A Ty Dokąd Idziesz? – Zapytała z Kuchni

— Marek, a ty gdzie? — Zofia wyjrzała z kuchni, wycierając ręce w fartuch i patrząc ze zdziwieniem na męża.

Marek, czterdziestopięcioletni menedżer z dużej firmy budowlanej, postanowił działać. Spakował walizkę, gdy żona krzątała się przy śniadaniu. Teraz stał w przedpokoju przestronnego mieszkania na warszawskim Mokotowie.
Zofia zawsze gotowała rano, wierząc, że solidne śniadanie to klucz do zdrowia i udanego dnia. Gdy dzieci były małe, wstawała pierwsza i karmiła całą gromadkę. Trójka pociech — Wojciech, Piotr i Weronika — dorosła już, więc od lat poświęcała się domowi. Na szczęście pensja Marka zawsze pozwalała im żyć wygodnie bez jej zarobków.

Marek milczał. Wpatrywał się w Zofię, z którą spędził ćwierć wieku, i czuł, że ma rację — trzeba zerwać od razu.
Żona zbrzydła ostatnio, straciła dawny blask. Żadnej iskry w oczach, która niegdyś go przyciągała. Od miesięcy pociągała go tylko Kinga — młoda, bystra brunetka poznana na firmowym wyjeździe. Była śmiała i ambitna, a on cenił to w sobie i innych. Dlatego teraz stał z walizką.

— Dość! Po co mam tkwić z kobietą, której nie kocham? — myślał. — Dzieci samodzielne: Wojtek i Piotr pracują po studiach, Weronika kończy prawo. A ta? Niech sama się utrzymuje!

— Wyjeżdżasz? — Zofia przechyliła głowę. — Czemu nie powiedziałeś? Spakowałabym kanapki.

— Znowu te twoje pierdoły! — warknął. — Wszędzie są bary! Myślisz, świat się kończy na twojej kuchni?

Drażniło go, że nie może wykrztusić prawdy.
— Coś się stało? Jesteś dziś nerwowy — zauważyła spokojnie.

Znała jego romans. Czekała na ten dzień, lecz zachowała zimną krew.
— Odchodzę. Dość mam tego! — wybuchnął.
— Rozumiem. Do kogo? — spytała, jakby pytała o pogodę.
— Do Kingi. Jest piękna, mądra, nie wylewa potu przy garach!

— Gratuluję. Zasługujesz na szczęście.
— Naprawdę tak myślisz? — zdziwił się.
— Tak. Znam cię: pracowity, zaradny, przystojny.
— Mieszkanie podzielimy — dodał, łagodniejąc.
— Oczywiście. Sprawiedliwie.

— Dziękuję. Myślałem, że urządzisz scenę.
— Po co? — wzruszyła ramionami. — Nie jesteśmy pierwsi.
— A pracę znajdziesz? Alimentów nie dostaniesz! — rzucił.
— Dzieci same się wychowały? — uniosła brew. — Pracy nie potrzebuję. Wyjdę za mąż.

— Za kogo?! — parsknął. — W twoim wieku?
— Nie brakuje adoratorów. Na Sympatii.pl miałam odzew! — uśmiechnęła się. — Dojrzałe kobiety są w cenie. Mamy mieszkanie, gotuję…

Marek poczuł ukłucie zazdrości.
— Zostaw walizkę. Mam spotkanie — mruknął, wychodząc.

Cały dzień dręczyły go wątpliwości. A gdy Kinga zadzwoniła, wrzaskliwie domagając się mebli i wakacji na Teneryfie, wspomniał domowy bigos i ciszę.

— Kolacja? — spytał, przerywając jej.
— Na diecie jesteśmy! — odparła.

Wtedy zrozumiał. Nie odda Zofii żadnemu facetowi. Nie teraz, nie nigdy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × dwa =

A Ty Dokąd Idziesz? – Zapytała z Kuchni