny wiedzy. Nie gra w piłkę, nie rozrabia, a tylko się uczy, przygotowuje, osiąga cele… No i od zawsze z Jagodą. Dawida to irytuje, ale rywalem by nie był: za bardzo flegmatyczny. Jagoda lubi chłopaków pełnych życia, ciekawych ludzi takich jak Dawid.

Tylko, że do rodziny Jagody Dawid teraz nie ma już wstępu, za to Bartek tak. Mama Jagody, pani Paulina, wypatruje Bartka z daleka, zawsze go gości, uśmiecha się…

Nikogo nie słucham! Jagoda złości się nagle. Skoro ciebie proszę, nikogo innego nie chcę! To co, pójdziesz?

Rumieni się, mruży oczy.

Dawid się uśmiecha, kiwa głową.

Dobrze, pójdę. Boi się sama… burczy pod nosem. A ja? Jak mnie wciągniecie w coś strasznego będę wołał całą noc, babcia Stanisława się wystraszy!

Dawid mruga do Jagody, ta zaczyna się śmiać, macha ręką:

Ty się przecież nie boisz niczego! To do zobaczenia pod kinem o 18:50. Lecę już, bo mama kazała szatkować kapustę, cała kuchnia w miskach. Pa!

Jagoda ostrożnie odwraca się na pięcie i podreptuje do domu.

Mieszka z rodzicami dwa domy dalej od Dawida; razem dorastali, płoszyli wróble w krzakach, wdrapywali się na czeremchę, żeby nagryźć się ciemnych, cierpkich owocków, plując pestkami na odległość razem z Dawidem. Chodzili do tej samej szkoły, tylko Dawid był dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, że taki chłopak nosi ją niemal na rękach, a dla niej to oczywiste, że on zawsze przy niej jest. Co w tym dziwnego? A że nosi ją na rękach…

Dwa lata temu, na zimie, zjeżdżając na nartach Jagoda nagle poczuła się gorzej, zakręciło jej się w głowie, przed oczami mignęły czarne kropki. Upadła, złamała nogę. Leżała w śniegu, jęczała, bolało ją całe ciało, od nóg po klatkę piersiową, czuła, jakby ją ściskał skórzany pas. Od zawsze bała się bólu. Nawet drzazgę musiała mama wyciągać jej na siłę. A tu cała noga…

Dawid był wtedy obok. Zawsze był obok. Bo płacz Jagody, gdy tylko coś się działo, niósł się po całej ulicy. W dzieciństwie płakała mocno, donośnie; Dawid szedł na ten głos jak na syrenę. Teraz już jej głos zmiękł.

Gdy Dawid niósł ją do domu, noga już spuchła, musieli rozciąć but. Jagoda przyciskała się do Dawida tak mocno, że zostawiła ślady paznokci na jego ramieniu. Ale Dawid nawet nie pisnął. Jagoda była najważniejsza.

Wezwana karetka zabrała ją do szpitala. Noga to drobiazg, lekarz wykrył jednak wadę serca. Zanotował listę chorób po łacinie. Długo musiała leżeć w szpitalu, potem w domu.

Śnieg już topniał, gdy Jagoda dopiero wracała do zdrowia.

Noga wolno się goiła, swędziała w gipsie. Jagoda złościła się, płakała, kłóciła z mamą. Wszystko jednak się zmieniało, kiedy wpadał Dawid. Zawsze coś wymyślał: a to rozwijał na łóżku mapę świata wyszarpaną z atlasu geografii, po której pływały papierowe łódki, jeździły zabawkowe auta, podróżowali razem przez upalne kraje i krainy lodowe, a pięć minut potem parzyli herbatę w leśnej chatce za Uralem; a to przynosił klocki, razem budowali domki, a to malowali gazetki ścienne…

Gdy zdejmą ci ten gips, pokazywał na gipsowy walonek pojedziemy razem gdzieś! Tylko powiedz, gdzie byś chciała.

