Byliśmy razem, Iwka. W tę ostatnią delegację do Poznania Wyszło głupio.
Wypiliśmy trochę po prezentacji i nie umiałem się zatrzymać, Iwka
Tak po prostu mi to mówisz? Iwona o mało nie straciła głosu z przerażenia. Wojtek, ty się właśnie przyznałeś do zdrady?!
Nie mogłem już dłużej tego w sobie dusić spuścił głowę jej mąż. Iwona, przepraszam. Przysięgam, nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię. Zrozumiałem wszystko…
Iwona delikatnie odstawiła kieliszek na stół. Jej świat legł właśnie w gruzach
***
Ten poranek był zwyczajny Iwona stała przy kuchni, mieszała owsiankę dla młodszego synka i próbowała jednocześnie zaplatać siedmioletniej Weronice warkocz.
Mamo, boli! pisnęła Weronika, odwracając głowę.
Przepraszam, kochanie, śpieszę się. Gdzie jest wasz tata?! Zaraz się spóźni.
Wojtek wyszedł z łazienki, zapinając koszulę. Po jego minie od razu widziała, że ma zły dzień.
Kawa jest? rzucił nawet na nią nie patrząc.
W dzbanku, nalej sobie, mam zajęte ręce.
Nalał sobie, wypił na stojąco, patrząc przez okno na szary blokowisko, gdzie pan Tadek zamiatał z liści chodnik.
Żadnego pocałunku w policzek, żadnego jak się spało od dwóch lat nie interesowali się sobą wcale.
Iwona była księgową w dużej sieci handlowej, z Wojtkiem tworzyli małżeństwo z dziesięcioletnim stażem.
Mieszkanie trzypokojowe, choć na kredyt, auto świeży SUV. Dzieci zdrowe, wydawało się, że nic, tylko się cieszyć ale czegoś brakowało.
Brakowało jej powietrza, brakowało męża tego kiedyś, który potrafił w środku nocy jechać po lody albo przytulić tak mocno, że aż trzaskało w żebrach.
Koło drugiej dostała wiadomość.
Może pójdziemy dziś do restauracji? Dawno nie jedliśmy razem na mieście. Dogadałem się z Anką, zabierze dzieci na noc do siebie.
Iwona czytała SMSa trzy razy. Serce jej zabiło mocniej jak nastolatce.
No proszę szepnęła. Może coś zauważył?
Reszta dnia minęła jej jak we mgle, nawet wyszła z pracy godzinę wcześniej, wpadła do domu, nerwowo przeglądała sukienki.
Wybrała ciemnogranatową, jedwabną, podkreślającą figurę. Trochę więcej tuszu, kropelka perfum za uchem.
W lustrze zobaczyła kobietę, która jeszcze chce się podobać mężowi.
Restauracja była przytulna świeczki, nastrojowa muzyka na żywo. Przyszła, gdy Wojtek już siedział przy stoliku. Garnitur, starannie ogolony.
Wstał, gdy podchodziła w jego oczach zobaczyła coś jakby zachwyt. A może litość? Wtedy nie zrozumiała.
Wyglądasz pięknie, Iwka powiedział, odsuwając jej krzesło.
Dzięki. Przyznam, zdziwiło mnie twoje zaproszenie. Z jakiej okazji?
Bez okazji Po prostu zrozumiałem, że ostatnio żyjemy obok siebie jak sąsiedzi.
Coś w tym jest westchnęła i upiła łyk wina. Praca, dzieci, ciągła gonitwa
Mam bardzo podobnie Wojtek obracał nóż w dłoniach. Biegnę tylko nie wiem już po co.
Gadali długo. Wspominali, jak zaczynali w wynajmowanej kawalerce z cieknącym kranem i byli wtedy szczęśliwi.
Śmiali się z tego, jak Wojtek pierwszy raz przewijał córkę i prawie zemdlał.
To był udany wieczór. Iwona czuła, jak między nimi coś odtajało.
