Jeszcze jeden wspólny rok… Od pewnego czasu Arkadiusz Janowicz nie wychodził sam z domu. Nie wyc…

Jeszcze cały rok razem…

Wiesz co, ostatnio Arkadiusz był tak, że sam na miasto nie wychodził, no po prostu strach go puszczać. To wszystko od tamtego razu, kiedy wyszedł do przychodni, zaplątał się i zapomniał, gdzie mieszka i jak się nazywa… Wybrał zupełnie niewłaściwy kierunek i długo krążył po osiedlu, aż w pewnym momencie spojrzenie uciekło mu na znajomy budynek. Potem wyszło na jaw, że to była ta fabryka zegarków, gdzie Arkadiusz przepracował prawie pół wieku.

Patrzył na ten budynek, wiedział, że go zna, tylko nie pamiętał dlaczego i kim sam jest. Dopiero gdy ktoś klepnął go w ramię, dostał olśnienia,
No Arkadiusz! Panie Arkadiuszu, co pan tu robi, zatęsknił za dawnymi latami? Przecież właśnie ostatnio wspominaliśmy, jaki był z pana majster, prawdziwy nauczyciel. No nie poznaje pan mnie? To ja, Jurek Akulski, przecież pan zrobił ze mnie człowieka!
Coś mu zaskoczyło w głowie i nagle wszystko sobie przypomniał, naprawdę dzięki Bogu…

Jurek aż się ucieszył, mocno przytulił swego starego majstra,
Poznał pan? No człowieku, ogoliłem wąsy, to i wyglądam inaczej. A może wpadnie pan do nas, chłopaki by się ucieszyli?
Ech, innym razem, Jurku, zmęczony coś jestem przyznał Arkadiusz.
Ale ja mam samochód tu obok, podrzucę pana, adres pamiętam uradował się Jurek.

Odwiózł go do domu, a od tamtej pory Ludmiła już nigdzie męża nie puszczała samego, chociaż z pamięcią wszystko wróciło do normy.
Od tej pory chodzili wszędzie razem: do parku, do sklepu, do lekarza.

Ale pewnego dnia Arkadiusz się rozchorował gorączka, kaszel, aż strach. I żona sama pobiegła do apteki i sklepu, choć sama źle się czuła.
Kupiła leki i trochę jedzenia, niby niedużo. Ale dziwna słabość ją ogarnęła, brak tchu, a siatka z zakupami wydawała się cięższa niż zwykle. Ludmiła stanęła, złapała oddech, po czym ruszyła dalej w stronę bloku.
Zrobiła jeszcze parę kroków i musiała zatrzymać się znowu. Postawiła siatkę na świeżym śniegu, i… nagle opadła miękko na chodnik prowadzący do domu.
Ostatnie co pomyślała, to Po co mi tyle tych zakupów naraz, strach pomyśleć, na starość głowa nie ta!

Na szczęście sąsiadki akurat wychodziły z klatki, zobaczyły ją na śniegu, podbiegły i wezwały karetkę…
Ludmiłę zabrali do szpitala, a sąsiady wzięły zakupy i leki, wróciły do jej mieszkania, zaczęły pukać.
Mąż jej pewnie został w domu, może chory, nie widziałam go parę dni zgadywała Nina Michalska Pewnie śpi. Ludmiła mówiła, że on też coraz gorzej się czuje. Ach, starość nie radość, zajrzę później…

