Bardzo martwię się o syna, który jest odrzucany przez swoich przyjaciół. Widzę, że cierpi, a ja nie mogę nic zrobić

Bardzo martwię się o syna, który jest odrzucany przez swoich przyjaciół. Widzę, że cierpi, a ja nie mogę nic zrobić

Być może przesadzam z moim problemem i go wyolbrzymiam, ale piszę to o 4 nad ranem, bo nie mogę spać. Martwię się bardz o mojego 13-letniego syna. Zawsze był bardzo miłym i towarzyskim chłopcem, który miał wokół siebie wielu przyjaciół. Zawsze jego wszyscy koledzy przychodzili do nas do domu i siedzieli do późna. Syn był bardzo szczęśliwy, kiedy miał taką rzeszę znajomych, bo od zawsze był bardzo towarzyską osobą.

Nigdy nie byliśmy bardzo bogaci, ale mogliśmy pozwolić sobie na robienie od czasu do czasu synowi drogich prezentów. Póżniej kupiliśmy sobie psa, który był dosyć duży i kiedy koledzy Artura przychodzili do nas, psiak do nich podbiegał, skakał po nich, chciał się bawić. Dzieci jednak zaczęły się tego bać i coraz rzadziej u nas przesiadywały, zwykle syn chodził do jakiegoś innego kolegi. Powoli wszyscy z nich rośli i już nie sam pies był problemem, a to, że syn nie miał własnego pokoju, a żaden z nich nie chciał siedzieć w salonie, bo wszystko było i widać, i słychać. Czuli się po prostu w takich warunkach nieswojo.

Zawsze mnie dziwiło, że moja mama nie miała żadnych przyjaciół, a teraz już rozumiem, z czego to wynikało

Po jakimś czasie syn nie stał się jakiś zamknięty w sobie. Nie przyprowadzał do domu żadnych kolegów, przyjaciele też przestali go do siebie zapraszać i coraz częściej spotykali się bez Artka. Widziałam, że kiedy się z nimi spotykał, był bardzo szczęśliwy, a kiedy nie – był smutny, nie chciał nawet za bardzo rozmawiać.

Z natury jestem bardzo silną kobietę i sama rozwiązuję wiele problemów, ale kiedy na niego patrzę, czuję się bardzo źle – jest mi smutno i nie wiem, jak mu pomóc. Dzisiaj rozmawiałam z nim o tym i powiedział, że jego dawni przyjaciele przechodzą obok naszego domu i nie wołają go, a sam, kiedy kogoś zapraszał do wspólnego spędzenia czasu był ignorowany albo mu odmawiano. Przez to coraz częściej siedzi przy komputerze, bo mówi, że tak przynajmniej mu się nie nudzi.

Nie mogę sobie znaleźć miejsca, bo czuję, że on cierpi. Rozumiem, że to głupie, ale nie mogę się powstrzymać, chociaż mam 36 lata i pewnie są gorsze rzeczy w życiu. Wszystkie ważne sprawy jednak bledną, gdy widzę smutek syna.

Proszę o radę, jak mogę mu pomoć?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + 1 =

Bardzo martwię się o syna, który jest odrzucany przez swoich przyjaciół. Widzę, że cierpi, a ja nie mogę nic zrobić