Podkładanie Świni w Polskim Biurze: Jak Młoda Koleżanka Próbowała Wygryźć Starszą Służbistkę – Opowi…

Pani Kingo, proszę się zapoznać. To Malwina, nasza nowa pracownica. Będzie pracować w pani dziale.

Kinga uniosła wzrok znad monitora i zauważyła dziewczynę niewiele ponad dwudziestoletnią. Jasnobrązowe włosy związane w schludny kucyk, na twarzy szczery, nieco nieśmiały uśmiech. Malwina przyciska do piersi cienką teczkę z dokumentami, przestępuje z nogi na nogę.

Bardzo mi miło dziewczyna skinęła uprzejmie głową. Bardzo się cieszę, że mnie przyjęliście. Obiecuję, będę się starać.

Szef, pan Marek Łukaszewicz, już kieruje się do wyjścia, ale zatrzymuje się przy drzwiach.

Pani Kingo, pracuje pani w logistyce już dwadzieścia lat. Proszę wdrożyć Malwinę pokazać system, trasy, współpracę z przewoźnikami. Za miesiąc ma już samodzielnie prowadzić swój odcinek.

Kinga kiwa głową, uważnie przyglądając się nowej. Dwadzieścia trzy lata w tym wieku mogłaby być jej córką, gdyby tylko Kinga kiedykolwiek zdecydowała się na dziecko. W wieku pięćdziesięciu pięciu lat dawno pogodziła się z tym, że rodzina pozostała niespełnionym marzeniem. Tylko praca, mieszkanie z pelargoniami na parapecie i kocur Felek.

Usiądź tutaj wskazuje jej sąsiadujące biurko. Zaraz się wszystkim zajmiemy.

Malwina w pierwszym tygodniu myli kody przewoźników, zapomina wpisywać dane do rejestru. Kinga cierpliwie poprawia, tłumaczy po raz kolejny, rozrysowuje schematy na kartkach.

Popatrz, tutaj wpisałaś Poznań, ale towar ma iść do Białegostoku. To ponad czterysta kilometrów różnicy, rozumiesz?

Malwina czerwieni się po cebulki włosów, przeprasza i natychmiast poprawia. I znów się myli, ale już gdzie indziej.

W połowie drugiego tygodnia idzie coraz lepiej. Malwina szybko łapie, zapisuje każde słowo Kingi w wytartym zeszycie z kotkami na okładce.

Pani Kingo, dlaczego nie współpracujemy z tamtym przewoźnikiem? Przecież ceny mają dobre.
Bo już dwa razy zawalili terminy. Renoma firmy ważniejsza niż upust, zapamiętaj to sobie.

Malwina kiwa głową, robi notatkę. Potem nagle pyta:

Piekła pani sama te drożdżówki? Tak cudownie pachną z pani pudełka.

Kinga uśmiecha się pod nosem. Następnego dnia przynosi większy pojemnik z drożdżówkami z kapustą. Malwina pochłania je w trakcie przerwy z takim zachwytem, jakby to było coś wyjątkowego.

Moja babcia tak piekła dziewczyna delikatnie zmiata okruszki. Odeszła dwa lata temu. Bardzo za nią tęsknię.

Kinga niespodziewanie kładzie dłoń na cienkich palcach Malwiny. Ta nie cofa się, wręcz przeciwnie dziękuje spojrzeniem.

Potem są szarlotka, serniczki, miodownik, który Malwina nazywa najlepszym w życiu. Kinga łapie się na tym, że piecze więcej, żeby mieć czym poczęstować. W sercu pojawia się dawno zapomniane ciepło.

Pani Kingo, mogę o coś zapytać? Niekoniecznie o pracę.
Pytaj śmiało.
Chłopak mi się oświadczył. Spotykamy się pół roku. Myśli pani, że to za wcześnie?

Kinga odkłada papiery. Długo patrzy na Malwinę, na jej niespokojne oczy.

Jeśli masz wątpliwości to znaczy, że za wcześnie. Gdy pojawi się ten właściwy, nie będziesz pytać.