Jagoda wzruszała ramionami.

Chciałabym wyjść na podwórko, ale mama nie puszcza. Mówi, że muszę mieć spokój, bo serce. A ja już chyba od tego leżenia zapomniałam chodzić…

Głupstwo! machał ręką Dawid. Trzeba rozruszać! Mój dziadek, Michał, z Fedorówki, po wojnie wrócił prawie inwalida, coś mu się zaklinowało w nodze, chodził jak pingwin. Przyjechał do nich profesor, guru w medycynie, i zaczął wywijać dziadkiem, robił z nim cuda podobno wiązał go na supeł. Dziadek wyzdrowiał, śmigał potem aż miło. Nauka się rozwija! I dla ciebie coś wymyślą! Tylko nie poddawaj się. Rusz się, ślimaku, ru-u-usz!

Zaczepiając ją, zabierał siedzącą na łóżku lalkę, czekał, aż Jagoda podjedzie o kulach, żeby mu ją odebrać.

Jagoda, lalki dla dorosłych dziewczyn?! podjudzał Dawid. Ty to już babcia Nina z warzywniaka: marudzisz na zdrowie, narzekasz na bóle… Głowa do góry, Jagoda! Jeszcze zatańczymy!

Jagoda, leż już natychmiast! Dawid, co ty wyrabiasz?! wpadała matka, pani Paulina. Wiesz, że jej nie wolno się denerwować! Wynoś się! Słyszałeś?!

Pani Paulino! Dawid wymykał się z uścisku. Ona się zasusza u was jak śledź! Nie można jej przykłuć do łóżka, bo coś znaleźli! Przecież nie biega w maratonach, tylko żyje żyć jej trzeba radośnie jak innym!

O tym już my zdecydujemy. Idź do siebie, Dawid. Od Lekcji pomoże Jagodzie zrobić Bartek. Straciliśmy czas… dodawała z westchnieniem pani Paulina, patrząc wymownie na chłopca.

Bartek? Ten mol książkowy? O, może i ja posłucham ich lekcji? wypiął pierś Dawid, ale dostał kułaczkiem w ramię.

Na ganku pani Paulina przycisnęła Dawida do ściany tak mocno, że aż zaniemówił.

Wiesz co, chłopcze! Lepiej już daj sobie spokój z radami, domorosły lekarzu! Jagoda ma poważne schorzenie, nic jej nie wolno. Nawet dzieci mieć nie może, porodu nie przeżyje, tak powiedzieli lekarze. A ja chcę mieć żywą córkę, rozumiesz? I nie śmiej jej tego mówić ona marzy o rodzinie, o dzieciach… Teraz już nie będzie mogła…

Pani Paulina zeszła z tonu, łzy popłynęły po jej twarzy, machnęła ręką ku furtce.

Dawid, już pod swoim domem, dotarło wreszcie do niego: Jagoda inwalidka… Serce tak chore…

Umrze… błyśnie czerwień w głowie. Może nawet dziś umrze?!

Babcia Stanisława spogląda z ganku, widzi jak Dawid zrzuca kurtkę, koszulę, łapie wiadro i polewa się lodowatą wodą z beczki.

Dawid! Oszalałeś?! Przeziębisz się! woła, biegnie po ręcznik.

Dawid wzdycha, macha głową, myśli się uspokajają.

To niemożliwe! Jeszcze tyle życia przed nią! I przeżyje! I to szczęśliwie obiecuję wam! tupie nogą.

Babcia Stanisława coś podsłuchuje, nie słyszy tylko, co burczy chłopak…

Dawid, czemu hałasujesz? Pora spać, późno już. Idź, wnuczku, umęczyłeś się! ziewa babcia, łagodnie.

Idę. Przepraszam, jak cię zbudziłem. Napiję się herbaty i spać. Dobrej nocy, babciu!

