Uważam, że gdyby mężczyźni nie istnieli, to życie byłoby lepsze. Nienawidzę ich za wszystko, co mi zrobili

Uważam, że gdyby mężczyźni nie istnieli, to życie byłoby lepsze. Nienawidzę ich za wszystko, co mi zrobili

Kiedy byłam małą dziewczynką nie mogłam zrozumieć mojej ciotki, czyli siostry mamy, która była sama. Zawsze powtarzała, że nie chce mieć nic wspólnego z mężczyznami. Nie rozumiałam, o co jej chodzi – przecież chyba każdy marzy o wielkiej miłości? Oglądałam bajki i marzyłam o takim związku, jaki widziałam na szklanym ekranie. Potem, kiedy dorastałam to bardzo chciałam się podobać chłopcom, by któryś zwrócił na mnie uwagę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że kiedyś będę jak ciotka, ale to jaka się stałam, to tylko i wyłącznie zasługa mężczyzn.

W technikum poznałam Karola. To był mój pierwszy chłopak, byłam w nim szaleńczo zakochana. Marzyłam o szybkim ślubie, bo na co było czekać? Chciałam z nim stworzyć rodzinę i wydawało mi się, że to idealny kandydat na ojca i męża. Kiedy skończyliśmy oboje po 20 lat, mój sen w końcu się ziścił – wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy razem w wynajmowanej kawalerce. Na początku wszystko było w porządku, oboje pracowaliśmy, ja głównie zajmowałam się domem, a Karol dorabiał sobie w drugiej pracy, dzięki czemu starczało nam na życie. W pewnym momencie nagle zmienił się, stał się bardzo nerwowy. Myślałam, że może ma jakieś problemy w pracy i to minie, ale niestety, później było tylko gorzej.

Zaczął szukać sobie powodów, by móc na mnie wyładować swoją złość. Kiedy tylko coś mu się nie spodobało krzyczał na mnie i wyzywał od najgorszych, ale też zaczął podnosić na mnie rękę. Wystarczyło, że źle według niego powiesiłam zasłonę, by mnie pobić. Raz spóźniłam się z pracy, bo akurat szef nas zatrzymał, trzeba było coś zrobić na już. Gdy tylko weszłam do mieszkania, mąż złapał mnie za włosy i nazwał dziwką, a potem moją głową zaczął uderzać o ścianę. Uważał, że się spóźniłam pewnie dlatego, bo umówiłam się na schadzkę z kochankiem, więc zasługiwałam na karę. Pamiętam, że obudziłam się na podłodze zalana krwią. Męża nie było w pobliżu, więc szybko wybiegłam z mieszkania bo bałam się, że może wróci i jeszcze mnie zabije. Kiedy sąsiadka zobaczyła mnie w takim stanie, wezwała karetkę i okazało się, że mam złamaną kość biodrową, nos i jeszcze kilka innych urazów. Przez strach w pierwszej chwili nawet nie czułam bólu, bo bardziej bałam się tego, co ten psychopata może mi jeszcze zrobić.

Po wyjściu ze szpitala nie miałam się gdzie zatrzymać, dlatego wróciłam do domu rodziców na wieś. Złożyłam już wtedy pozew o rozwód, co dla moich rodziców było wielkim problemem, bo jak to, rozwódka, już przez jakiegoś faceta zmacana, „zużyta”, kto taką będzie chciał. Oni od razu zapowiedzieli, że mogę u nich się zatrzymać co najwyżej na 2-3 miesiące, bo nie zamierzają dokładać pieniędzy do kolejnej „gęby”. Kiedy przebywałam na wsi, zainteresował się mną syn sąsiadki. Facet nie był najgorszy, miał fach w ręku, w sumie kiedyś go nawet lubiłam. Zaczął mnie wyciągać na spacery, pocieszać i mówić, że wszystko się ułoży. Zbliżaliśmy się do siebie, a z czasem widać było, że on naprawdę o mnie zabiega. Szczerze mówiąc nie planowałam wchodzić w jakikolwiek związek i to tak szybko po tym, jak zakończył się mój ostatni, ale stwierdziłam, że tutaj chyba nie ma czego się obawiać. Kiedy więc Mirek się oświadczył, zgodziłam się.

Ciotka będąc u nas w gościach powiedziała, że mieszkanie, które podarowali nam moi rodzice jest brzydkie, ja z kolei byłam za chuda i przez to w przyszłości na pewno urodzę niepełnosprawne dzieci. Co za bezczelność!

Przez pierwsze 3 lata było idealnie – urodziłam dwoje dzieci, nie pracowałam, bo byt na zapewniał Mirek i w sumie nie było takiej potrzeby. Dobrze zarabiał jako ślusarz, a ja lubiłam zajmować się dziećmi i domem. Później coraz częściej mąż zaczął popiijać alkohol, zawsze znalazł sobie ku temu jakąś okazję. Kiedy chciałam z nim o tym porozmawiać mówił, że jakoś musi się odstresować, ale mam się nie martwić, bo on to kontroluje i nie pije przecież codziennie. Niestety, były to tylko słowa. Mirek szybko zaczął się staczać. Bywało tak, że ludzie dzwonili do mnie, że leży pijany i zasikany w rowie, żebym go wzięła do domu, bo inaczej jeszcze zamarznie. Musiałam więc zostawić dzieci i biec po niego, sama tachając go do domu. Mirek nie bił mnie ani dzieci, ale robił równie okropne dzieci. Z czasem z naszego domu zrobił melinę, schodzili się tutaj różni jego kolesie od kieliszka. Nierzadko bywało, że próbowali mnie obmacywać, jeden nawet próbował mnie zgwałcić, ale mąż twierdził, że to moja wina, bo ich prowokuję. Wtedy też uznałam, że nie ma na co czekać i uciekłam z dziećmi.

U rodziców nie miałam czego szukać – uważali, że to moja wina, bo Mirek był dobrym chłopakiem, tylko najwidoczniej nie mógł wytrzymać z kimś takim jak ja, dlatego zaczął pić. W ogóle we wsi byłam wrogiem, bo raz już rozwiedziona, więc to na pewno musiała być moja wina. Wróciłam do miasta, ale nie miałam gdzie mieszkać, a miałam dwoje małych dzieci. Zwróciłam się po pomoc do organizacji pomagającej samotnym matkom, a tam skierowano mnie do specjalnego ośrodka, gdzie przydzielono nam pokój. Dzięki pomocy pracującym tam ludziom udało mi się znaleźć pracę. Pracowałam, podczas gdy dzieci były w żłobku czy przedszkolu i odkładałam pieniądze na usamodzielnienie się. Po 1,5 roku w końcu uzbierałam odpowiednią kwotę i udało mi się wynająć mieszkanie. Było mi naprawdę ciężko i jeszcze długie lata mało spałam, dużo pracowałam i robiłam wszystko, by stanąć na nogi, ale w końcu to się udało.

Teraz jednak odczuwam wstręt do mężczyzn. Jak mogli mnie tak podle traktować? Nie zrobiłam im nic złego, a na lata zniszczyli moją psychikę, sprawili, że cierpiałam i z dnia na dzień zostałam sama ze wszystkim. Nienawidzę mężczyzn i gdybym mogła, to usunęłabym ich z tego świata. Nie są nic warci i potafią tylko krzywdzić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + 18 =

Uważam, że gdyby mężczyźni nie istnieli, to życie byłoby lepsze. Nienawidzę ich za wszystko, co mi zrobili