Niczym się nie martwię – nie żałuję niczego

Nie żałuję niczego

I niech mieszkanie będzie posprzątane, zanim wrócę! pani Barbara Nowicka wybiegła na klatkę schodową i zatrzasnęła drzwi z takim impetem, że aż szyby w oknach zadźwięczały.

Jadwiga, która akurat schodziła po schodach, również podskoczyła ze strachu. A potem znieruchomiała, mając nadzieję, że sąsiadka jej nie zauważy. Nadzieja była płonna oczywiście, że zauważyła.

Aaa, Jadziunia Dzień dobry!

Barbara niechlujnie postawiła na podłodze karton po multicookerze i w pośpiechu zapinała płaszcz. Ewidentnie gdzieś się śpieszyła.

Dzień dobry, pani Barbaro Jadwiga uśmiechnęła się z wymuszoną uprzejmością. Znowu dzieci coś narozrabiały?

Powiedzieć narozrabiały to nic nie powiedzieć Nie ręczę za siebie! wyrzuciła z siebie sąsiadka, walcząc z ostatnim guzikiem.

W tym samym momencie karton się poruszył.

Jadwiga, choć trzymała się na bezpieczną odległość, aż podskoczyła. Nie była tchórzem, ale nie przypuszczała, że w środku coś żywego

Kto tam może być?

Wyobraźnia od razu podsunęła jej obraz rozkapryszonego multicookera może zaczął pluć surowym brokułem, więc został skazany na banicję.

Proszę spojrzeć! Barbara uniosła pudełko, prezentując zawartość.

Jadwiga ostrożnie zbliżyła się i zajrzała do środka.

Rozsądek podpowiadał, że multicookery nie ożywają, więc z pewnością nie ma się czego bać. To, co zobaczyła, i tak ją zaskoczyło. I to pozytywnie.

Z dna kartonu z zaciekawieniem spoglądały na nią małe, błyszczące oczy. Był to kociak.

O, jaki słodziak! Jadwiga aż westchnęła z zachwytu.

A nie ma się czym zachwycać mruknęła Barbara i zakryła karton pokrywką.

Skąd się u pani wziął?

Dzieci przyniosły Żałuję, że w ogóle pozwoliłam go zatrzymać. Z nim więcej roboty niż pożytku. No też się nabrałam na ładne oczka i puchatą mordkę ale jak mówią: nie wszystko złoto, co się świeci! Z zewnątrz milutki, a charakter jak mojego byłego.

Spokojnie, pani Barbara, jeszcze trochę podrośnie i się uspokoi próbowała pocieszać Jadwiga. Idzie pani z nim do weterynarza? Szczepienia?

Co ty, Jadziunia, jak weterynarz? Jeszcze do tego mam dokładać? Mam już dość, wytrzymać z nim nie można. Zabieram go na działkę, niech tam żyje.

Jadwiga spojrzała na Barbarę ze zdziwieniem liczyła, że to żart.

Z miny sąsiadki jasno wynikało, że żartów raczej nie zamierza sobie robić. Zresztą, dziś 15 listopada, a nie prima aprilis.

Kociaka na działkę? O tej porze roku?

No i co z tego! Nie będę czekać do wiosny! Teraz albo nigdy, a jakby była zima, to i w zimie bym zawiozła. To nie jest kociak, to jakieś nieporozumienie.

Barbara była już cała rozemocjonowana i zamilkła na chwilę, starając się uspokoić.

Gdy ochłonęła, dodała:

Gdybyś widziała, co on wyprawia Tyle razy musiałam łykąć melisę, jeszcze więcej niż wtedy, kiedy zostałam sama z dwójką dzieci! Nie, to postanowione. Jadzie na działkę!

Ale

A można by go zostawić pod blokiem, tam go dzieci i znalazły. Ale boję się, że znowu go przyniosą i schowają w szafie. Albo sam wróci Więcej tego szczęścia nie potrzebuję, wystarczy!

Barbara spojrzała na telefon i pokręciła głową:

Rozgadaną masz dzisiaj Jadzieńkę. Muszę lecieć, bo autobusu nie zdążę.

Chwyciła porządnie karton i zaczęła schodzić po schodach, trzymając się barierki.

Jadwiga patrzyła za nią, nie mogąc przejść do porządku dziennego nad tym, jak można takiego malucha zrzucić na działkę na pastwę losu.

