Bardzo chcę wrócić do domu, synku
Pan Wojciech wyszedł na balkon, zapalił papierosa i przysiadł na niskim taborecie. Gorzkie uczucie ścisnęło mu gardło. Próbował się uspokoić, ale ręce drżały mu ze zdenerwowania. Nigdy nie przypuszczał, że nadejdzie taki dzień, kiedy zabraknie dla niego miejsca we własnym mieszkaniu…
Tato! Nie obrażaj się i nie denerwuj wbiegła na balkon jego starsza córka, Małgorzata. Przecież nie proszę o wiele Zostaw nam swój pokój i tyle! Jeśli nie zależy Ci na mnie, to pomyśl chociaż o wnukach. Chłopcy niedługo zaczną szkołę, a muszą mieszkać razem z nami w jednym pokoju…
Gosiu, nie pójdę do domu opieki odparł spokojnie Wojciech. Jeśli wam z dziećmi za ciasno w moim mieszkaniu, przeprowadźcie się do mamy Michała. Ona mieszka sama w trzypokojowym. Będzie osobny pokój dla was i dla dzieci.
Przecież wiesz, że nigdy się z nią nie dogadam pod jednym dachem! krzyknęła Małgorzata i mocno trzasnęła drzwiami balkonowymi.
Wojciech pogłaskał swojego starego psa Maksa, który był z nim i żoną przez długie lata. Przypomniał sobie Zosię i rozpłakał się. Za każdym razem, gdy o niej myślał, łzy napływały mu do oczu. Zofia zmarła pięć lat temu, zostawiając go samego. Po jej odejściu poczuł się zupełnie osamotniony. Przez całe życie szli razem ramię w ramię nie przyszłoby mu do głowy, że nawet mając córkę i wnuki, będzie samotny na starość.
Małgorzatę wychowywali z miłością i serdecznością, starali się zaszczepić jej najlepsze wartości. Chyba jednak coś przegapili… Córka wyrosła na osobę zimną i zapatrzoną w siebie.
Maks cicho zaskomlał i położył się u stóp pana. Pies rozumiał smutek Wojciecha i sam także cierpiał.
Dziadku, nie kochasz nas? wszedł do pokoju ośmioletni wnuk.
Ależ kocham! Kto Ci powiedział takie głupoty? zdziwił się Wojciech.
Czemu nie chcesz się od nas wyprowadzić? Szkoda Ci oddać pokój mnie i Kostkowi? Czemu jesteś taki samolubny? chłopiec patrzył na dziadka z pogardą i złością.
Wojciech chciał mu coś wytłumaczyć, ale zorientował się, że wnuk powtarza słowa swojej matki. Najwyraźniej Małgorzata zdołała go nastawić przeciw dziadkowi.
Dobrze. Wyprowadzę się odezwał się bez życia Wojciech. Oddam wam pokój.
Nie potrafił już znosić tej atmosfery. Zrozumiał, że tu wszyscy go nienawidzą począwszy od zięcia, który od dawna z nim nie rozmawiał, a skończywszy na wnuku, któremu zasugerowano, że dziadek odebrał mu pokój.
Tatusiu, naprawdę się zgadzasz? wbiegła uradowana Małgorzata.
Naprawdę szepnął Wojciech. Obiecaj, że nie skrzywdzisz Maksa. Czuję się jak zdrajca…
Oj, przestań! Będziemy o niego dbać, wychodzić z nim na spacery codziennie. W weekendy przyjedziemy do ciebie razem z Maksem zapewniła córka. Znalazłam ci najlepszy dom opieki, zobaczysz, spodoba ci się tam.
Dwa dni później Wojciech trafił do domu spokojnej starości. Okazało się, że córka już wcześniej wszystko załatwiła, czekała tylko, aż ojciec się podda. Weszła do dusznego pokoiku, w którym czuć było wilgoć i pluskwy. Wojciech od razu pożałował swojej decyzji. Małgorzata skłamała o komfortowych warunkach nie był to prywatny pensjonat, ale zwykły dom starców, gdzie przebywali biedni, zapomniani ludzie.
Rozłożył rzeczy i zszedł na dół. Usiadł na ławce, prawie się rozpłakał. Patrząc na bezradnych staruszków, wyobrażał sobie swoje przyszłe, marne życie.
Nowy? zapytała sympatyczna starsza pani, dosiadając się do niego.
Tak… westchnął ciężko Wojciech.
Nie przejmuj się… Ja też na początku płakałam, a potem się przyzwyczaiłam. Jestem Waleria.
Wojciech przedstawił się. Pani dzieci oddały panią tutaj?
Nie, siostrzeniec. Dzieci mi Bóg nie dał, zostawiłam mieszkanie siostrzeńcowi, ale chyba się pospieszyłam Przypadł sobie mieszkanie, a mnie tu wstawił. Dobrze, że nie na ulicę…
Rozmawiali do późnego wieczora, wspominali młode lata i swoich bliskich. Następnego dnia zaraz po śniadaniu wybrali się na wspólny spacer.
