Mama urodziła mnie bardzo późno, bo w wieku 45 lat. W jej czasach w tym wieku już niektóre kobiety były babciami, a nie matkami.
Od przedszkola wiele osób myślało, że moja mama to moja babcia. Na początku mi to nie przeszkadzało, aż do momentu, kiedy chodziłam już do szkoły podstawowej i jeden chłopak powiedział, że moja mama jest najstarsza ze wszystkich naszych mam i wkrótce umrze. Rzuciłam się na niego z patykiem, który miałam pod ręką, i zanim wychowawczyni nas rozdzieliła, zdążyłam mu trochę „poprawić” wygląd. Pamiętam, jak jego matka krzyczała, gdy zobaczyła syna z opatrunkiem na twarzy i dowiedziała się o przyczynie naszego konfliktu. Wkrótce przyszła też moja mama, musiała wysłuchać pretensji matki kolegi i poradzić sobie jakoś z jej negatywnymi emocjami. Matka chłopca stwierdziła, że tylko szalone i nieodpowiedzialne kobiety rodzą w takim wieku, bo nie mogą potem normalnie wychowywać dzieci, co zresztą według niej było widać.
Moja mama urodziła mnie późno nie z powodu kariery czy egoizmu, ale dlatego, że długo nie mogła zajść w ciążę. Po czterdziestce postanowili z ojcem adoptować dziecko. Kiedy zebrali już wszystkie dokumenty i mieli zabrać dziecko z sierocińca, mama poczuła się dziwnie i dowiedziała się, że jest w ciąży.
Ciąża przebiegała dobrze, a mama, mimo wieku, urodziła mnie bez problemów. Jedynym nieprzyjemnym momentem był szpitalny termin „staroródka”, który usłyszała kilka razy od pielęgniarek. Choć zwracano się do niej po nazwisku, w rozmowach między sobą pielęgniarki i lekarze używali tego terminu.
Po pamiętnej bójce w przedszkolu zaczęłam czuć się źle z powodu wieku mamy. W szkole unikałam chodzenia z nią za rękę, a na zebraniach szkolnych czułam się nieswojo, kiedy nauczyciele nazywali ją „babcią Natalii”. Koledzy śmiali się, rodzice innych uczniów uśmiechali się z rezerwą, a ja bałam się tych spotkań, starając się nie wyróżniać w żaden sposób.
W średniej szkole, kiedy dni stawały się krótsze i wcześniej robiło się ciemno, mama czasem przychodziła po mnie do szkoły. Wtedy starałam się jej unikać, czasem nawet uciekałam innym wyjściem udając w domu, że się minęłyśmy.
Rodzice wydawali mi się staroświeccy. Mama uwielbiała teatr i książki, a tata spędzał czas w garażu majsterkując. Każdego wieczoru przychodził do mojego pokoju, rozmawiał ze mną o minionym dniu, ale dopiero teraz rozumiem, jak trudno mu było nawiązać kontakt. Gdy skończyłam szkołę i poszłam na studia, nikt nie interesował się wiekiem moich rodziców, poza mną. Czułam żal, że nie urodzili mnie dwadzieścia lat wcześniej.
Pewnego dnia, który odmienił moje życie, przyprowadziłam do domu mojego narzeczonego, Maćka. Rodzice byli zaskoczeni, ale mama szybko nakryła do stołu, a tata przyniósł dobre wino i zaczęliśmy rozmawiać. Na początku trochę się wstydziłam, nie wiedząc, jak Maciek zareaguje na moich „staruszków”. Ku mojemu zaskoczeniu znalazł z nimi wspólny język, rozmawiali swobodnie na różne tematy – z tatą o technice, z mamą o książkach i teatrze. Wieczór był bardzo udany.
Odprowadzając Maćka na przystanek rozmawialiśmy i powiedział mi, że mam wspaniałych i bardzo interesujących rodziców oraz że powinnam być z nich dumna. Jego słowa były szczere, bez cienia ironii. Poczułam wstyd, że tyle lat wstydziłam się wieku moich rodziców i traktowałam ich z dystansem.
Po powrocie do domu przytuliłam mamę i powiedziałam, że jest najlepsza na świecie, a potem usiadłam obok taty i rozmawialiśmy do późna o wszystkim, co tylko przyszło nam do głowy. Był zaskoczony, ale wyraźnie wzruszony moim nagłym zainteresowaniem.




Mój ojciec spłodził mnie mając 77 lat a matka miała 17lat i 6 miesięcy taki wypadek w życiu. Ja nie narzekam jest super.