Pani Barbaro, zaczekaj! zawołała.

A co jeszcze? Przecież mówiłam, że się spieszę!

Niech pani go nie wywozi! Proszę mi go dać, postaram się znaleźć mu dom.

Barbara przystanęła. Odwróciła się powoli.

Do dobrych rąk? Insynuujesz, że mam złe ręce? spojrzała podejrzliwie. Dwóch dzieci na nogi postawiłam tymi rękoma!

Niczego nie insynuuję. Chciałabym tylko dla niego domu, bo na działce zginie.

Poradzi sobie, to zostanie, jak nie trudno. Taka widać karma!

No nie chyba nie o to chodzi.

Nie moja wina, że nie zna życia w domu! To nie dzieci, te przynajmniej wiedzą, co i jak.

Jeszcze dzieci swoich na działkę nie wywozisz, choć nie raz na nie krzyczysz! wypaliła Jadwiga.

Dzieci to dzieci! Ale jak chcesz bierz. Chętnie! Nie będę na bilet wydawać. Zobaczę, czy długo wytrzymasz! fuknęła Barbara z chytrym uśmieszkiem.

Postawiła karton na ziemię, po czym szybko wróciła do mieszkania, zatrzaskując energicznie drzwi.

Z wnętrza dobiegł wrzask: Kto wam pozwolił jeszcze nie sprzątać?! Dawajcie natychmiast telefony!

Reszty Jadwiga nie słyszała. Wzięła ostrożnie karton, sprawdziła, czy maluch dalej tam siedzi, i ruszyła na swoje piętro.

Tak oto niespodziewanie stała się szczęśliwą posiadaczką kartonu po multicookerze oraz malutkiego kociaka.

Nie planowała pojawienia się puchatego lokatora w swoim życiu. Zwłaszcza dzisiaj, gdy wyszła tylko po kawę, która znienacka się skończyła. Przypadek czy los?

Do tego nigdy nie była wielką miłośniczką zwierząt, nie roztkliwiała się nad psami czy kotami. Ale nie mogła pozwolić, żeby maleństwo wylądowało na działce późną jesienią.

Bo przecież obojętność to nie bezduszność. Bo przecież można mu po prostu znaleźć dobry dom! Taki słodziak na pewno kogoś zauroczy.

Wystarczy tylko zrobić mu ładne zdjęcia, wrzucić do internetu i kolejka chętnych za drzwiami murowana.

Prościzna!

*****

Jadwiga nie lubiła odkładać rzeczy na potem, więc zaraz po powrocie sfotografowała kociaka i wrzuciła zdjęcia na wszelkie forumy i grupy Oddam kota w dobre ręce.

Potem poszła do sklepu po kawę i koci karmę (bo trzeba jakoś tymczasowego lokatora nakarmić!), a przy okazji zanabyła plastikowy kuwet oraz żwirek. Niespodziewany wydatek, ale nie dało się inaczej.

Zostawię to wszystko temu, kto przygarnie kota planowała. Aż jej się robiło cieplej na sercu z tego dobrego uczynku.

Według Barbary kociak zwał się Bąbelek, ale na to imię nie reagował, więc Jadwiga wymyśliła coś swojskiego.

Przetestowała trochę opcji, aż w końcu po sto trzydziestej drugiej próbie została przy Mruczek.

Teraz jesteś Mruczek! Co, podoba ci się? zapytała.

Miau! odpowiedział kociak i pogalopował do przedpokoju, żeby stoczyć pojedynek z puchatymi kapciami (były nawet bardziej puchate od samego Mruczka).

Bo przecież on tu jest najpuchatszy i najsłodszy!

Jadwiga uśmiechnęła się, obserwując zabawy futrzaka, po czym w końcu postanowiła zabrać się do pracy.

Jadwiga była fotografem freelance i lubiła swoją robotę, która co tu kryć przynosiła niezłe profity.

A właśnie trzeba było szybko obrobić zdjęcia z ostatniej sesji, więc odpaliła komputer, włączyła Photoshopa i zaczęła retusz.

I na tym skończyła się jej spokojna praca. Mruczek, po rozprawieniu się z kapciami, zaczął galopować po mieszkaniu niczym pendolino, wypadając z zakrętów prosto pod ściany i meble. Hałas był nie do zniesienia.

Ej, maluch! obróciła się na krześle i pogroziła palcem.

