Mąż chwycił mnie, przyłożył mi nóż do gardła i kazał natychmiast oddać pieniądze. Powiedział, że nie da na dzieci ani grosza

Mąż chwycił mnie, przyłożył mi nóż do gardła i kazał natychmiast oddać pieniądze. Powiedział, że nie da na dzieci ani grosza

Mam 31 lat, a mój mąż 35 lat. Jesteśmy małżeństwem od 13 lat i mamy dwoje dzieci w wieku 11 i 4 lat. Na początku między nami było cudownie, jednak wraz z narodzinami pierwszego dziecka, naszego syna, mąż zaczął się zmieniać. Nie interesowało go, że sama muszę sobie ze wszystkim radzić, nie pomagał przy dziecku, w ogóle w niczym. Potem zaczął pić. Wiedliśmy życie w biedzie, a ja walczyłam o nasz byt i przetrwanie, kiedy na świat przyszło nasze drugie dziecko. Oczywiście wtedy nasza sytuacja znacznie się pogorszyła. Nie tylko w ogóle nie pomagał przy dziecku, ale zaczął jeszcze więcej pić i sytuacja wyglądała już tak źle, że upijał się do nieprzytomności. Coraz częściej bił mnie i poniżał. Potrafił poszarpać mnie za to, że nie umyłam głupiego talerza.

Po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy i zarabiałam pieniądze, żeby nas utrzymać. Oczywiście dostawałam pensję mniejszą niż mąż, ale na szczęście to wystarczało nam na życie. Już w czasie, kiedy na świat przyszedł drugi syn, mąż nie dawał na nic pieniędzy, nawet na jedzenie dla dzieci, a mieliśmy jeszcze kredyt hipoteczny na głowie. Owszem, rodzice nam pomagali, ale nie chciałam liczyć tylko na nich, dlatego wróciłam do pracy tak szybko, jak to było możliwe. 

Mój w pewnym momencie nie wyobrażał już sobie ani jednego dnia bez alkoholu. Wracał z pracy, upijał się i spał. A ja po pracy musiałam zajmować się domem i dziećmi. Ja chodziłam spać po północy, a mój pijany mąż spał sobie spokojnie już o 20 albo 21. W weekendy potrafił przespać całe dwa dni, w domu nic nie robił, nawet szklanki po sobie nie pozmywał. Raz poprosiłam go o umycie naczyń, to je raz potłukł i i zrzucił specjalnie na podłogę.

Matka Oliwii swoją zaborczością i egoizmem doprowadza do powolnego rozkładu jej małżeństwa

Któregoś wieczoru kosz na śmieci był przepełniony, więc rozrzucił te śmieci po całej kuchni, zbeształ mnie, że nie wyrzuciłam ich wcześniej i kazał wszystko posprzątać. Nie zwraca uwagi na dzieci, traktuje je jak powietrze. Starszy syn na ogół go unika, bo jak mąż się upije, to potrafił po prostu do niego podejść i pobić. Raz rozdarł mu koszulkę i podbił oko, bo syn zjadł w pokoju i nie zabrał od razu naczyń do kuchni. 

Próbowałam rozmawiać z teściową, ale ona mi nie wierzy i twierdzi, że wszystko zmyślam. Któregoś dnia uderzył mnie kilka razy krzesłem. Byłam cała posiniaczona, ale zaczęłam się bronić i podrapałam go po twarzy. On pokazał to zadrapaniematce  i zrzucił całą winę na mnie, że to ja jestem agresywną wariatką. 

Za każdym razem, gdy się kłócimy, on do niej dzwoni i narzeka na mnie, miesza mnie z błotem, przeklina, a ona mu wierzy. Zwykle nie rozmawia ze mną na trzeźwo, ale kiedy się upije, staje się agresywny, szuka czegoś, do czego mógłby się przyczepić. Któregoś dnia poprosiłam go o pieniądze na nowy telefon dla syna, który obiecał mu na zakończenie szkoły. Mąż nie dał mi pieniędzy, więc poszłam i wyjęłam mu je z portfela, a on mnie złapał, przyłożył mi nóż do gardła i kazał natychmiast oddać pieniądze. Powiedział, że nie da na dzieci ani grosza.

W domu słyszę tylko obelgi pod moim adresem. Wiem, że musimy się rozwieść, takiej rodziny nie da się uratować, ale mieszkanie jest jego. Boję się podjąć jakikolwiek krok, bo nie chcę wylądować z dziećmi na ulicy, a sama nic nie mam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × dwa =

Mąż chwycił mnie, przyłożył mi nóż do gardła i kazał natychmiast oddać pieniądze. Powiedział, że nie da na dzieci ani grosza