Z powodu chwilowej miłości zniszczyłam swoją rodzinę!

Z powodu chwilowej miłości zniszczyłam swoją rodzinę!

Już jako nastolatka zaczęłam zdawać sobie sprawę, że jestem piękna i że bez większego wysiłku mogę podbijać serca mężczyzn.

Zdałam sobie sprawę ze swojej siły, która prawdopodobnie nie zniknie w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Potrzebowałam zawodu, który jeszcze bardziej podkreśli moje piękno, dlatego zostałam stewardessą. Kiedy zakładałam chustkę na szyję i patrzyłam w lustro, widziałam oszałamiającą kobietę – z bujnymi kruczoczarnymi włosami, jasnoniebieskimi oczami i wyrzeźbioną sylwetką. Taką prawdopodobnie zobaczył mnie Stefan podczas jednego z lotów.

Zaczął coraz częściej latać naszą linią lotniczą, coraz częściej zagadywać mnie, zaprosił mnie potem na randkę.

Spotkania stawały się coraz częstsze i w końcu wydawało się, że nic nie było bardziej logiczne niż to, żebyśmy się pobrali – ja, piękna kobieta, i on – odnoszący sukcesy mężczyzna. Jeszcze bardziej logiczne było narodzenie się potomka – nie jednego, ale dwóch pięknych bliźniaków, a starając się o dziewczynkę dwa lata później urodził się jeszcze jeden syn.

Aby wrócić do pracy, musiałam dbać o swoją sylwetkę, i robiłam to cały czas. Uspokojona i jakby ukojona macierzyństwem, wyglądałam jeszcze piękniej w nowej roli żony i matki. Po powrocie do pracy mężczyźni nadal patrzyli na moją twarz i ciało spojrzeniem, które szeptało „Naprawdę Cię pragnę!”

Z takim spojrzeniem patrzył na mnie również Adam – młody, ambitny stomatolog, który leciał z nami na konferencję naukową do Kiszyniowa. Podczas długiego lotu kilka razy obdarzył mnie uśmiechem gwarantującym, że uczyni mnie królową. Potem scenariusz się powtórzył – telefony, nowe spotkania w czasie, kiedy mój mąż i teściowa opiekowali się dziećmi. Adam dowiedział się, że jestem mężatką i myślałam, że to powstrzyma go i przestanie się starać, ale było wręcz przeciwnie.

Nie spodziewałam się, że się zakocham! Tym bardziej nie spodziewałam się, że on zaproponuje mi wspólne życie mimo tego, że mam już troje synów. Jeszcze większym zaskoczeniem dla mnie było to, że zgodziłam się na to, by z nim być.

Skąd wzięłam odwagę, by odejść – do dziś nie wiem. Nie znalazłam jednak wystarczająco dużo siły, by im to powiedzieć. Napisałam krótką notatkę do moich synków z słowami: „Kiedyś mnie zrozumiecie. Kocham Was. Mama” i odeszłam.  Ani mnie nie zrozumieli, ani nie uwierzyli, że ich kocham. Mój mąż nie mógł wybaczyć zdrady, patrzył na dzieci z miłością, a na życie – już z nienawiścią. Adam mnie ubóstwiał, nosił mnie na rękach i oczywiście chciał dziecka.

Nie wyznałam prawdy, bo nie chciałam stracić męża, ale on od początku coś podejrzewał…

Wiedziałam, że to jedyny sposób, by przekonać go, że jest najważniejszym mężczyzną w moim życiu. I urodziłam mu syna Błażeja. Dar, który miał otworzyć drogę do naszego wspólnego szczęścia okazał się przekleństwem.

Po narodzinach dziecka nie mogłam wrócić do swojej poprzedniej formy. Opieka nad czwartym dzieckiem odcisnęła piętno na mojej twarzy. A moje oczy – nie mogłam już z nich wypędzić poczucia winy, że porzuciłam – dla jednej, jeszcze nie sprawdzonej miłości – trzech synów i męża, którzy naprawdę mnie kochali.

Adam jakby szybko się otrzeźwił, a moje piękno nie miało już tej samej magnetycznej siły. Konferencje stawały się coraz częstsze, coraz póxniej przyjmował też niby pacjentów, aż w koncu dowiedziałam się, że spotyka się już z inną kobietą. Pewnego dnia spakował swoje rzeczy i nas po prostu opuścił.

Nie mogłam znieść zdrady – tej samej, którą sama podarowałam pierwszemu mężowi. Dniami i nocami obwiniałam się o to, jak mogłam, dla chwilowego zauroczenia, pogwałcić to, co najcenniejsze, czyli rodzinę.

Nie wyobrażałam sobie nawet, że stałam się niewolnicą piękna, które mnie zniszczyło. Widziałam na ulicach nie tak piękne kobiety jak ja, przytulone przez swoich mężów, kochane przez swoje dzieci, a potem patrzyłam w lustro i pytałam, co ze mnie zostało, po tym jak straciłam piękno, dzieci, miłość i szczęście.

Płakałam, narzekałam na swój los, przeklinałam siebie. Już dorastający Błażej najpierw próbował mnie pocieszyć, potem trzaskał drzwiami swojego pokoju i cicho płakał, a w końcu powiedział mi, że mnie nienawidzi – mocno i prawdziwie – za to, że nie potrafiłam zatrzymać jego ojca. Tak straciłam jego miłość.

Teraz pozostaje mi tylko nosić ciężar grzechu za to, że straciłam miłość moich trzech synów i próbować posklejać kawałki rozbitej miłości czwartego.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × pięć =

Z powodu chwilowej miłości zniszczyłam swoją rodzinę!