Arkadiusz słyszał dzwonek do drzwi.
Ale kaszel nie dawał mu odetchnąć, chciał wstać, ale od gorączki i słabości aż mu się w głowie zakręciło, prawie upadł…
Kaszel ucichł, sam Arkadiusz zapadł w dziwny półsen podobny do jawy. A gdzie Ludmiła? Czemu nie wraca?
Leżał długo w tej półdrzemce, aż nagle usłyszał lekkie kroki. Ktoś do niego podszedł to była jego żona, jego Ludmiła! Nareszcie wróciła!
Arkadiusz, podaj mi rękę, oprzyj się, wstań, wstań cicho mówiła Ludmiła. I wstał trzymając jej rękę zimną, słabą, jakoś inną niż zawsze.
A teraz otwórz drzwi, szybko szepnęła Ludmiła.
Po co? zdziwił się Arkadiusz, ale skoro prosiła, to otworzył. Wpadła od razu sąsiadka Nina Michalska i Jurek, jego młody kolega.
Panie Arkadiuszu, dlaczego pan nie otwiera, ile to już dzwonimy i pukamy?!
A gdzie Ludmiła? Przecież tu przed chwilą była? zapytał zbladłymi ustami Arkadiusz, próbując pojąć, gdzie zniknęła jego żona.
Przecież jest w szpitalu na oddziale intensywnej terapii zdziwiła się Nina.
Chyba ma majaki stwierdził Jurek i ledwo złapał w locie starszego kolegę, gdy ten zemdlał…
Sąsiadka z Jurkiem zadzwonili po karetkę, okazało się omdlenie od gorączki…

Po dwóch tygodniach Ludmiła wróciła ze szpitala.
Jurek przywiózł ją samochodem do domu, przez cały ten czas on i Nina pomagali Arkadiuszowi, aż i on wyzdrowiał.
I najważniejsze, byli znowu razem.

Jak już zostali sami, ledwo powstrzymywali łzy.
Dobrze, że świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi, Arkadiuszu. Nina świetna kobieta, pamiętasz, jej dzieci przychodziły do nas po szkole, karmiliśmy, razem lekcje robiliśmy, potem Nina z pracy wracała i ich odbierała.
Tak, ale nie każdy pamięta dobro, a ona nie zmieniła się, miła, serdeczna przyznał Arkadiusz.
I Jurek, taki był młody chłopak, byłem dla niego mentorem, pomogłem mu ruszyć w życie. A wiesz, młodzi szybko starców zapominają, a ten nie zapomniał.
Za parę dni Nowy Rok, Arkadiusz, jak dobrze, że jesteśmy znów razem przytuliła się Ludmiła do męża.
Ludmiła, powiedz mi, jak to jest, że przyszłaś do mnie ze szpitala, kazałaś mi drzwi otworzyć wybawicielom? Bez ciebie bym tu chyba umarł odważył się zapytać.
Bał się, że żona pomyśli, że coś jest z nim nie tak, ale Ludmiła spojrzała na niego zdziwiona,
To ty też to pamiętasz? Mi lekarze powiedzieli, że miałam śmierć kliniczną, a ja w tym czasie czułam, jakby we śnie przyszłam do ciebie… Pamiętam, leżałam na intensywnej terapii, potem wyszłam jakby ze szpitala i poszłam do ciebie…
Jakie cuda na stare lata! Kocham cię jak kiedyś, albo nawet mocniej Arkadiusz ujął jej ręce w swoje, siedzieli długo razem, patrząc sobie w oczy.
Jakby bali się, żeby coś ich znowu nie rozdzieliło…

Wieczorem, tuż przed Nowym Rokiem, Jurek wpadł z podarunkami żona napiekła mu pierogów.
Potem wbiegła też sąsiadka Nina, usiedli razem przy herbacie i pierogach, zrobiło się ciepło i dobrze na duszy.
Sylwestra Ludmiła i Arkadiusz spędzili sami.
Wiesz, pomyślałam sobie, że jeśli razem powitamy Nowy Rok, to też razem go przeżyjemy. Jeszcze jeden wspólny rok! powiedziała mężowi Ludmiła.
I oboje się roześmiali, tak po prostu, ze szczęścia.
Jeszcze jeden rok życia razem przecież to całe bogactwo, prawdziwe szczęście…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 2 =

Jeszcze jeden wspólny rok… Od pewnego czasu Arkadiusz Janowicz nie wychodził sam z domu. Nie wyc…