Z mężem robiliśmy naprawdę wszystko, aby wychować córkę na dobrego człowieka. Zawsze mieliśmy dla niej czas, pomagaliśmy jej w edukacji i naprawdę staraliśmy się, aby niczego jej nie brakowało. Niestety, po latach okazuje się, że i tak zrobiliśmy coś źle, bo Magda wcale nie jest dobrym człowiekiem.
Córka jest już dorosła, w tym roku skończyła 24 lata. Jest niezależna, mieszka sama w wynajmowanym mieszkaniu. Znalazła dobrą pracę i można powiedzieć, że nawet dobrze radzi sobie w tym dorosłym życiu. Czasami dzwonię do niej, żeby zapytać co u niej, jak się miewa, czy ze zdrowiem wszystko u niej w porządku. Córka nie chce ze mną rozmawiać, bo nie ma dla mnie czasu i takie rozmowy trwają nie kilka minut, a co najwyżej kilka sekund. Zwykle odpowiada mi tylko: „tak mamo, wszystko w porządku… Nie mam już czasu, to pa, do następnego”.
Gdyby wiedziała, jak bardzo boli mnie to, że podchodzi do mnie z taką ignorancją i że nie ma dla mnie nawet chwili, to może inaczej by mnie potraktowała, chociaż sama nie wiem… Wydaje mi się, że za bardzo jest skupiona na sobie. Naprawdę, kiedy bym nie zadzwoniła, ona nie może poświęcić mi tych kilku minut, bo albo wykręca się pracą, albo tym, że akurat jedzie autobusem i nie może rozmawiać, a kiedy jest już w domu, to jest akurat bardzo zmęczona i też nie może. W weekend albo śpi do południa, albo się gdzieś bawi, więc też nie ma czasu.
Córka sama nigdy do mnie nie zadzwoni, to znaczy nigdy bezinteresownie. Kiedy czegoś chce to owszem, zna numer i znajduje czas, żeby zadzwonić. Wtedy nawet pyta, co u nas, jak nasze zdrowie, a na koniec prosi o zrobienie przelewu na kilkaset złotych, bo mimo tego, że dobrze zarabia, to też dużo wydaje na swoje zachcianki i zawsze jej brakuje do wypłaty. Zastanawiam się, czy gdyby nie potrzebowała co jakiś czas pieniędzy, to czy w ogóle by nie dzwoniła? Jest mi tak bardzo przykro, że nie potrafię tego nawet wyrazić słowami. Prosiłam ją już tyle razy, żeby sama dzwoniła, ale ona twierdzi, że nie ma nic do powiedzenia, a ja chcę ją po prostu usłyszeć.

