Dwa lata temu moje życie wywróciło się do góry nogami: mój ojciec akurat wtedy zmarł i rozwiodłam się po 20 latach małżeństwa z Dariuszem. Do tego wszystkiego zwolniono mnie jeszcze z pracy tydzień po rozwodzie, no po prostu – nieszczęście goniło nieszczęście.
Przeniosłam się po rozwodzie do domu po moim ojcu, który znajduje się na jednej z podkarpackich wsi. Miałam ponad 40 lat i myślałam, że nie mam już nadziei ani na nową dobrą pracę ani na nowy związek. Nieszczęścia wciąż mnie prześladowały, bo przecież na cierpeniu w życiu osobistym i złej sytuacji finansowej, dom po ojcu zaczął się coraz bardziej psuć. Dach coraz bardziej przeciekał, a ja miałam problemy z zebraniem opału do starego pieca, którym był ocieplany cały dom. Ogrzewania piecem też niewiele dawało, bo okna były stare i nieszczelne, więc i tak chodziłam ubrana w dwa swetry po domu. Po dwóch miesiąch odcięli mi prąd i znalazłam się w naprawdę ciężkiej sytuacji.
Sąsiad z naprzeciwka zaczął mi składać „gorące” propozycje mimo, że miał 86 lat i ledwo chodził. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać… Już myślałam, że gorzej być nie może, kiedy nagle wszystko się zmieniło i zaczęła się moja bajka.
Mojego księcia z bajki poznałam na wiejskim przystanku autobusowym. „Książe” miał siwe włosy, był w roboczych ubraniach. Zajmował się naprawą dachów. To wyszło w rozmowie, która zajmowaliśmy sobie czas, czekając na autobus. Okazało się, że spóźniliśmy się na niego, a do kolejnego była cała godzina. Rozmawialiśmy więc o wszystkim, ja trochę pożaliłam mu się na swoją sytuację, a on zapytał mnie, czy nie potrzebuję pomocy. Przyznałam, że tak, ale nie mam z czego mu zapłacić, bo nawet mam długi w eletrowni i odcięto mi prąd.
On odpowiedział, że zapłacę, kiedy będę mogła, więc mam się tym nie martwić. Następnego dnia przyszedł do mojego domu i naprawił dach, kran, wodomierz, ogrodzenie, schody i okna.
Pewnego wieczoru, w największy mróz, znalazłam w letniej altanie ciepłe ognisko, a obok niego kubek z ziołową herbatą i misę z ciepłą wodą. To było jak cud – dostałam to, czego potrzebowałam na moje zmarznięte gardło i stopy. Wiedziałam, kto jest bohaterem mojej bajki, i zastanawiałam się, jak mu za to podziękować. On był nie tylko zdolny, ale i skromny.
Teraz mój dom i ogród są odmienione – widać, że znalazła się męska ręka, która o to dba.
Przy moim księciu czuję się przytulnie, ciepło i radośnie, a największy mój strach to to, że mogłabym go stracić.