Mieszkają sami we dwoje. Co z rodzicami, Dawid nie wie do końca zaginęli czy zmarli. Babcia mieszkała od zawsze, nigdy nie mówiła, że matka Dawida go oddała, a o ojcu nic nie wiadomo…

…Jagodę regularnie zabierają do lekarzy. Pani Paulina przynosi w prezencie smakołyki z działki, byle tylko usłyszeć, że można ją wyleczyć. Ale cud nie nadchodzi.

Obecnie nie mamy możliwości leczenia tej wady rozkłada ręce lekarz. Może kiedyś, dzięki postępom nauki, będzie szansa. Teraz tylko spokój, brak emocji. Niech pani nie płacze! Ludzie żyją z tym latami!

Tak, tak… Spokój… kiwa głową pani Paulina. Bartek, kolega Jagody, też mówi, by oszczędzać się. Pilnuje, by dużo czytała, wychodził z nią na spacery.

Mamo! córka się czerwieni, wstydzi się matki rozgadanej.

Co mamo, córeczko! śmieje się lekarz. Mądry chłopak, doceniaj go! Może będzie dobrym mężem, heh… Do widzenia, pani Paulino, Jagoda. Do zobaczenia za trzy miesiące.

Lekarz, rozpinając koszulę pod szyją, patrzy jak powoli odchodzą, po czym dzwoni do żony z prośbą o naleśniki na kolację. Zachciało mu się czegoś ciepłego i słodkiego…

…Tak teraz żyje Jagoda. Bojąc się wyjść dalej niż na kilka kroków, pod baczną kontrolą mamy: by się nie przeziębiła, nie spociła, nie biegała…

W kinie jest duszno, czuć dym tytoniowy. Jagoda kurczowo trzyma Dawida za rękę, ogląda film, potem cicho płacze, tuląc się w jego ramię.

Jagoda, nie płacz, przecież potem wszystko będzie dobrze! szepcze Dawid, głaszcze ją po głowie.

Ale już ludzie uciszają ich dookoła.

Dawid, źle się poczułam. Wyjdźmy, proszę mówi dziewczyna.

Jasne! Chodź.

Dwie ciemne sylwetki przesuwają się do wyjścia. Na moment wpada światło z holu, zaraz znów ciemność.

Stoją pod lampą, mrużąc oczy.

Usiądź, przyniosę wodę! wydaje polecenie chłopak.

Bileterka, stojąca z boku, patrzy karcąco.

Młodziutka… szepcze z dezaprobatą. Pewnie w ciąży. Czy wy chociaż po ślubie? Co za czasy…

Uznała zapewne, że Jagoda spodziewa się dziecka, stąd złe samopoczucie.

Jeszcze nie po ślubie. Ale niedługo będziemy! nagle Dawid pojawia się przy Jagodzie.

Co? pyta zbita z tropu dziewczyna. Zaczyna jej się kręcić w głowie, wszystko w niej drży. Ty żartujesz?

Chwyta Dawida za rękę.

Takimi sprawami się nie żartuje odpowiada poważnie Dawid. Chciałem pogadać później, ale skoro tak się złożyło… Jagoda, idę do wojska. Gdy wrócę, weźmiemy ślub. Obiecałem ci, że zobaczysz cały świat? No… może od razu nie cały, ale pingwiny na pewno! Obiecałem?

Kiwnęła głową.

Więc dotrzymam słowa! I nieważne, co inni mówią! Trzeba naprawdę wierzyć, że się wyzdrowieje. A ja wierzę. Znajdziemy dobrych lekarzy. Pojedziemy! Ty urodzisz nam dziecko! mówi zapalczywie. Ma ochotę ją pocałować, ale przy tej bileterce aż wstyd.

Do końca wodę i wyjdziemy na dwór! podciąga ją za rękę, ale ona wyślizguje się z jego objęć.

Nie wolno mi mieć dzieci? patrzy mu prosto w oczy.

