Zawsze wracałem myślami do swojej pierwszej szkolnej miłości, która wzbudza we mnie do dzisiaj ogromny sentyment. Niestety, ale w klasie maturalnej przeprowadziła się z rodzicami do innego miasta i straciłem z nią kontakt.
Po studiach ożeniłem się i urodziło mi się dwoje dzieci, ale nadal często wracałem do niej myślami. Próbowałem nawet znaleźć ją za pośrednictwem sieci społecznościowych, chodziłem także specjalnie na zjazdy absolwentów, aby się czegoś o niej dowiedzieć, ale wszystko to bezskutecznie. W zeszłym roku pojechaliśmy odwiedzić znajomego, który kupił sobie nowy dom. Szczególne wrażenie zrobił na mnie teren wokół niego, który został zaplanowany przez profesjonalną projektantę krajobrazu.
Moja żona była podekscytowana możliwością zrobienia czegoś podobnego na naszej działce. Wzięliśmy kontakt do tej projektantki, umówiliśmy się z nią na spotkanie przez telefon i tak okazało się, że tą projektantką jest… moja licealna miłość! Byłem zdezorientowany, aż musiałem udawać, że nagle zadzwonili do mnie z pracy i musiałem się tam szybko pojawić. Wieczorem zadzwoniłem jednak do niej ponownie i umówiłem na spotkanie, tym razem sam na sam. Rozmawialiśmy do późnej nocy i od tego momentu straciłem spokój ducha, nie mogę spać, bo ciągle myślę tylko o tej kobiecie. Spotykamy się regularnie.
Okazuje się, że przez te wszystkie lata ona też mnie wspominała, mimo że była mężatką. Obecnie jest rozwiedziona, bez dzieci, mieszka z matką. Między nami znów jest tak, jak te dwadzieścia lat temu. Uczucia wzmagają w nas z taką siłą, że nie da się ich powstrzymać. Między mną a moją żoną nigdy nie było czegoś podobnego, nawet na początku naszego związku. A teraz tym bardziej żyjemy razem bardziej z przyzwyczajenia i dla dobra dzieci niż kierowani uczuciem.
Zdarzało mi się już oszukiwać, ale nie tak jak teraz. Maria natychmiast dała mi do zrozumienia, że ma ochotę tylko na poważny związek i nie zamierza być kobietą na boku czy odskocznią od rodziny. W zasadzie nie mam nic przeciwko, chciałbym ją poślubić, ale wiem, że po rozwodzie pojawi się wiele problemów. Prowadzimy z żoną wspólną firmę, a poza tym obawiam się, że dzieci, zwłaszcza moja córka,nie zrozumieją tego i mnie znienawidzą.
Więc nie wiem, co teraz zrobić. Czy powinienem zacząć od nowa i żyć myśląc o swoich potrzebach, czy zostawić wszystko tak, jak jest?

