Z mężem jesteśmy od około trzech lat i przez te wszystkie lata nawet przy najmniejszej sprzeczce potrafi powiedzieć do mnie: „to wynoś się z mojego domu!”. Potem przeprasza, mówi, że już nigdy czegoś takiego nie powie, ale nie mija jakiś czas, a ja znowu słyszę te słowa pod moim adresem.
Czas mijał i urodziłam nasze dziecko. Nawet wtedy, zaledwie dwa tygodnie po porodzie, tak się do mnie odniósł. Pokłóciliśmy się o teściową, która zadzwoniła i zapytała, dlaczego do niej nie przyjeżdżamy mimo tego, że dobrze wiedziała, że ledwo co urodziłam. Dla niej to jednak była świetna okazja do tego, by obarczyć mnie winą i zaczęła się nakręcać, że pewnie nastawiam jej syna przeciwko niej. Zdenerwowana podniosłam na nią głos i powiedziałam, że się myli i nie robię tego, o co mnie oskarża, a ona obraziła się i natychmiast zadzwoniła do mojego męża. Zaczęła się mu żalić, że źle ją potraktowałam i że w ogóle jestem okropna.
Mąż wściekły wrócił do domu, nawet nie chciał za bardzo rozmawiać. Chwycił moją torebkę z dokumentami, wrzucił mi tam telefon i powiedział: „wynoś się, to koniec!”. Udawałam, że się ubieram, to zresztą środek zimy, więc nie mogłam wyjść na zewnątrz nieubrana. Myślałam jednak, że zanim się ubiorę, to on sobie trochę przemyśli swoję postępowanie i jednak mnie zatrzyma. On widząc jednak, że ubieram kurtkę, dobiegł do mnie i zaczął ją ze mnie zrywać, a następnie powiedział: „koniec, pójdziesz tak jak stałaś, na nic sobie nie zasłużyłaś! Siedzisz tylko na macierzyńskim, a te rzeczy ja Ci kupiłem, leniwa krowo!”. Wściekłam się i powiedziałam mu: „sam się wynoś, urodziłam dopiero co nasze dziecko i nigdzie nie pójdę! Co, dziecko też wyrzucisz na ulicę, bo coś nie spodobało się Twojej mamusi?”. Mąż wtedy nic nie powiedział, tylko poszedł do sypialni. To, jak mnie potraktował jest bardzo bolesne, tamtego wieczoru płakałam kilka godzin, ale wiedziałam, że muszę się jakoś trzymać dla naszego dziecka.
W głębi duszy wiem, że tak dalej być nie może, bo mąż w końcu wyrzuci mnie z mieszkania. Tak, jest tylko jego, odziedziczył je jeszcze przed naszym ślubem, ale czy to powód do tego, by tak mnie traktować? Poza tym trwam w tym dlatego, że nie mam dokąd pójść. Moi rodzice sami mieszkają na 20 metrach kwadratowych, więc jak miałabym tam zamieszkać jeszcze ja i to z dzieckiem? To też wykorzystuje mój mąż, bo wie, że nie będę miała się gdzie podziać, dlatego używa tego jako metodę dla tego, abym się mu podporządkowała.