Dawid się plącze. Paulina kazała nie mówić o tym córce, a on…

Teraz nie o tym. Po prostu trzeba oszczędzać serce. Chodźmy się przejść.

Jagoda nie odzywa się, cicho kiwa głową, pozwala założyć płaszcz i prowadzić się na świeże powietrze. Potem odwraca się, zaciska powieki, przygryza wargę. Jest niedokobietą, nie stworzy rodziny… Co robić dalej?

Dawid wpada na pomysł, jak poprawić jej nastrój. Zabiera ją do Kostka Borkowskiego pozwala im przejechać się swoim motocyklem. Jagoda zakłada kask, siada z przodu, Dawid obejmuje ją ostrożnie za talię. Czuję jego ręce, czuje ciepło zapomina o wszystkim, cała zła przeszłość znika.

…W nocy muszą wezwać do Jagody pogotowie, lekarz robi zastrzyk.

No i jak wy dbacie o dziecko?! Egzamin pewnie niedługo, a dziewczyna tak wymęczona! ocenia lekarz, pakując sprzęt.

Jagoda tłumaczy, że to po prostu przez straszny film.

Byłaś z Dawidem? pyta matka po wyjściu lekarza.

Tak. Dawid zawsze mówi mi prawdę! Całą! O tym, że nie mogę mieć dzieci też…

Jagoda znów się rozpłakała.

No to mu już dam popalić! zgrzyta zębami ojciec, pan Jan.

Nie waż się, tato! On jest najlepszy, lepszy niż Bartek!

Spać! ryknął pan Jan, zgasił światło, popchnął żonę do sypialni. Dawid dostał powołanie do wojska, zaraz będzie wszystkim lżej!

Od tej pory pani Paulina nie wpuszcza Dawida do domu, we wszystkim go obwinia.

A ja i tak będę z nią. Wyleczę ją, zobaczycie! Po co ją zamykacie, dusicie? Zaraz zwiędnie! Dajcie jej być młodą! Atakował Paulinę pod drzwiami przed wyjazdem, gdy ta nie chciała go wpuścić. Puśćcie mnie, bo wejdę oknem!

Na ganek wyszedł pan Jan. W ręku Dawid dostrzegł strzelbę.

Będziecie strzelać, panie Janie? Proszę bardzo. Jednego mniej, nikomu niepotrzebnego. Nikomu nie zależy, oprócz babci Stanisławy. To se mogę iść. Powiedzcie Jagodzie, że wyjechałem. Niech się już nie martwi.

Dawid odważnie podchodzi do Jana, stoi z podniesioną głową. Strzelba dotyka jego szerokiej piersi. Paulina łapie się za usta z przerażenia.

Pan Jan patrzy jeszcze przez chwilę z powagą, w końcu opuszcza broń.

Głupi jesteś, Dawidzie. Może mądrzejszy wrócisz z wojska. Nie obudzę jej dla babci twojej idź już, mówi chłodno.

Oboje z żoną uznali jednogłośnie, że przez Dawida ciągle same nieszczęścia: to on zabrał Jagodę na ten spacer, to przez niego było nartowanie, to, to i tamto…

Nie martw się, Paulina, Dawid polubi wojo, zostanie tam. Zapomni o Jagodzie uspokaja mąż.

Paulina idzie cicho do pokoju córki, jest cicho. Nie wie, że Jagoda, stojąc boso na podłodze, patrzy przez okno za oddalającym się Dawidem.

Odwróć się! myśli gorąco.

On się zatrzymuje, niby poprawia czapkę, ale mruga jej delikatnie. Jagoda rozumie…

… Dawid wraca dopiero po czterech latach. Jagoda nie wie, nie mówią jej, ale wysłali go do Afganistanu, zaginął tam bez wieści. Babcia Stanisława zmarła, nie doczekawszy się wnuka. Jagodę nie dopuścili na pogrzeb miała się uczyć.

Wszystkie listy wysyłane do Dawida ginęły gdzieś po drodze.