Malwina wyraźnie odetchnęła, jakby Kinga zdjęła jej jakiś ciężar z ramion.
Pod koniec trzeciego tygodnia dziewczyna sama rozmawia z przewoźnikami, sprawdza trasy, wychwytuje cudze błędy. Kinga przygląda się z cichą dumą udało się. Wychowała.

Jest pani dla mnie jak mama mówi pewnego dnia Malwina. Tylko lepsza. Moja ciągle krytykuje, a pani mnie wspiera.

Kinga mruga, odwraca się do okna.

Dobra, koniec sentymentów. Do roboty.

Ale uśmiech nie schodzi jej z twarzy do końca dnia.

Malwina rozkwita przez ten miesiąc. Kinga widzi, z jaką pewnością dziewczyna prowadzi rozmowy z przewoźnikami, jak sprawnie obsługuje zgłoszenia, jak pewnie porusza się w systemie. Uczennica przerosła oczekiwania.

Na piątkowych naradach pan Marek Łukaszewicz wygląda na bardziej posępnego niż zwykle. Siedzi na czele stołu, bawi się długopisem i długo milczy, zanim zacznie mówić.

Sytuacja jest trudna rzuca spojrzeniem po sali. Rynek siada, trzech dużych klientów odeszło do konkurencji. Zarząd podjął decyzję o optymalizacji zatrudnienia.

Kinga spogląda pytająco na kolegów. Wszyscy wiedzą, co znaczy słowo optymalizacja cięcia.

W ciągu miesiąca zapadną decyzje o składach działów kontynuuje Marek Łukaszewicz ale na razie pracujemy jak zwykle.

Po naradzie Kinga wraca na swoje miejsce i zerka ukradkiem na Malwinę. Ta patrzy martwo w monitor, palce zawisły nad klawiaturą.

Pięćdziesiąt pięć lat. Kinga rozumie arytmetykę. Jej pensja jedna z wyższych w dziale. Staż ogromny, co oznacza porządny odprawę. Patrząc z punktu widzenia księgowych kandydatka idealna do zwolnienia. To boli, jest przykro, lecz poradzi sobie. Emerytura niedługo, oszczędności są, mieszkanie spłacone.

Tylko Malwina Dziewczyna bardzo się zmieniła. Przestała żartować podczas przerw, nie prosi już o dokładkę szarlotki, patrzy gdzieś przez Kingę, kiedy ta o coś pyta.

Malwina, co się dzieje? Kinga siada na skraju jej biurka. Martwisz się przez zwolnienia?

Dziewczyna drgnęła, sztucznie się uśmiecha.

Nie, wszystko w porządku. Po prostu trochę jestem zmęczona.

Ale Kinga widzi nic nie jest w porządku. Biedna dziewczyna. Ledwie zaczęła pracę, stanęła na nogi, a tu taki cios. Nie fair.

Dwa tygodnie mijają w napiętym oczekiwaniu. Koledzy szepczą po kątach, zgadują, kto pierwszy pójdzie do domu. Malwina pracuje w milczeniu, z namaszczeniem. Kinga kilkakrotnie łapie jej dziwne spojrzenia, lecz zrzuca to na ogólną nerwowość.

W czwartek po południu miga powiadomienie: Pani Kingo, proszę wstąpić do gabinetu dyrektora.

Kinga wstaje, poprawia żakiet. No to wszystko jasne. Dwadzieścia lat w firmie, teraz czas się pożegnać. Jest gotowa na tę rozmowę.
Otwiera drzwi gabinetu i zatrzymuje się w progu.

Na fotelu naprzeciw pana Marka Łukaszewicza siedzi Malwina. Proste plecy, teczka na kolanach, kamienna twarz.

Proszę usiąść wskazuje wolne miejsce Marek Łukaszewicz. Musimy omówić pewną istotną kwestię.

Kinga siada, rzucając niepewne spojrzenia to na szefa, to na Malwinę, która nawet nie patrzy w jej stronę.

Malwina pracowała wytrwale Marek Łukaszewicz rozkłada przed sobą papiery. I wykryła poważne błędy. W pani pracy, pani Kingo.

