Krewni zrujnowali moje życie przez majątek i pieniądze, a siostra się mnie wyrzekła

Krewni zrujnowali moje życie przez majątek i pieniądze, a siostra się mnie wyrzekła

Straciłam bliskie osoby kiedy niespodziewane otrzymałam pieniądze, ale na szczęście zyskałam o wiele więcej – wspaniałą miłość, której inaczej bym nie spotkała.

Mam na imię Stanisława i mam 36 lat. Jestem szczęśliwie zamężna i mam jedno dziecko – to jest jasna i szczęśliwa strona mojego życia. Druga jest dużo mroczniejsza i nieprzyjemna. Zderzyłam się z taką ilością fałszu i hipokryzji, i to ze strony bardzo bliskich osób, że naprawdę aż dziwię się, że dałam sobie z tym radę. Straciłam wiele, ale zyskałam więcej. Nie żałuję straty, cieszę się z mojego szczęścia i patrzę w przyszłość z nadzieją.

Z rodziny mam mamę, dwóch wujków, a także siostrę, która jest o 12 lat ode mnie starsza. Nie miałyśmy ze sobą zbyt wiele wspólnego, może przede wszystkim ze względu na dużą różnicę wieku. Kiedy ja bawiłam się lalkami, ona już spotykała się z chłopakami.

Mieszkaliśmy wszyscy w małym miasteczku. Imię dostałam „na cześć” wujka Stanisława, czyli brata mamy, z którym była najbliżej. Kiedy był mały, to mama się nim opiekowała, gdy babcia i dziadek pracowali. Pamiętam, jak za każdym razem, kiedy nas odwiedzał, przynosił mi małe prezenty i opowiadał śmieszne historie.

Pewnego dnia wujek zniknął. Potem rodzice powiedzieli, że wyjechał do Ameryki. Po latach zaczął do nas pisać. Ja dorosłam, a moja siostra była już zamężna i miała dwoje dzieci. Mieszkała z rodziną w Krakowie i dobrze im się wiodło. Drugi wujek również mieszkał w Krakowie. Moi kuzyni wyjechali na studia do Gdańska oraz Wrocławia i tam już zostali. Rzadko się wszyscy spotykaliśmy. Moja siostra nie miała zbyt wiele czasu i z tego powodu rzadko nas odwiedzała.

Ja po ukończeniu liceum dostałam się na dwa uniwersytety – w Krakowie i w Warszawie. Rodzice przekonywali mnie, żebym studiowała w Krakowie, żeby być bliżej nich. Kiedy moja siostra to usłyszała, od razu mnie uprzedziała, żebym sobie nawet nie myślała, że będę u niej mieszkać. To przeważyło szalę na korzyść Warszawy, a rodzice zaczeli mnie w tym również wspierać.

Na początku mieszkałam w akademiku, ale później z dwiema koleżankami znalazłyśmy mieszkanie do wynajęcia. W międzyczasie rodzice pojechali na wieś. Sprzedali mieszkanie w naszym małym mieście i zainwestowali wszystko, żeby wyremontować dom po dziadkach pod Krakowem. Zaczęli uprawiać warzywa, zasadzili drzewa owocowe, zaczęli hodować kury, dwie kozy i świnię.

Wtedy moja siostra nagle sobie o nich przypomniała i zaczęła często odwiedzać wieś, niby żeby im pomagać, ale głównie po to, żeby napełnić bagażnik samochodu wiejskimi produktami. Ja również dostawałam od nich owoce i warzywa ze wsi, ale rzadziej, bo nie chciałam obciążać taty wysyłaniem tego do Warszawy, a poza tym nie miałam takiej potrzeby.

Niestety jakiś czas później mama zmarła. Na jej pogrzeb zjechała się cała rodzina. Choć zjednoczeni przez smutek, nie mieliśmy sobie wiele do powiedzenia – byliśmy sobie obcy. Rok później znów się spotkaliśmy, żeby pochować tatę – cały czas myślę, że zmarł z tęsknoty za mamą. Już kilka miesięcy później zaczęła się wielka bitwa o wiejski dom, o który walczył nawet wujek!