Dalej nie odpisuje? pyta z troską naczelnik poczty, pani Anna. Pewnie zajęty. A może już nie chce… Młodziutki człowiek… O, patrz, idzie Bartek! Jaki przystojny, chyba cię szuka! Idź do niego!

…Dawid wraca jesienią. Ciemna, cicha chałupa wita go wilgocią i zapachem starości. Przecieka dach, ściany pokryły plamy po grzybie. Na kanapie leży jeszcze szalik babci. Na komodzie ikony. Dawid siada przy stole, zamyka oczy. Wszystko inne, choć takie samo…

Po bezsennej nocy Dawid idzie do domu Jagody. Na podwórzu rozwiesza pranie pani Paulina.

Ciocia Paulino! rzuca niedopałek. Ciągle taka sama!

Dawid ma wrażenie, że minęła cała epoka.

Kto tam? mruży oczy kobieta.

To ja, Dawid. Mogę wejść?

Nie czekając, otwiera furtkę, idzie ścieżką. W oknie pokoju Jagody nie ma już kwiatków, zasłony szczelnie zasłonięte.

Już jej nie ma, Dawid. A ty co, żyjesz? poprawiając chustkę pyta kobieta. Wróciłeś, widzisz, ile się pozmieniało…

Gdzie wyjechała? pyta Dawid, rezygnuje z papierosa.

Do Poznania. Bartek dostał się na politechnikę i tam zamieszkali.

Co ma Bartek do tego?

Są małżeństwem. Jagoda nie chciała tu mieszkać, uznali, że umarłeś. Bartek tam miał rodzinę, lepiej się żyje… Napisała ostatnio, że dostała się na studia. Dzięki Bartkowi przetrwała. Pogrzebu twojej babci nawet nie widziała, nie pozwoliliśmy… Bartek był przy niej, bardzo nam pomógł. Nie szukaj ich, proszę. Nie burz nowego życia, dobrze?

Spogląda błagalnie, wzrusza ramionami.

Jagoda nigdy go nie kochała! śmieje się gorzko Dawid, spluwa w bok.

Teraz się zmieniło. Gdy ciebie zabrakło, doceniła, że przy Bartku czuje się spokojnie. On ją chroni. Proszę cię, nie wtrącaj się do ich życia.

Dawid nic nie mówi, odchodzi. Paulina ciężko wzdycha, chowa się w domu. Mąż czyta książkę. To Bartek zaraził go lekturą.

Dawid po kilku dniach opuszcza pusty dom. Zbiera rzeczy do starego plecaka, zabija deskami okna, zakłada kłódkę na furtkę. Idzie na cmentarz, staje przy grobie babci Stanisławy. Zdejmując krzyżyk z szyi, kładzie go na mogile.

Przepraszam, babciu Stanisławo…

Wyjeżdża…

…Dawid z czasem staje się twardy, nieustępliwy. Robi interesy mniej lub bardziej uczciwe, obraca pieniędzmi, nie zawsze czystymi. Szuka.

Nie, znaleźć Jagodę to żaden problem: Poznań, politechnika, Bartek wszystko jasne. Ale Dawid szuka możliwości.

Po ośmiu latach przedsiębiorczości (warsztaty samochodowe, potem antyki, sklepy i hurtownie spożywcze, dostawy surowców), Dawid trafia na producentów sprzętu medycznego, a przez nich do najlepszych kardiologów.

A co cię tak interesuje kardiologia? pyta dr Romanowski z warszawskiego Instytutu Kardiologii. Mamy najlepszych specjalistów.

Potrzebuję pomóc osobie, żeby mogła… żyć odpowiada Dawid.

Konkretnie co? Ile lat? Rodzina?

Nie. Znajoma, dwa lata młodsza ode mnie, choruje od szesnastu lat na serce. Nie wiem jaki ma dokładnie przypadek…

Muszę mieć dokumentację, świeże analizy, EKG. Stare historie się nie liczą.

