Po rozwodzie zostałam z małym synkiem sama. Po byciu samej przez trzy lata poznałam Michała, którego pokochałam i praktycznie od razu zdecydowaliśmy się na ślub. Synek miał wówczas 6 lat. Nie mamy własnego mieszkania i musieliśmy wprowadzić się do teściowej. Mój mąż powiedział, że to przejściowe, zaoszczędzimy trochę pieniędzy i niebawem kupimy własne mieszkanie.
Teściowa od razu sugerowała, że nie ma zamiaru zamieszkać pod jednym dachem z małymi dziećmi i oddała nam do użytku najmniejszy pokój jaki był w całym mieszkaniu. Teściowa ciągle nam mówi, że nie potrzebujemy jeszcze drugiego dziecka i nie powinniśmy się na nie decydować: „Jeszcze nie wiadomo, jak będzie się Wam razem żyło, a i tak już jednego dzieciaka macie do wykarmienia. Dobrze, że nie jest taki najmniejszy, nie płacze i się nie brudzi, to jeszcze można przeżyć”. Mimo tego teściowa ciągle upomina mojego syna, nie lubi go i ciągle powtarza, że ją denerwuje, ale sama nie potrafi powiedzieć z jakiego powodu. Mój syn jest spokojnym, mądrym chłopcem, który uwielbia czytać, a jej dwoje wnuków od jej córki to prawdziwi, mali chuligani, którzy okropnie się zachowują i mają same problemy w szkole.
Teściowie dali nam prezent ślubny, za który teraz każą się odwdzięczyć i stawiają warunki
Chociaż dostaliśmy pokój, w którym możemy mieszkać to teściowa ciągle podkreśla, że nie jesteśmy u siebie i mamy się zachowywać. Chciałam pomalować ściany i sufit na inny kolor, ale teściowa mi nie pozwala i mówi, że będę sobie malować ściany, jak będę u siebie, a póki co to nie jestem, więc nie mam prawa. Matka mojego męża nie lubi, gdy drzwi do naszego pokoju są zamknięte bo wydaje jej się, że coś przeciwko niej knujemy, a może nawet zawiązujemy spisek. Bezceremonialnie wchodzi do naszego pokoju bez pukania i kiedy chce, a potem na naszych oczach przestawia nasze rzeczy, bo wydaje jej się, że „tak będzie lepiej”. Mąż po prostu rozkłada ręce i mówi: „bądź cierpliwa i wytrzymaj dopóki nie doczekasz się własnego mieszkania”. Jeszcze wytrzymuję, próbuję ją zadowolić we wszystkim, ale moje dziecko po prostu się jej boi.
Nie możemy zaprosić naszych przyjaciół nawet na kawę, bo teściowa zrobiłaby ogromną awanturę. Nie możemy też zamieszkać u moich rodziców, bo nie mają warunków. Zbieranie na wkład własny potrwa pewnie jeszcze ze dwa lata, a ja już nie wytrzymuję i nie wiem, jak to się skończy.