Kociak zatrzymał się w pół kroku, spojrzał z miną: No mów szybko, bo mam dużo do roboty!.

Wiem, że ci się nudzi, ale jesteś tu tylko gościem…

Miau!

Bez dyskusji! W gościach się nie przeszkadza!

Najwyraźniej przypomniała sobie o żartach z XIX-wiecznych romansów bo Mruczek zrobił minę tak smutną, że Jadwidze aż miękło serce. Zaraz zaczęła się zadręczać: Jak można krzyczeć na takiego malucha?

No dobrze, baw się, ale cicho!

Kociak aż podskoczył z radości i kontynuował pęd niczym żywa błyskawica po salonie, waląc to w krzesło, to w szafę. Jadwiga założyła słuchawki i puściła muzykę, żeby nie słyszeć armagedonu za plecami.

Nie minęło pięć minut, a rozpędzony Mruczek wpadł pod biurko, zahaczył łapą o kabel od komputera i wyłączył wszystko jednym ruchem Po czym ulotnił się bez śladu, zostawiając Jadwigę w rozpaczy nad czarnym ekranem.

No nie! Ile razy można westchnęła zrezygnowana.

Przez kolejne pół godziny po mieszkaniu ganiała już nie tylko ona, ale i on, kot egzemplarz nie do złapania. Jadwiga zaliczyła dwa bolesne spotkania z krzesłem i raz uderzyła palcem w stół.

Gdy w końcu odpaliła komputer, poglądała swoje ogłoszenia na forach. Lajków mnóstwo, komentarzy jak mrówek, ale… zero chętnych.

Wszyscy pisali: Och, jaki cudowny! albo Ale ma pani szczęście!. Kolejki za drzwiami nie było.

Dodała więc pod każdym postem, że sama kota dowiezie na drugi koniec Krakowa, nawet do Gdańska, a jak trzeba to na Hel.

Pewnie ludziom za daleko, teraz już na pewno ktoś się zgłosi! myślała z nadzieją.

W tym czasie Mruczek zmęczył się bieganiem i piątą próbą wdrapał na kanapę, przyjmując pozę kochaj mnie takim, jakim jestem z brzuszkiem wystawionym na głaskanie. Jadwiga przysiadła obok, pogłaskała go i oboje zasnęli ze zmęczenia. O pracy w tym dniu nie było już mowy.

*****

Po tygodniu Jadwiga przekonała się, że znalezienie kochającego domu dla kociaka nie jest tak proste, jak sądziła. Lajki były, komentarze były, a kot jak był, tak był.

Po kolejnych trzech dniach pytanie co, jeśli nikt go nie weźmie? zaczęło brzmieć coraz głośniej.

Tylko tego mi trzeba mruknęła pod nosem, widząc Mruczka śpiącego przy klawiaturze, przytulonego do myszki, przez co nie mogła pracować już od pół godziny.

Mruczek, urażony zakłóceniem świętej ciszy, otworzył jedno oko i miauknął: Mam ciszę, a ty mi tu wykrzykujesz nad uchem!

Zrezygnowana, Jadwiga zaczęła czytać komentarze pod swoimi postami. Nic nowego peany na temat kociaka i jej szczęścia, a nadzieja topniała z każdym nowym lajkiem

Przypomniała sobie, jak niedawno poszła do psychologa, żeby zrozumieć, czego jej brakuje do pełni szczęścia. Była praca, nie narzekała na finanse, miała własne mieszkanie (dzięki rodzicom!) cóż mogło jej brakować?

To na pewno nie była kwestia mężczyzn, bo akurat zrobiła sobie przerwę od związków.

Psycholog doradził, żeby pogadała sama ze sobą, a potem zgubiła się w gąszczu własnych myśli i skończyło się na tabletce od bólu głowy.

Rozczarowana, spróbowała jeszcze pogadać z przyjaciółkami.

Ty po prostu masz za dobrze! wysnuła teorię Ela, odwiecznie zazdrosna o nataliową pracę i mieszkanie na własność.

E tam, Ela! Pracuję jak wszyscy, czasem po godzinach. Z czego miałabym się szarogęsić?

Może brakuje ci właśnie tłuszczyku? zamyśliła się Basia, kończąc ciasto. Takie chudzinki jak ty zawsze wyglądają na smutne, pewnie w dzieciństwie zabraniano ci słodyczy.