Dawid kiwa głową, wychodzi, dokładnie zamykając drzwi. W szpitalnym korytarzu cisza…

… Gdzie idziesz? Irena stoi w korytarzu mieszkania, zawiązuje mocno pasek szlafroka. W mieszkaniu zimno, bo Dawid lubi wietrzyć. Piąta rano, znowu gdzieś lecisz?

Dawid odwraca się, rozkłada ręce.

Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. Muszę załatwić sprawy. Zostanę pewnie dwa-trzy dni. Nie nudź się. No… tęsknij za mną! Pamiętaj, żeby nikogo nie wpuszczać.

Irena podnosi ręce, jakby się poddaje, rzuca mu buziaka.

Jak pan rozkaże. Może chociaż się śniadania napijesz?

Nie mam czasu, wybacz.

Cicho zamyka drzwi. Irena wsłuchuje się w odgłos jego kroków na schodach…

Wie, że jej nie kocha. Nigdy nie mówił, że cokolwiek czuje. Ale… razem jest im dobrze. Ona ma przy sobie stanowczego, przystojnego, bogatego faceta, on lojalną kobietę. Czego chcieć więcej, skoro świat i tak nie jest idealny?

… Panie Dawidzie, bardzo jesteśmy wdzięczni za propozycję sprzętu, ale historie chorób, dane pacjentów to inna sprawa! W restauracji przed Dawidem siedzi suchy starszy człowiek, z trzęsącymi się dłońmi i poobgryzanymi paznokciami. To podchodzi pod kontrolę, skąd pan jest? Z jakiej instytucji? Broń Boże, nie ujawnię! Jagoda Panek… nie przypominam sobie. Co do sprzętu: do ordynatora, do zarządu…

Dawid widzi, że tamten tylko się targuje, więc uśmiecha się, podaje mu kopertę.

Daj spokój, panie Jurku! Dawid się śmieje. Jestem nikim, chodzi tylko o dokumentację choroby mojej starej znajomej ona jest zamknięta w domu, mąż tylko karmi ją lekami, nie pozwala na nic, nawet na teatr czy kino. Gdy trzeba się czymś pochwalić, owszem, żona idzie do pracy, ale na urlop czy rozrywki już jej nie wolno. A syn? Tak, urodziła mu syna, chociaż nie mogła mieć dzieci. A teraz Bartek katuje chłopaka naukami. A sam dobrze żyje ma auto i mieszkanie, wszystko dzięki Jagodzie.

Dawid mówi łagodnie, ale aż chce walić pięścią w stół. Ale w restauracji trzeba udawać spokój…

Jest pan straszny, panie Dawidzie! Straszny! szepcze Jurek, jeszcze głębiej się skurczył. Pan chce zniszczyć czyjeś życie…

Przestępstwem jest wykorzystywać chorą żonę! Dawid już nawet nie panuje nad cichą złością. Mnie nie obchodzi jego świat. Jagody i jej syna mi żal. Po prostu potrzebuję zobaczyć dokumentację. Ile chcesz za to? Dostaniesz sprzęt, rodzina zabezpieczona, nikt się nie dowie. Pokaż mi tylko kartę Jagody.

Wychodzą razem na zewnątrz, na wietrzny, deszczowy dzień. Jurek wyciąga papiery, Dawid podaje kopertę. Transakcja gotowa. Jeszcze zapewnia, że pierwsze maszyny będą za tydzień.

…Jagoda Pawełkiewicz powoli idzie boczną uliczką. O niczym nie myśli, po prostu idzie, cieszy się świeżym powietrzem. Jutro znów wizyta w przychodni, Bartek ją zapisał, trzeba się zwalniać z pracy. Wieczorem zebranie u Wali w szkole, Bartek nie przyjdzie… Za tydzień przyjeżdżają teściowie, trzeba przygotować pokój. Tyle spraw…

Nagle mija ją motor, na którym dziewczyna śmiejąc się obejmuje chłopca za talię. Jagoda uśmiecha się, przypomina Dawida i własne młodzieńcze przejażdżki.