Moja siostra chciała go tylko dla siebie, bo w ich zapracowanym życiu potrzebowali miejsca, gdzie mogliby odpoczywać w weekendy. Ja nic nie chciałam, ale musiałam w tym uczestniczyć, bo również byłam spadkobierczynią. Zgodziłam się na wszystko. I tak postanowili: siostra wzięła dom, spłaciła wujka pewną sumą pieniędzy, a ja dostałam w spadku… piękną komodę po mamie, jej ukochany mebel. Moja siostra wyjaśniła, że mama byłaby szczęśliwa, gdyby była u mnie i na tym sprawa się skończyła.

Niesamowita historia, która całkowicie zmieniła moje życie

Ukończyłam studia i zaczęłam pierwszą pracę. Miałam wspaniałe pomysły i marzenia, ale nagle zostałam wciągnięta w kolejną walkę o spadek – mój wujek z Ameryki zmarł i zostawił wszystko właśnie nam. Ożenił się, ale jego żona zmarła niedługo po ślubie, więc nie miał innych spadkobierców prócz nas. Nie był milionerem, ale zgromadził spore pieniądze na emigracji.

Dokładnie napisał, ile kto z nas miał otrzymać. Mój wujek, jako jego brat, otrzymał sporą sumę, która miała mu pozwolić dobrze żyć. Dla moich kuzynów i siostry było nieco więcej pieniędzy.

Najwięcej dostałam ja – jego ulubienica i chrześnica. Zamiast się cieszyć, byłam przerażona. Wszyscy patrzyli na mnie takim wzrokiem,  który – gdyby mógł – to by mnie zabił. Wychodząc z sali notariusza, siostra przeszła obok mnie i wysyczała: „Suka!”.

Od początku było jasne, że sprawy nie pozostaną takie, jakie są. Wszyscy krewni założyli sprawy sądowe przeciwko mnie. Wujek przeciwko mnie i siostrze, bo nie powinniśmy dostać więcej niż on. Siostra przeciwko wujkowi, bo skoro on otrzymał udział jako brat, to mama (choć zmarła) też powinna mieć taki sam, który my mielibyśmy zamiast niej odziedziczyć. Moi kuzyni przeciwko nam dwóm, bo nie dostali nic, a uważali, że powinni.

I wszyscy razem przeciwko mnie, bo dostałam najwięcej. To było straszne! Dzwonili do mnie bez przerwy, grozili, dzwonili nawet do moich szefów… Znaleźli dobrych prawników, którzy odkryli lukę, przez którą mogli uruchomić sprawy przeciwko mojemu udziałowi. Potrzebowałam pilnie adwokata. Weszłam do pierwszej kancelarii i skierowałam się do pierwszej osoby w garniturze, którą zobaczyłam. Był to młody mężczyzna, miły, w innych okolicznościach z przyjemnością bym z nim nawet poflirtowała.

Adwokat wysłuchał mnie, a potem wyjaśnił, co można zrobić. Zgodziłam się na wszystko. Rozpoczęła się seria nieprzyjemnych spraw, która zakończyła się rok później. Testament pozostał niezmieniony. Krewni oświadczyli, że nie będą ze mną rozmawiać, a siostra wyrzekła się mnie. Na tym skończyliśmy.

Ale moje relacje z adwokatem poszły w innym kierunku. Zbliżyliśmy się do siebie, między nami rozkwiła miłość. Nie ze względu na moje dziedzictwo. Był bogatszy ode mnie, a kancelarię odziedziczył po jego dziadku i ojcu, a do tego był naprawdę dobrym adwokatem. Teraz jesteśmy rodziną, wciąż tylko z jednym dzieckiem, ale nieskończenie szczęśliwi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + osiemnaście =

Krewni zrujnowali moje życie przez majątek i pieniądze, a siostra się mnie wyrzekła