Może faktycznie po prostu potrzebujemy częściej same wyjść pomyślała. Jesteśmy po prostu wykończeni.
Wracamy? zapytał w końcu Wojtek, kiedy przyniesiono rachunek. Wstąpię jeszcze po wino. Posiedzimy spokojnie, w ciszy.
W domu panowała dziwna cisza bez zabawek i dziecięcych krzyków wydawało się ogromnie pusto.
Usiedli w kuchni, Wojtek nalał wino do kieliszków. Jeszcze było ciepło i przytulnie, aż nagle
Iwka, naprawdę musimy coś zmienić zaczął.
Też tak myślę, Wojtek. Może gdzieś sami wyjedźmy? Do Zakopanego, na Mazury. Musimy złapać oddech.
Tak, ale tu nie tylko o wypoczynek chodzi. Ja sam ze sobą już się nie poznaję. Przestaliśmy się słuchać.
Ty ciągle z dziećmi, ja w pracy. Przychodzę śpisz albo jesteś zła.
Nie chodzi nawet o seks, raczej o to bliskość, gdy rozumiesz się bez słów.
Iwona się spięła:
Do czego zmierzasz? powiedziała cicho.
Do tego, że zawaliłem.
I wtedy to powiedział. O Poznaniu, o koleżance i zdradzie.
Ona po prostu słuchała, Iwka Wojtek zaczął mówić szybko, nerwowo, jakby bał się, że mu przerwę. Często jeździliśmy razem na spotkania.
Pytała, co u mnie tak naprawdę, z troską. Nie próbuję się tłumaczyć Jestem świnia, wiem. Walczyłem, serio.
Ale tej nocy Wypiliśmy z ekipą, potem zostaliśmy tylko we dwoje w lobby
Iwona milczała. Miała wrażenie, że ktoś wrzucił jej do piersi granat i teraz odłamki powoli, boleśnie ją tną.
Przepraszam jeśli w ogóle potrafisz ciągnął zgaszony. Strasznie mi wstyd. Od dwóch tygodni nie mam spokoju.
Nie mogłem na ciebie patrzeć i udawać, że nic się nie stało. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci to wszystko, co mam. Zrobię wszystko.
Wszystko powtórzyła bezwiednie.
Tak. Już rozmawiałem z szefem. Poprosiłem o przeniesienie do innego działu. Obiecał załatwić w ciągu miesiąca.
Urlop zgłosiłem. Chodźmy gdziekolwiek, kupię bilety jutro. Tylko ty i ja. Zacznijmy od nowa.
Wojtek wyciągnął rękę, próbując ująć jej dłoń, ale Iwona ją cofnęła.
Od nowa? skrzywiła się gorzko. Wojtek, ty w ogóle wiesz, co zrobiłeś?
Nie tylko mnie zdradziłeś, ty mnie zniszczyłeś.
Siedziałam w pracy, cieszyłam się na SMS, wybierałam sukienkę myślałam, że mnie kochasz, że walczysz o nas…
Kocham cię! aż krzyknął. Dlatego właśnie ci powiedziałem. Nie umiałem już kłamać.
Gdybyś kochał, nie poszedłbyś z inną Taka troskliwa koleżanka Ja tylko zła, wiecznie zmęczona
Nie o to mi chodziło próbował się bronić Wojtek.
Podszedł, próbując ją objąć za ramiona.
Iwka, proszę cię
Nie dotykaj mnie! odsunęła go gwałtownie. Brzydzę się tobą.
Wybiegła do sypialni, zamknęła się na klucz i padła na łóżko.
Łzy płynęły strumieniami. Wojtek jeszcze długo dobijał się do drzwi, coś szeptał, prosił o wybaczenie, a potem ucichł Iwona słyszała, jak kładzie się na kanapie w salonie.
***
Rano wyszła do kuchni z opuchniętą twarzą. Wojtek tkwił ciągle w tych samych ciuchach na kanapie. Kawa ostygła.