Jagoda! słyszy głos, staje w miejscu. Jagoda, cześć!

Odwraca się. Dawid…

Muszę z tobą porozmawiać. To ważne, bardzo ważne! prowadzi ją do ławki. Usiądźmy gdzieś, muszę ci powiedzieć coś istotnego.

Dawid… Dawidku… Dawid! szepcze i nie może przestać głaskać go po ramieniu, po twarzy. A babcia Stanisława nie wierzyła…

Jagoda płacze, Dawid ją obejmuje. Pewnie, mocno, lecz bardzo czule.

Gdzie możemy porozmawiać? Może w kawiarni? w końcu pyta.

Po co? Chodźmy do mnie. Bartek i Wala są już w domu. Wala to nasz syn, poznasz go odpowiada ona.

Nie mogę. Musimy teraz tylko we dwoje.

No dobrze. Tam jest bar mleczny, pójdźmy…

Siedzą przy stoliku. Dawid długo się waha, w końcu zaczyna:

Jagoda, musisz ze mną pojechać. Trzeba załatwić papiery i zgody…

Gdzie? Jagoda nie rozumie.

Znalazłem dla ciebie najlepszych specjalistów, klinikę za granicą. Chcą zrobić operację serca. Możesz znów prowadzić normalne życie będziesz zdrowa, wyjdziesz z tego. Bartek przestanie cię zamykać, męczyć badaniami…

On nie męczy, tylko bardzo się o mnie troszczy zaprzecza Jagoda. Nie oceniaj go tak źle…

Znam całą prawdę. O aucie, o wszystkim. Jagoda, już wszystko opłaciłem, jedziemy. Specjaliści na ciebie czekają, przyjmą cię jak rodzinę. Romanowski…

Poczekaj, Dawid. Powiedz o sobie. Jesteś żonaty? Jak żyjesz? Wiesz, zmieniłeś się, ledwo cię poznaję… Ale nawet ci to pasuje…

Jak? z trudem pyta Dawid.

No wiesz… taki tajemniczy, nieprzystępny, trochę groźny. Przecież nie jesteś żadnym gangsterem?

Było różnie. Na początku błoto, jakieś szemrane interesiki, ale tylko tak, przyziemne rzeczy, dzielnice, hurtownie. Potem wszystko się poprawiło, no i teraz tylko się zaopatruję, tamto, siamto. Nauczyłem się angielskiego, duża sprawa.

Walek też się uczy, Bartek mu załatwił korepetytora. Byłeś w domu? Co tam słychać?

Nic już tam nie ma, nie wiem. To nie o tym mieliśmy…

Dawid, zapłaciłem już za leczenie, czekają tylko na twoje papiery. Weź urlop, wyjedźmy.

Widzi, jakby czuł, że zaraz nie zdążą.

W tym momencie do stolika podchodzi Bartek.

Jagoda? Wala czeka, czas na kolację, a ty w barze? Ja się trochę spóźniłem, zobaczyłem cię przez okno, a to… To Dawid? No nie!…

Bartka twarz robi się kamienna. Ciągnie żonę za rękę:

Chodź, Jagoda. Dawid chciał ci coś powiedzieć, ale nie zdążył…

Jagoda już boi się najgorszego, blednie.

Na dwór! Jagoda, połknij tabletkę! Bartek już się spieszy, Dawid idzie za nimi wolno.

W domu chłodno, czuć zupę. Wala patrzy z ciekawością na gościa.

Dawid podaje rękę mężczyzna.

Chłopiec ściska ją, patrzy na ojca.

Walek, kolacjuj u siebie. Mamy tu z wujkiem poważną rozmowę mówi Bartek.

Jagoda zanosi synowi kolację do pokoju, całuje go.

