Hej, dokąd się wybierasz? – spytała z kuchni

— Marek, dokąd idziesz? — Hanna wyjrzała z kuchni, wycierając dłonie w fartuch i patrząc ze zdziwieniem na męża.

Marek, czterdziestopięcioletni kierownik w dużej firmie budowlanej, postanowił działać. Spakował walizkę, gdy żona krzątała się przy śniadaniu. Teraz stał w przedpokoju przestronnego mieszkania na warszawskim Mokotowie.
Hanna zawsze dbała o poranne posiłki. Wierzyła, że solidne śniadanie to nie tylko zdrowie, ale i fundament udanego dnia. Gdy dzieci były małe, wstawała przed świtem, by nakarmić gromadkę. Mieli trójkę — dlatego poświęciła karierze, skupiając się na domu. Na szczęście zarobki męża zawsze pozwalały im żyć wygodnie.

Marek milczał. Wpatrywał się w Hannę, z którą spędził ćwierć wieku, i utwierdzał się w przekonaniu — musi być stanowczy.
Żona ostatnio przybladła, przytyła, zniknął błysk w jej szarych oczach, który niegdyś go urzekł. Już dawno przestała go pociągać.
Dlatego miał Kasię — młodą, dynamiczną brunetkę poznaną na firmowym integracyjnym w Zakopanem. Była bystra i zdecydowana, co imponowało Markowi. Sam taki był. I właśnie dlatego stał teraz z walizką w dłoni.
Dość! Czas zerwać z rutyną. Po co ma tkwić w związku bez uczucia? Dzieci usamodzielniły się: Wojtek i Piotr skończyli studia, pracują. Magda kończy anglistykę, ale zawsze może liczyć na pomoc.

Ale żona… Dlaczego ma ciążyć na jego karku? Kasia stale mu to przypominała. Miała rację. Marek harował jak wół, a Hanna wylegiwała się w domu, trwoniąc jego ciężko zarobione złote.
— Najwyższy czas, byś się uwolnił. Niech się sama utrzymuje! — szeptała Kasia, przytulając się. — Podzielcie mieszkanie. Niech się wyniesie do kawalerki!

— Masz rację. Nic nas już nie łączy — przyznał.
— Wyjeżdżasz gdzieś? — Hanna przechyliła głowę. — Czemu nie powiedziałeś? Spakowałabym kanapki. Nieładnie tak bez jedzenia…

— Znowu z tym jedzeniem! — warknął. — Na każdym rogu są bary! Odkryję ci sekret: świat się nie kończy na twojej kuchni!
Drażniło go, że wciąż nie może wypowiedzieć decydujących słów.
— Coś się stało? Jesteś dziś nerwowy — zauważyła łagodnie.
Od miesięcy wiedziała o romansie. Czekała na ten dzień. Była kobietą rozsądną. Znała męża.

— Bo odchodzę! Rozumiesz? Mam dość!
— Rozumiem. Dokąd? — spytała spokojnie, jakby pytała o pogodę.
— Do innej. Jest piękna, inteligentna! Nie wylewa przysłowiowych siódmych potów przy garach!

— Znalazłeś taką? Gratuluję.
— A co? Nie zasługuję? — zdumiała go jej obojętność.
— Zasługujesz. Nawet na więcej.
— Naprawdę tak myślisz?
— Tak. Kto zna cię lepiej? Jesteś pracowity, zaradny, przystojny…

— No więc… mieszkanie trzeba będzie podzielić — dodał, łagodniejąc.
— Rozumiem. Podzielimy się sprawiedliwie. Zgodnie z prawem — uśmiechnęła się.
— Dziękuję. Myślałem, że urządzisz scenę…

— Po co? Miłość minęła. Nie jesteśmy pierwsi — wzruszyła ramionami.
— To dobrze. A pracę sobie znajdziesz? Przestanę łożyć. Alimentów nie dostaniesz — dodał twardo.
— Pracę? Nie potrzebuję.

— To na co żyć? Myślisz, że chłopcy ci utrzymają?
— Nie. Wyjdę za mąż. Nowy mąż się mną zaopiekuje.
— Za mąż?! — wykrztusił.

— Czemu nie? Jestem atrakcyjna dla dojrzałych mężczyzn. Na portalu Sympatia mam dziesiątki propozycji. Zwłaszcza gdy wspomniałam, że gotuję jak mistrzyni i mam własne M…

Marek zamilkł. Żal ścisnął mu gardło. Nie spodziewał się, że Hanna tak łatwo go zastąpi.
— Wychodzisz? Twoja dziewczyna czeka — dodała, poprawiając włosy. — Ja też mam randkę.

— A, właśnie… Zapomniałem o spotkaniu z kontrahentami. Zostawię walizkę. I… nie umawiaj się dziś. To niestosowne!
W biurze trawiły go wątpliwości. Czy dzieci go potępią? A jeśli Kasia go znudzi? Przecież Hanna…

Wieczorem zadzwoniła Kasia:
— Gdzie jesteś? Mamy oglądać apartament na Wilanowie! I meble do sypialni! No i Bali — pamiętasz?
— Kasiu… — przerwał. — Co dziś na kolację?

— Kolację? Sałatkę. Jesteś na diecie. Chyba że zamówimy sushi…
Marek odłożył słuchawkę. W domu czekały pierogi i cisza. Żaden inny mężczyzna nie nazwie Hanny swoją żoną. Nie dopuści do tego.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − 2 =

Hej, dokąd się wybierasz? – spytała z kuchni