Nie wyszłam w nocy tylko dlatego, że nie mam gdzie zabrać dzieci powiedziała sucho.
Iwonka
Zamilcz. Nie chcę słuchać, co czujesz. Mam to gdzieś na ten moment.
Rozumiem
Wspomniałeś o wyjeździe. Gdzie chciałeś jechać?
Myślałem o jakimś spokojniejszym miejscu. Żeby wyjść, pogadać
W porządku spojrzała w okno. Pojedziemy. Ale nie licz, że tam wszystko wróci do normy. Jadę, żeby sprawdzić, czy w ogóle dam radę na ciebie patrzeć bez wstrętu.
Wojtek kiwnął głową. Przyjmie każde warunki.
Wszystko załatwię dziś.
Jeszcze jedno odwróciła się. Chcę kopię twojego zgłoszenia o przeniesienie z pieczątką. I telefon od dziś bez kodu.
Jasne, jak chcesz.
Podał jej komórkę, ale tylko wzruszyła ramionami.
Później. Idź pod prysznic. Muszę się ogarnąć, zanim odbiorę dzieci od Anki. Nie chcę, żeby nas takie widziały.
Kiedy zamknęły się drzwi łazienki, Iwona usiadła ciężko na stołku. Bardzo chciała po prostu rzucić to wszystko i odejść, ale nie mogła. Choćby dla dzieci
***
Reszta tygodnia dłużyła się, rozmawiali tylko o rzeczach koniecznych.
Kupiłeś bilety?
Tak, na sobotę.
Odbierz Weronikę ze szkoły.
Dobrze.
Dzieci czuły napięcie, Weronika milkła, jeśli oboje byli w pokoju, syn częściej marudził.
Mamo, dlaczego tata śpi w salonie? spytała Weronika wieczorem, leżąc już w łóżku.
Iwona ledwo przełknęła ślinę, poprawiając jej kołdrę.
Tata dużo pracuje. Plecy go bolą od siedzenia w biurze, a kanapa wygodniejsza.
Kłóciliście się?
Jesteśmy tylko zmęczeni, kochanie. Wszystko będzie dobrze. Jedziemy przecież niedługo na mazury, pamiętasz?
Weronika skinęła głową, ale niepewność nie znikała z jej oczek. Dzieci wszystko czują.
***
W piątek, dzień przed wyjazdem, Wojtek wrócił wcześniej przyniósł dokumenty.
Tu masz położył na stole Potwierdzenie przeniesienia do analityki. Po urlopie nie mam już delegacji. Tamta dziewczyna ona zostaje na swoim. Nie będziemy się widywać.
Iwona rzuciła okiem na stempelek.
Dobrze.
Iwonka zająknął się przy drzwiach kuchni. Wiesz, co godzinę myślę o tej mojej podłości.
Wojtek, dosyć! Ty wtedy w Poznaniu zrobiłeś wybór. Teraz ja mam wybór, czy w ogóle z tobą zostać!
Nie powiedziała mu, że poprzedniego wieczoru, kiedy spał na kanapie, przejrzała jego telefon.
Było jej niedobrze, ręce się trzęsły, ale musiała. Nie skasował rozmowy ostatnie SMSy były od niego:
Koniec. To był błąd. Nie pisz więcej, nie zbliżaj się.
Ona odpisała: Jak uważasz. Powodzenia!
Czy jej ulżyło? Nie. Ale w środku coś, maleńki promyk, się odblokowało. Przynajmniej w tym nie kłamał.
***
W sobotę rano lał deszcz. W milczeniu pakowali walizki do auta.
Wojtek był wzorcowo troskliwy: podawał rękę, sprawdzał okna, kupił dla Iwony kawę na stacji. Jeszcze gorzej się przez to czuła.
Na lotnisku, w hali odlotów, usiadł obok niej, gdy dzieci oglądały samoloty przy szybie.
Wiesz, wczoraj sobie przypomniałem nasz pierwszy wakacyjny wypad, ten nad Bałtyk na dziko. Pamiętasz, jak namiot nam fruwał po plaży?
