Jak mój kot przyczynił się do tego, że Wojtek mi się oświadczył

Jak mój kot przyczynił się do tego, że Wojtek mi się oświadczył

Mam zwierzaka Puszka – dużego, puszystego kota, chociaż nie rasowego, ale bardzo pięknego. Do tego ma własny, niezależny charakter, potrafił mnie nieraz już zaskoczyć.

Porwał mi już nieraz zasłony, przewracał i rozbijał naczynia i oczywiści kradł jedzenie ze stołu. Ponadto ma swój zwykły, standardowy zestaw „wyczynów” – drze notorycznie tapety, sika na buty i meble. Na szczęście po 2 latach powoli to wszystko ustępuje. Teraz Puuszek jest coraz bardziej poważnym, pełnym honoru kotem, który z godnością przechadza się po pokoju. Mimo wszystko jest jeszcze bardzo ostrożny w stosunku do moich gości, zwłaszcza mężczyzn – widział w nich konkurentów, był o nich zazdrosny i prawdopodobnie martwił się, że jeśli jakiś na stałe pojawi się w moim życiu, to nie będzie już dostawał tak dużo mojej uwagi co wcześniej. Dlatego Puszek zawsze bezczelnie siadał między nami i dość agresywnie przyjmował próby mężczyzn, kórzy chcieli go pokłaskać. Już nie mówię o sytuacjach, kiedy zbliżali się do mnie mężczyźni.

Tego dnia zaprosiłam Wojtka wyłącznie na kawę, choć nasza relacja zbliżała się do czegoś poważniejszego. Puszek jak zwykle syknął na gościa, próbował go drapać i nerwowo machając ogonem od razu usiadł obok mnie, rzucając Wojtkowi mordercze spojrzenie.

Córka zamiast pracować woli brać ode mnie pieniądze. Szantażuje mnie, że jak nie będę jej pomagać, to nie zobaczę wnuków

Przy kawie rozmawialiśmy dosyć długo, około dwóch i pół godziny. Puszek znużył się już naszą rozmową i poszedł pospacerować po mieszkaniu. Wojtek zażartował:

– Cóż, Twój ochroniarz w końcu poszedł na przerwę!

Zasugerowałam gościowi, że nadszedł czas zakończyć nasze spotkanie, a Wojtek podziękował mi za wieczór, poszedł założyć buty i się ubrać. Kiedy zaczął zakładać buty usłyszałam, jak cicho przeklnął. Po chwili wyciągnął nogę z powrotem, a kilka kropel spadło ze skarpetki na podłogę, a Puszek obserwował rozwój wydarzeń ze stolika kawowego w pokoju. Zbeształam go, a kot, zdając sobie sprawę, że jestem naprawdę zła, ukrył się pod kanapą.

Wojtek stał niezdecydowany nie wiedząc, co robić, więc zasugerowałam, aby został na noc. Z mojej strony była to solidna rekompensata za to, czego doznał, co widziałam po jego twarz – natychmiast uśmiechnął się i pogroził palcem Puszkowi:

– Widzisz, Twoja bzdurna sztuczka przyniosła Ci odwrotny zamiar!

A kot, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, nagle wypełzł spod kanapy, ukradkiem podszedł do gościa i cicho zamruczał, jakby mówiąc: „ok, przepraszam…”.

Po umyciu butów i wypraniu skarpetek zostawiliśmy je do wyschnięcia przy kaloryferze i sami, rozumiejąc do czego doprowadziła sytuacja, szczęśliwie poznawaliśmy się lepiej.

Wszystkie kolejne wizyty Wojtka przebiegły bez żadnych incydentów, a dwa miesiące później Wojtek zapytał, czy zostanę jego żoną. Kiedy wręczał mi kwiaty i pierścionek, Puszek wesoło biegał nam wokół nóg, demonstrując swoją całkowitą lojalność wobec mojego narzeczonego.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 1 =

Jak mój kot przyczynił się do tego, że Wojtek mi się oświadczył