Konkluzji rozmowy jasnej nie było; Jadwiga postanowiła nie zawracać sobie dłużej głowy zagwozdkami. Ale teraz znów o tym pomyślała

Tylko tego mi brakowało A może jednak? Może Mruczek jest tym elementem, którego brakowało do pełni szczęścia? Zobaczymy!

*****

Od dnia, gdy Jadwiga tymczasowo przygarnęła kociaka, minął miesiąc. Prawdę mówiąc zleciało jak z bicza strzelił.

Nikt go nie chciał. A przecież pod zdjęciami Mruczka uzbierała aż 1228 lajków! Jak to możliwe, że nikt nie zdecydował się przygarnąć futrzaka?

Miesiąc ten był pełen wrażeń prawdziwa polska wersja Wojny i pokoju, skrócona do anegdoty. Można by zacząć od Mruczka, który okazał się niezwykle inteligentnym kotem.

Natychmiast pojmował, o co chodzi, gdy po raz dziesiąty słyszał napomnienia o drapaniu kanapy.

Ponadto eksplorował kolejne zawody zaczął od projektanta wnętrz, przez co Jadwiga wymieniła cztery razy zasłony, zanim doszła do wniosku, że bez nich jest nawet ładniej i jaśniej.

Potem próbował kariery kulinarnej, testując na języku ogórki kiszone, grzybki marynowane i ziemniaki Ale kucharzem nie został najlepszy i tak był smak kociej puszki.

Wreszcie doszedł do wniosku, że będzie generatorem szczęścia dla Domowej Pani. Oczywiście, pojęcie szczęścia u kota i właścicielki dość się różni.

Dla Jadwigi radość to porządnie się wyspać i spokojnie dokończyć zdjęcia. Ale z kotem w domu cisza jest jedynie snem na jawie!

Bo wystarczyła chwila, by kot wpadł do pokoju, patrząc z miną: No, bawimy się? A potem robił w mieszkaniu taki bałagan, że brak słów.

Jadwiga zaczęła rozumieć panią Barbarę, choć nadal nie popierała jej metod reedukacji kotów na działce. Była jednak przekonana, że sama nigdy by tak nie zrobiła, nawet jeśli czasem była zmęczona i sfrustrowana.

Na szczęście pojawiły się plusy! Po pierwsze, pytanie czego mi w życiu brakuje? samo odeszło w niepamięć. Po drugie, opanowała ekspresowe sprzątanie całego mieszkania, zanim kot się obudzi.

Ile pozytywnych emocji zapewnił jej Mruczek w tym miesiącu! Radość nie do opisania.

Jak każda matka cieszy się z pierwszych kroków dziecka, tak ona ze wzruszeniem patrzyła, jak Mruczek samodzielnie korzysta z kuwety. Już nie trzeba go budzić o drugiej czy czwartej nad ranem i zanosić na miejsce. To była czysta radość możliwość przespania jeszcze dwóch godzin!

Oczywiście, pojawiły się i inne nawyki. Najlepsza zabawka lampka nocna. Nocą włącz, wyłącz, włącz, wyłącz. Po kilku nocach lampka trafiła do szafy. Tam, gdzie i firanki. Bez nich rzeczywiście zrobiło się przyjemniej!

Tak oto Jadwiga nauczyła się, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Po miesiącu wspólnego życia z Mruczkiem odkryła coś niezwykłego.

Okazało się, że to nie on jest gościem u niej, lecz ona mieszka u niego. Całymi dniami w pracy, wraca wieczorem on pierwszy ją wita, on ostatni żegna. Prawdziwy gospodarz!

I wtedy Jadwiga zrozumiała, że nie musi już szukać dla Mruczka dobrych rąk bo te najlepsze już ma. To jej ręce.

Jest gotowa wstawać w nocy, żeby bawić się w berka, mizianie brzucha czy futbol kapslem po parkiecie.

Jest gotowa, nieważne, co wyprawia. Bo kocha. Bo nie można go nie kochać.

A Mruczek ją też kocha

Przestał ją budzić o świcie pozwala spać do oporu, kładzie się cichutko obok i tylko zerka z wyrzutem: Ile można spać, człowieku? Ja tu czekam

Ale nie żałuje niczego. Ani trochę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + dziewięć =

Niczym się nie martwię – nie żałuję niczego