… No to co tam, Dawidzie, jakie wieści? Bartek przechadza się nerwowo, potem siada, tak, by gościowi było niewygodnie.

Jagoda, podaj mu kotleta. Jesteś żonaty? pyta, gryząc szczypiorek.

Nie. Znalazłem za granicą klinikę dla Jagody. Zrobią jej operację na serce. To operacje rzadkie, ale bardzo skuteczne. Potem znów będziesz miała takie życie jak dawniej. Jagoda! No mówże coś! Dawid aż się rumieni z emocji.

Jagoda, idź do Wali dać mu herbatę…

Bartek czeka, aż Jagoda wyjdzie, wtedy mówi:

A co ona może powiedzieć? Przychodzisz po latach, chcesz ją wywieźć, stawiać na cud czy na twoją kasę? A co z naszą rodziną? A jak coś się nie powiedzie? Ona zostanie za granicą, a my tu? My sobie dajemy radę, nie potrzebujemy ratunku. Lepiej sam sobie pomóż! mówi cicho, niebezpiecznie. Nie wtrącaj się. Przyszedłeś po latach, wcześniej ganiałeś z pistoletem, bawiłeś się w biznesmena. My tu żyliśmy, ledwo składając koniec z końcem. Chcesz zabrać Jagodę? Zajmowałeś się nią, gdy rodziła Walka, opiekowałeś się nim, czyściłeś po niej? Nie! Ona jest moja cała. Najlepiej wiem, co dla niej dobre. Ja…

Swoje zasługi racz mi zostawić! Dawid unosi się, wstaje nad Bartkiem. Nie traktuj jej jak rzeczy. Daj jej pożyć! Dobrze ci korzystać z jej auta? Sama sobie poradzi, jeśli będzie zdrowa. Wstydź się, Bartek, że chowasz się za nią! Ona wyzdrowieje, będzie szczęśliwa!

Nigdzie nie pojadę, Dawid. Zostanę. Tak, boję się. Jeśli umrę? Wala jeszcze za malutki. Dobrze mi tu, Dawidku, kochany…

Jagoda tuli się do Dawida, oprze głowę o jego plecy.

Napijmy się herbaty, chłopaki. Mamy ciasto i cukierki! uśmiecha się. A potem, Dawid, pojedziesz do siebie, dobrze?

…Nie pije herbaty. Wstaje, chwyta kurtkę i wychodzi. Nawet nie żegna się.

Idzie ulicą, trąca ludzi ramieniem. Nie wierzy, że można odrzucić propozycję życia! Wszystko dla niej już załatwił, sprzedał połowę interesów… Na próżno…

Tyle razy dobijał się do lekarzy, przekonywał, załatwiał na próżno.

Po prostu chciałem udowodnić Bartkowi, że jestem lepszy. Że Jagoda i tak będzie moja. Przegrałeś! pojawia się czarna myśl, zostaje tylko żal…

…Irena czeka na niego, nie śpi.

Cześć mówi cicho wciąż w tym samym szlafroku, stojąc w przedpokoju. Ugotowałam zupę… Spróbujesz? Chyba całkiem dobra.

Podchodzi, tuli się do niego mocno.

Co się dzieje? pyta zdezorientowany Dawid.

Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz tam, z nią…

Irena szlocha, przytula się jeszcze mocniej.

Głuptasie! Przecież bez ciebie jak bez rąk! Nagle Dawidowi robi się lekko, jakby zrzucił ogromny ciężar. Nic nikomu nie jest winien. Może po prostu żyć, pokochać Irenę, ożenić się, mieć z nią dzieci. To będzie jego rodzina, ich życie. Inni niech sobie wybierają własne szczęście.

Jak to jest proste pozwolić sobie być szczęśliwym!

Irena patrzy, jak Dawid z apetytem je zupę, i uśmiecha się. Bo w tym domu powstała właśnie prawdziwa, mała rodzina. Irena jest tego pewna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − trzy =

Swobodne szczęście