Kinga przestaje oddychać. W głowie się nie mieści Malwina, zeszyt z kotkami, błędy. Ta sama Malwina, która zajadała drożdżówki i pytała o zaręczyny.

Przeanalizowałam dane z ostatnich ośmiu miesięcy zaczyna Malwina, ale patrzy wyłącznie na Marka Łukaszewicza, jakby Kingi nie było w gabinecie. Odkryłam jedenaście poważnych rozbieżności w dokumentach. Błędne kody tras, rozbieżności w listach przewozowych, zamieszania w datach wysyłek.

Otwiera teczkę, wyjmuje kartki z tabelkami, żółtym mazakiem zaznaczone wiersze. Kinga poznaje własny charakter pisma na marginesach.

Uważam, że poradzę sobie z tym odcinkiem lepiej mówi Malwina spokojnie, rzeczowo, jakby czytała instrukcję. Pani Kinga to doświadczona osoba, ale wiek robi swoje. Dla firmy lepiej mnie zostawić mam niższą pensję, wyższą wydajność. To prosta matematyka.

Marek Łukaszewicz odchyla się na oparcie, bębni palcami po blacie.

Pani Kingo, co pani na to?

Kinga powoli wstaje, podchodzi do biurka, bierze papiery, rzuca okiem na zaznaczone wiersze. Błędy, które wcale nie są błędami.

Nie zamierzam się tłumaczyć Kinga odkłada papiery. Po dwudziestu latach wiem jedno: nie da się zrobić wszystkiego idealnie na każdym etapie. Liczy się efekt. Towar dochodzi na czas, klienci są zadowoleni, środki na koncie.

Ale takie pomyłki mogą rozwalić wszystko! Malwina nachyla się do przodu, w jej głosie pierwszy raz słychać coś naprawdę ludzkiego. Robię to dla firmy, chcę dobrze!

Marek Łukaszewicz uśmiecha się pod nosem. Nie złośliwie, raczej ze zmęczeniem człowieka, który już to widział.

Wie pani, Malwino, jakich pracowników najmniej potrzebujemy? Tych, którzy potrafią sprzedać koleżankę dla własnej korzyści.

Malwina blednie.

Ja o tych tak zwanych błędach doskonale wiem mówi dalej szef. To nie są pomyłki. To doświadczenie, wypracowane przez lata. Kinga wie, jak przejść przez papierologię i jak przyspieszyć procesy, kiedy system staje okoniem. Na papierze to wygląda jak odstępstwo od procedury. W rzeczywistości to mistrzostwo. Jesteś jeszcze za zielona, żeby zrozumieć różnicę.

Malwina wczepia palce w podłokietniki fotela.

Pracujesz jeszcze dwa tygodnie i koniec szef zamyka teczkę. Wypowiedzenie poproszę na biurko do końca dnia.
Proszę Malwinie łamie się głos. Nie chciałam Potrzebuję tej pracy, mam kredyt Dopiero co zaczęłam
Trzeba było pomyśleć wcześniej. Jesteś wolna.

Malwina podnosi się, teczka wypada jej z dłoni, papier rozrzuca się po podłodze. Zaczyna je zbierać na kolanach, chowając twarz mokrą od łez.
Drzwi zamykają się za nią cicho, niemal bezszelestnie.

No i widzi pani, Kingo pan Marek kręci głową. Mało brakowało, a młoda by panią podsiadła. Żmiję pani wychowała.

Kinga milczy. W środku pustka, echo.

Pracuje pani u nas, dopóki firma w ogóle będzie istniała dorzuca szef. Takich ludzi nie można się pozbywać. Jasne?

Kiwnęła tylko głową i wychodzi z gabinetu.

Malwina siedzi przy biurku, zapatrzona w monitor. Gdy Kinga przechodzi obok, dziewczyna podnosi wzrok groźnie, złością spod mokrych rzęs.
Kinga nie odwraca się. Siada przy swoim biurku, otwiera program roboczy.
Drożdżówki w pojemniku na parapecie zostają do wieczora nietknięte.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + osiem =

Podkładanie Świni w Polskim Biurze: Jak Młoda Koleżanka Próbowała Wygryźć Starszą Służbistkę – Opowi…