W ogóle nie pamiętam mojego ojca, bo porzucił moją matkę siedem miesięcy po ślubie, a ja już przyszłam na świat, kiedy on był nie wiadomo gdzie. Teraz mam pięćdziesiąt dwa lata i przez cały ten czas ani razu go nie widziałam. Mama bardzo cierpiała po jego odejściu i mam wrażenie, że przez niego jej życie dalej się już nie układało tak, jakby mogło. W tym roku skończy 75 lat i dopiero po tym, jak przeszła na emeryturę była w stanie kupić sobie własne mieszkanie.
Po moich narodzinach mama chciała wrócić do rodziców na wieś, bo nie miała gdzie indziej się podziać. Jej ojciec nas jednak nie przyjął, bo uznał, że nieudane małżeństwo to grzech i wielki wstyd, dlatego nie pozwoli na to, aby swoim nieudanym życiem mama miała zniszczyć jego reputacje. Nie miałyśmy gdzie mieszkać, mama nie pracowała, więc nie miałyśmy za co żyć. Przyjęli nas obcy ludzie i pozwolili nam mieszkać w małym pokoiku w wiejskim domu. Mama pracowała rano jako sprzątaczka, a popołudniami dorabiała gdzie tylko się dało. Mnie zostawiała na całe dnie samą.
Kiedy poszłam do szkoły, mama dostała pracę sprzątaczki na lotnisku i przydzielono nam mieszkanie komunalne. Nasze szczęście nie znało granic. Praca mamy była ciężka, ale za to dobrze zarabiała i w porównaniu z tym, jak wcześniej wyglądało nasze życie, to naprawdę wówczas poziom naszej egzystencji zdecydowanie się podniósł. Moja mama wyszła ponownie za mąż po raz drugi dopiero, gdy miałam już jedenaście lat. Mój ojczym stał się dla mnie prawdziwym ojcem. Od dawna nie żyje, ale do dzisiaj wspominam go z czułością.
Jako dziecko ciężko przeżyłam rozwód rodziców, ale nauczyłam się jednego…
Od znajomych z mamą wiedziałyśmy, że mój biologiczny ojciec ponownie się ożenił i miał dwoje dzieci: syna i córkę. W tym roku uznałam, że chciałabym więc ich poznać, w końcu to moje jedyne rodzeństwo mimo, że nie byłam z nimi nigdy blisko, ba, nawet ich nie znałam! Jednak bardzo chciałam ich poznać. Udało mi się odnaleźć na początku brata, więc napisałam do niego i umówiłam się z nim na spotkanie.
Mieszkam w Krakowie, pracuję jako nauczycielka w przedszkolu. Z niecierpliwością czekałam na spotkanie, ciekawiło mnie, jakiego mam brata, ale teraz wiem, że byłoby lepiej, gdybym go nie odnalazła. Od razu powiedział, że przyjechał na spotkanie tylko dlatego, że ma w Krakowie kilka spraw do załatwienia, a ze mną zdecydował się spotkać tak przy okazji. Z wykształcenia jest dermatologiem i przez cały czas podkreślał, że jest dobrym specjalistą i wszędzie go cenią. Był bardzo zaskoczony faktem, że nie mam dobrego, wyższego wykształcenia i że jeszcze nie mam mieszkania na własność.
Nie opowiedziałam mu, jak wyglądało moje dzieciństwo, a on nie zapytał. Z rozmowy zrozumiałam, że on i jego siostra mieli inne życie, lepsze. Nie mam mu nic za złe, ale po co zgadzać się na spotkanie, skoro tak naprawdę nie chciał mnie poznać. Kiedy zapytałam, czy mój ojciec wie, że się ze mną spotkał odpowiedział: „Mówiłem mu, ale nie interesujesz go. Jesteś częścią życia, o którym chce zapomnieć”. Bardzo żałuję, że ich szukałam, teraz czuję się jeszcze gorzej – mniej potrzebna i niekochana wśród rodziny. Dobrze, że nie powiedziałam mamie o tym spotkaniu, bo też na pewno byłoby jej bardzo przykro.

