Pracuję jako wolontariusz. Pomaganie ludziom potrzebującym, stało się moją racją bytu. Wraz z przyjaciółmi, rozdajemy darmową żywność tzw. bezdomnym, udzielamy im drobnej pomocy medycznej, a także pełnimy dyżury w noclegowni.
Z reguły wszyscy są pijakami, cierpią na różne choroby, są zaniedbani, ale z ludzkiego punktu widzenia zawsze jest mi ich żal. Każdy ma swoją historię, powód, dla którego znalazł się na ulicy.
Naszym obowiązkiem jest także sprawdzanie piwnic, odnajdywanie bezdomnych dzieci, aby zwrócić je rodzicom lub przekazać policji, w celu umieszczenia w domu dziecka. Jedna z takich historii zakończyła się dla mnie nieoczekiwanym rezultatem.
Podczas sprawdzania pewnej piwnicy, natknęliśmy się na rodzinę. Kobieta w średnim wieku z dwójką dzieci, stworzyła sobie pozory domu. Kiedy nas zobaczyła, przestraszyła się. Dziewczynki, około dziesięcioletnia i czteroletnia, również patrzyły nieufnie w naszym kierunku. Widać było, że ich matka zajmowała się gotowaniem. W piwnicy nawet całkiem nieźle pachniało.
W kącie stała stara kanapa, a obok niej stolik z lampką biurkową i podręcznikami. Historia, którą opowiedziała nam Irena po spotkaniu z nią, poruszyła moje serce. Jej mąż zaciągnął kredyty, których sam nie był w stanie spłacić i zrzucił to wszystko na nią. On sam stracił pracę i zapił się na śmierć. Rodzinie odebrano mieszkanie z powodu długów.
– Pracuję jako sprzątaczka w szkole. – Kontynuuje Irena. – Nie mam jeszcze pieniędzy na czynsz. Moja starsza córka, musi chodzić do szkoły i odrabiać lekcje. Proszę, nie wyrzucajcie nas z piwnicy. W odpowiednim czasie coś wymyślę.
Nie mogliśmy jednak zostawić jej i dzieci w takich warunkach, więc zaproponowaliśmy, że przeniesiemy ich do schroniska. Nie było zwyczaju pozostawania tam przez dłuższy czas, ale ten przypadek był szczególny.
Przez cały wieczór myślałem o tej rodzinie. Nie mogłem tego znieść, więc podzieliłem się tym z rodzicami. Na spotkaniu rodzinnym, postanowiliśmy umieścić Irenę i dzieci w naszym domku letniskowym na działce. Kiedy się o tym dowiedziała, nie mogła uwierzyć własnym uszom! Nigdy nie przypuszczała, że obcy ludzie będą chcieli jej pomóc.
Następnego dnia, odbyła się przeprowadzka. Dzieci radośnie biegały po działce, a Irena od razu zaczęła się w niej zadomawiać.
– Proszę się nie martwić, jak tylko znajdę dom, na który będzie mnie stać, od razu się wyprowadzimy. – Powtarzała niestrudzenie kobieta.
Odwiedzaliśmy ich w weekendy, wspólnie grillowaliśmy i rozmawialiśmy o naszych planach na przyszłość. Irena znalazła już dobrą pracę, z wykształcenia była księgową i była gotowa opuścić nasz dom, ale za każdym razem dosłownie przekonywaliśmy ją, żeby tego nie robiła. Dziewczynkom bardzo podobało się życie na łonie natury, a Irena musiała oszczędzać pieniądze na nowe ubrania.
Pod koniec lata, rodzina wyjechała do miasta. Irena wynajęła mieszkanie niedaleko szkoły, do której uczęszcza jej najstarsza córka, a najmłodsza chodzi do przedszkola. Nadal często się widujemy. Cieszę się, że mogłem być przy tych ludziach w potrzebie i pomóc im w budowaniu nowego życia.