Mimo woli się uśmiechnęła.
Jasne. Całą noc go trzymałeś za linki, a ja się przykryłam płaszczem przeciwdeszczowym.
Myślałem wtedy, że nie ma nikogo lepszego od ciebie. I dalej tak myślę, Iwka. Tylko się pogubiłem Zgubiłem siebie.
Oboje się pogubiliśmy, Wojtek po raz pierwszy od tygodnia spojrzała mu w oczy.
Wziął ją za rękę. Tym razem jej nie cofnęła, ale też nie uścisnęła. Iwona sama nie wiedziała, co czuje.
Pewnie, bardzo możliwe, że w końcu mu wybaczy. Choćby po to, żeby dzieci nie przechodziły przez rozwód.
Ale zanim wybaczy da mu szkołę życia, żeby już nigdy nie przyszło mu nawet pomyśleć o innej kobiecie.
W końcu na tym wyjeździe dopiero zacznie mu dawać prawdziwą lekcjęLot do Mazur minął w ciszy, przerywanej jedynie pytaniami dzieci: Daleko jeszcze?, Czy będzie jezioro? Iwona patrzyła przez okno na sinoniebieskie chmury, czując w sercu ciężar i dziwne ciepło jednocześnie. To nie była po prostu walizka bólu była tam jeszcze nadzieja.
Dom pod lasem był stary, pachniał sosnami i wilgocią. Po rozpakowaniu Wojtek poszedł z dziećmi nad brzeg jeziora, a Iwona została, kręciła się po kuchni, przecierała okna, sprzątała po innych, jakby zmywała cudze grzechy.
Pod wieczór zebrała się w sobie. Pozwoliła dzieciom obejrzeć bajkę na laptopie, a sama wyszła przed dom. Usiadła na schodach, patrząc na drobny deszcz, przez który przebijało powoli letnie słońce.
Wojtek usiadł obok niej cicho, bez słowa, po prostu był. Słyszała jego oddech, czuła ciepło ramienia.
Iwka? odezwał się w końcu. Mogę tu posiedzieć?
Nie odpowiedziała, tylko przesunęła się troszkę, zostawiając więcej miejsca. Słychać było tylko kapanie deszczu i śmiech dzieci zza okna.
Zawsze bałem się, że zawiodę własną rodzinę powiedział. I zrobiłem właśnie to. Najgorszą rzecz. Może się nie podniosę ale nie ma dnia, żebym nie chciał znów być dla ciebie tym facetem spod namiotu.
Iwona westchnęła. Miała łzy w oczach tej rozgoryczonej, zmęczonej miłości i czegoś jeszcze.
Nie chcę już nigdy żyć na pół gwizdka, Wojtek. Ani dla siebie, ani dla dzieci. Jeśli mam ci wybaczyć, to musisz przestać myśleć tylko o tym, jak mnie naprawić tylko o tym, jak znaleźć nas na nowo. Powoli. Na moich warunkach.
Wojtek skinął głową, a przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Padał deszcz, cicho grały świerszcze. Nagle, zza chmur przebiło się słońce, a na niebie rozpostarła się delikatna tęcza.
Iwona wstała, wyciągnęła rękę i podeszła do drzwi.
Wołam dzieci na kakao rzuciła przez ramię. Idziesz?
Wojtek podniósł się, niepewnie. W jego oczach było wszystko: strach, wdzięczność, pokora.
Weszli razem. W kuchni dzieci śmiały się, Weronika zgubiła kapcie, a najmłodszy synek rozlał mleko.
Iwona spojrzała na nich wszystkich, jakby po raz pierwszy. Pomyślała, że może choć jeszcze nie wszystko naprawione te popołudnia smakują szansą.
A potem się uśmiechnęła. Życie bolało, ale właśnie wracała do niego nadzieja. I to wystarczyło, by zrobić pierwszy krok i odkryć, że czasem znów można się zakochać, nawet we własnym, pogubionym mężu.

