Echo w noc sylwestrową: Opowieść Aleksandry wśród świątecznej samotności i spotkania w śnieżnym park…

Echo w nocy

Do oddziału rehabilitacyjnego trafiłem dokładnie dwa tygodnie przed Sylwestrem. Wcześniej się nie dało brak miejsc.

Zdrowie to poważna sprawa, więc kiedy dostałem skierowanie, poczułem ulgę. Ten ośrodek wszyscy w Warszawie bardzo sobie chwalili.

A jednak coś mnie gryzło nowy rok tuż tuż, polskie tradycje, sałatka jarzynowa, sernik Od dziecka kochałem ten czas. Lubiłem ubierać choinkę, dekorować mieszkanie, czuć ten rozgardiasz i podniecenie. A teraz miałem z tego wszystkiego zrezygnować.

Od pierwszego dnia powtarzałem sobie, że nic się nie dzieje, że przecież to nie ostatni w życiu Sylwester, że na Trzech Króli pewnie będę już w domu.

Chyba nawet trochę w to uwierzyłem.

***

Trafiłem do dwuosobowej, przytulnej sali z telewizorem. Już był w niej ktoś: młodsza ode mnie o dwadzieścia lat kobieta, Barbara. Zabiegi, rehabilitacja, nawet zapisałem się na siłownię polubiłem instruktorkę Annę. Lekarze powtarzali, że jestem przykładnym pacjentem, rekonwalescencja idzie świetnie.

Uśmiechałem się, przytakiwałem, ale w środku czułem smutek.

Pierwszy raz w życiu nie szykowałem się do Sylwestra. Nie kupowałem prezentów, nie planowałem menu, nie zastanawiałem się, którą koszulę założę.

Nowy Rok toczył się gdzieś obok mnie: z dala, jakby mnie nie dotyczył.

Zdrowie ważniejsze powtarzałem sobie, próbując się pocieszyć. Przecież spokojnie przeżyję ten wieczór z koleżanką z sali.

30 grudnia Barbarę wypisali. Drzwi się zamknęły. Zostałem zupełnie sam. W absolutnej ciszy.

***

31 grudnia rano zadzwoniły córki złożyły życzenia, wypytały o zdrowie, obiecały wpaść po świętach. Oczywiste każda ma swoją rodzinę, własne plany. W południe kilka sms-ów od dawnych kolegów z pracy

A potem nastała noc.

***

Słyszałem, jak po przemówieniu prezydenta na korytarz wyszli inni towarzysze niedoli.

Wołali radośnie: Szczęśliwego Nowego Roku! Oby następny był lepszy!

Nie ruszałem się z łóżka.

Czułem się, jakby między mną a tym świętowaniem stała niewidzialna ściana.

Jakby nikomu na mnie nie zależało

***

Chwyciłem telefon: tak bardzo chciałem usłyszeć czyjś głos!

Ale do kogo zadzwonić?

Mnóstwo kontaktów

Małgorzata koleżanka z liceum, od lat się nie widzieliśmy, choć na Facebooku klikamy sobie lubię to.

Wygodnie. Ale pusto.

Tomasz były mąż. Tu rozmowa nie ma sensu.

Szybko przewinąłem dalej.

Kamil syn. Oczywiście, odebrałby, poświęciłby mi czas Nawet przyjechałby od razu, gdybym poprosił.

Ale przecież nie mogę pozwolić mu zobaczyć mnie takiego słabego. Syn zawsze widział we mnie silnego ojca

Cała reszta to samo. Nie znalazłem nikogo, do kogo mógłbym zadzwonić teraz, po prostu żeby złożyć życzenia. Czułem, że mój telefon byłby dla nich kłopotliwy. Dla mnie też. O czym tu mówić?

Do kogoś muszę Do kogokolwiek wyszeptałem w sterylnej, białej ciszy.

I się rozpłakałem

Okazało się, że mam wszystko: mieszkanie, pracę, doświadczenie, setki znajomych.

I jednocześnie nic. I nikogo bliskiego.

***

Z tą myślą postanowiłem uciec.

Naruciłem płaszcz, wyszedłem na zewnątrz. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz i płuca.

Obok ośrodka był mały, zasypany śniegiem skwer. Poszedłem tam, choć sam nie wiem po co. Po prostu musiałem gdzieś iść.

Na ławce siedział mężczyzna w moim wieku, może trochę starszy.

Nie patrzył na światła miasta, tylko w pustkę.

Ścisnęło mi się serce. Postanowiłem się odezwać.

Cicho powiedziałem:

Dobry wieczór.

Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze, z tymi zmarszczkami w kącikach oczu.

Wzajemnie. Szczęśliwego Nowego Roku.

Uśmiechnąłem się odruchowo. Takie proste słowa, a rozgrzały mnie od środka.

Pan też tutaj?

W domu nie mam z kim porozmawiać odparł spokojnie. Żona zmarła trzy lata temu. Córka wyjechała do Niemiec, dzwoniła dziś, złożyła życzenia. Miała mało czasu. Więc siedzę tutaj. Pan z ośrodka?

Przytaknąłem:

Tak, dochodzę do zdrowia. I wie pan co dziś zrozumiałem, że nie mam już do kogo zadzwonić w sylwestrową noc. Setki kontaktów w telefonie, a nie ma z kim zamienić słowa.

Nie zdziwił się.

Tak właśnie cicho przychodzi samotność. Pewnego dnia człowiek pojmuje, że jeśli coś się stanie nikt się nie dowie. Nikt nie usłyszy, nikt nie przyjdzie spojrzał mi prosto w oczy. I wtedy trzeba mieć odwagę. Tak jak pan dziś przemówił. To znaczy, że jest pan silny.

Nie czuję się silny

To nie ma znaczenia powiedział łagodnie. Nikt się silny nie rodzi. Moc przychodzi, kiedy człowiek idzie naprzeciw życiu, nawet jeśli ono się odwraca. I wie pan jeśli jutro pan nie przyjdzie i tak będę czekał. Bo teraz wiem, że pan jest.

W jego słowach była taka szczerość, że nagle pojąłem jasno: całe życie pragnąłem znalezienia kogoś, kto uratuje mnie przed samotnością a nie wiedziałem, że sam mogę być ratunkiem dla drugiego człowieka.

***

Wracając do sali, w kieszeni ściskałem kartkę, na której nowy znajomy drżącym, starannym pismem napisał swój numer telefonu.

Pustka nie zniknęła. Ale pojawiło się w niej coś ciepłego. Echo czyjegoś głosu:

Będę czekał

Po raz pierwszy od dawna nie myślałem o tym, co utraciłem, tylko o nadchodzącym jutrze. Nie w wymiarze nowego życia po prostu w kategoriach najbliższego ranka.

Może zadzwonię? rozmyślałem, zasypiając po prostu, żeby powiedzieć: Dzień dobry, panie Stanisławie

Tego wieczoru zrozumiałem, że mój los nie zależy od cudzych gestów, tylko od odwagi zagadać pierwszy i pozwolić sobie na bliskość. Nawet jeśli czasem trzeba wykonać ten krok w pojedynkę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + dwa =

Echo w noc sylwestrową: Opowieść Aleksandry wśród świątecznej samotności i spotkania w śnieżnym park…