Waleria wnosiła choć trochę radości do codzienności Wojciecha. Nie mógł znieść dusznego pomieszczenia, większość czasu towarzyszyła mu na dworze. Jedzenie w stołówce też było fatalne. Jadł tylko tyle, by utrzymać się przy życiu.
Wojciech czekał na córkę. Miał nadzieję, że Małgorzata zatęskni za nim i zabierze go do domu. Czas leciał, ale ona wciąż nie przyjeżdżała. Pewnego dnia zadzwonił do domu, by zapytać o Maksa, ale nikt nie odebrał telefonu.
Pod domem starców zobaczył kiedyś swego sąsiada, Stefana Sikorskiego. Stefan, rozpoznawszy Wojciecha, od razu do niego podszedł, nie kryjąc zdziwienia.
Tu panu znaleźliśmy! zdziwił się Stefan. A pani Małgorzata mówi, że wyjechał pan na wieś. Od razu coś mi nie pasowało. Wiedziałem, że nie zostawiłby pan swojego Maksa na pastwę losu.
O czym ty mówisz? nie rozumiał Wojciech. Co się stało z moim psem?
Proszę się nie martwić, oddałem go do schroniska. Sam nie wiem, co się u was wydarzyło. Patrzę, Maks siedzi całe dni pod blokiem, pana nie widać. Spotkałem Małgorzatę, spytałem, czy coś się panu nie stało. Powiedziała, że przeniósł się pan na wieś, a ona sprzedaje mieszkanie i przeprowadza się do męża. A o psie powiedziała, że jest stary i już nie chce się nim zajmować. Wojciechu, co tu się dzieje? zapytał Stefan, widząc jak blady stał się starszy pan.
Wojciech opowiedział mu wszystko. O tym, jak chciał oddać wszystko, by cofnąć czas i nie popełnić błędu. Córka pozbawiła go normalnego życia, a Maksa wyrzuciła.
Bardzo chcę wrócić do domu, synku szepnął Wojciech.
Zajmuję się właśnie takimi sprawami. Jestem prawnikiem, często pomagam starszym osobom. Teraz prowadzę sprawę pana, którego sąsiedzi odebrali dom. Proszę się nie martwić. Z tego co rozumiem, nie wypisał się pan z mieszkania? spytał Stefan.
Nie. Chyba że ona sama mnie wypisała. Szczerze mówiąc, już sam nie wiem, czego się mogę po niej spodziewać…
Proszę się szykować, czekam na pana w samochodzie powiedział Stefan. Na takie traktowanie nie możemy pozwolić! Co to za córka…
Wojciech szybko się spakował, zszedł na dół. Przy wejściu spotkał się z Walerią.
Walka, wyjeżdżam. Sąsiad się znalazł córka wyrzuciła mojego psa, mieszkanie sprzedaje. Takie rzeczy powiedział.
Jak to? zmartwiła się kobieta. A ja?
Nie martw się, jak tylko wszystko załatwię, wrócę po ciebie obiecał.
Ciekawe, komu ja będę potrzebna odpowiedziała smutno.
Przepraszam, muszę już iść. Nie martw się, dotrzymam słowa.
Wojciechowi nie udało się dostać do domu mieszkanie było zamknięte, nie miał kluczy. Stefan zabrał go do siebie. Wkrótce okazało się, że Małgorzata już tam nie mieszka, kilka dni temu przeprowadziła się do teściowej, a mieszkanie wynajęła obcym.
Dzięki Stefanowi Wojciech odzyskał swoje mieszkanie.
Dziękuję ci podziękował sąsiadowi. Ale nie wiem, jak dalej żyć. Ona nie spocznie, póki mnie nie wygoni…
Jest jedno rozwiązanie odpowiedział Stefan. Możemy sprzedać mieszkanie, oddać Małgorzacie jej część, a za resztę kupić panu dom. Pewnie uda się znaleźć mały domek na wsi.
To wspaniały pomysł! ucieszył się Wojciech. Idealne rozwiązanie.
Po trzech miesiącach Wojciech przeprowadził się do nowego domu. Stefan pomagał we wszystkim, nawet teraz zaoferował transport razem z Maksem.
Tylko muszę zajrzeć w jedno miejsce poprosił Wojciech.
Stary pan z daleka dostrzegł Walerię, która siedziała na ich ławce i patrzyła w dal z tęsknotą.
Walka! zawołał kobietę. Jedziemy z Maksem po ciebie. Mamy domek na wsi świeże powietrze, ryby, jagody, grzyby, wszystko pod ręką. Jedziesz z nami? uśmiechnął się.
Ale jak mam jechać? speszyła się Waleria.
Po prostu wstań z ławki i chodź z nami zaśmiał się Wojciech. Decyduj się! Tu nie mamy czego szukać.
Dobrze! Poczekasz dziesięć minut? śmiała się Waleria ze łzami w oczach.
Oczywiście, poczekam! uśmiechnął się.
Wbrew krzywdzie ze strony bliskich, dwoje starszych ludzi odzyskało szansę na szczęście. Obydwoje przekonali się, że świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi. Dobrych jest zdecydowanie więcej niż złych. Wojciech i Waleria sami tego doświadczyli. Potrafili zawalczyć o siebie, a teraz w końcu znaleźli spokój i szczęście…

