Jestem z prowincji, przyjechałam do Warszawy na studia i tutaj poznałam faceta. Cudownie się mną opiekował, dawał mi prezenty i ogólnie był dla mnie wspaniały. Pochodził z zamożnej rodziny, dzięki czemu na wszystko miał pieniądze, bo sam nie pracował. Mówił, że to tylko tak tymczasowo i niebawem coś znajdzie. Rzucił studia, ponieważ nie podobała mu się wybrana przez rodziców specjalność, więc póki co szukał czegoś dla siebie.
Wierzyłam mu i widziałam, że nie jest głupim facetem. Był oczytany, a poza tym naprawdę szukał jakiś fajnych studiów. Więc tłumaczył mi swoją tygodniową nieobecność. Po studiów dla siebie. Byłam bardzo zdenerwowana, że ten związek nie przetrwa próby czasu, ale udało się. Nasi rodzice się poznali, wszystko poszło gładko mimo tego, że zwykle mieszkańcy stolicy nie palą się do posiadania synowej z prowincji.
Mietek oświadczył mi się, gdy byłam dopiero na trzecim roku studiów. Nie chciałam jeszcze brać ślubu, tym bardziej mieć dzieci, ale ustąpiłam pod presją jego i jego rodziców. Moi rodzice odwiedzając przyszłych krewnych mówili, że nie powinnam przegapić takiej szansy. Mieszkam w stolicy, mam fajnego męża i dobrych teściów, więc czas na dzieci. Rodzice Mietka podarowali nam trzypokojowe mieszkanie. Wszyscy zachwycali się moim mężem, tylko nie moja przyjaciółka. Widziała go zaledwie dwa razy, ale powiedziała, że jest niewiarygodny i źle mu z oczu patrzy. Wtedy wydawało mi się, że mówi to z zazdrości.
Już po kilku miesiącach życia małżeńskiego zdałam sobie sprawę, że mój mąż jest uzależniony od alkoholu. Byłam już w ciąży i nie było mowy o rozwodzie. Teściowa uspokajała mnie i powiedziała, że pije pewnie z radości, że tak mu się poszczęściło z żoną, a w dodatku dziecko w drodze. Wtedy zrozumiałam, dlaczego tesciowie tak nalegali na szybkie małżeństwo – abym nie miała czasu poznać jego nałogu. Najwyraźniej też się powstrzymywał i wytrzymał aż do mojej ciąży.
Teraz mój syn ma już trzy lata. Cały czas mieszkam z mężem alkoholikiem. Teściowa jednak pomaga mi we wszystkim, nawet przekonała mnie, żeby nie rezygnowała z nauki, a ona w tym czasie opiekuje się dzieckiem. Kiedy powiedziałam, że postanowiłam się rozwieść, odpowiedziała: „Jeśli z nim zostaniesz, zrobię dla Ciebie wszystko. Przepiszę to mieszkanie na wnuka, będę pomagała finansowo, a po naszej śmierci wszystko będzie Twoje. Tylko go nie porzucaj, proszę!”. Mają jeszcze dwa mieszkania, duży domek, trzy samochody, a do tego własny, dobrze prosperujący biznes.
Nie odchodzę właśnie z powodu całego tego bogactwa. Bardzo mi żal mojej teściowej. Poza dobrem i pomocą nie widziałam u niej nic innego, a takie nieszczęście ją spotkało. Boi się, że kiedy odejdę, nie zobaczy już więcej wnuka. Nie mogę jej tak zrobić, ale na życie z osobą pijącą powoli też nie mam już siły.
Gdzie jest właściwe wyjście, powiedzcie mi? Moi rodzice nie są dla mnie doradcami, mówią tylko, żebym była cierpliwa. Wiem, że wstydziliby się, że gdybym rozwiodła, ponieważ już udało im się już pochwalić wszystkim, jak pomyślnie wyszłam za mąż.

