Znalazłam się w dziwnej sytuacji, nawet nie wiem, jak to się stało, że ciągle muszę słuchać o silikonowych fantazjach męża.
Po urodzeniu drugiego dziecka moje piersi delikatnie opadły. To prawda, że już nie są takie same jak kiedyś i wyglądają gorzej, niż wcześniej, może nawet źle, ale czy to oznacza, że nie jestem już kobietą albo że nie mogę się tak czuć?
Nagle mój mąż uznał, że trzeba to zmienić i stwierdził, że da mi pieniądze na implanty. Prawdopodobnie wpłynął na niego nasz wspólny przyjaciel, który znalazł sobie nową, młodszą i bardziej „zrobioną” dziewczynę. Tak, wygląda świetnie, ma też sztuczne piersi, które również robią wrażenie, ale czy naprawdę bez tego nie da się żyć i to coś, co każda kobieta musi mieć?
Do tej pory wszystko się układało i żyło się nam dobrze, więc czy nie może być tak dalej? Nie widzę sensu, aby iść pod nóż, żeby zaspokoić chore fantazje mojego męża. Szczerze mówiąc boję się to robić. Mam dwoje dzieci, a co jeśli coś się stanie, jeśli będą jakieś komplikacje i po prostu tego nie przeżyję? Ja czuję się dobrze taka, jaka jestem, nie potrzebuję implantów. To prawda, że sukienki i bluzki z głębokimi dekoltami nie są już dla mnie, ale są inne ubrania, które idealnie pasują do mojej, skądinąd i tak fajnej figury.
Mam wrażenie, że mój mąż wariuje z wiekiem – teraz ma 45 lat i przeżywa jakąś drugą młodość. Ja mu się nie wtrącam w to, jak wygląda, więc dlaczego on się wtrąca w moje sprawy? Każe mi farbować włosy na blond, chodzić na siłownię i poddawać się różnym zabiegom. Pewnie są kobiety, które marzą o takim mężu, ale nie ja. Jak przekonać męża do tego, aby dał mi spokój? Mnie wystarczy, że wieczorem usiądziemy tazem przy kieliszku wina i obejrzymy wspólnie film. Nie jestem z tych kobiet, które lubią przesiadywać w nocnych klubach czy restauracjach i pokazywać, jakie to nie są atrakcyjne.
Jak mu wyjaśnić, że nie potrzebuję implantów i że nie wszystkie kobiety muszą wyglądać tak samo? Już nie wiem, co robić, moje nerwy są napięte jak struna z powodu jego głupot.

