Mieszkamy z mężem i dzieckiem w domu jego rodziców. Relacje z teściem mam dość dobre, czasami nawet porozmawiam z nim sobie od serca. Niestety, to bardzo irytuje teściową, chociaż to i tak najmniejszy problem w tej całej sytuacji. Właściwie to ona jest jedynym problemem. Czepia się wszystkiego. A to według niej źle umyłam podłogę, źle wyprasowałam koszule, niesmacznie gotuję, choć mój mąż uważa inaczej, albo wymyśla inne rzeczy, w których jestem według niej najgorsza.
Teściowa nieustannie ingeruje w mój związek z mężem i próbuje udzielać rad, o które nikt ją nie prosi. Regularnie też próbuje nastawić męża przeciwko mnie. Naprawdę, moje życie to istne piekło, bo żyję w atmosferze ciągłych pretensji, poniżań i wyzwisk. Naprawdę się staram zadowolić moją teściową, ale jest to nierealne, bo problem nie leży w tym, co i jak robię a jedynie w tym, że ona po prostu mnie nienawidzi.
Próbowałam rozmawiać z mężem na ten temat, ale on odpowiada: – Daj spokój mojej matce! Ona chce jak najlepiej, poza tym uważam, że w sumie jeszcze wielu rzeczy mogłabyś się od niej nauczyć. – Tak, chyba tego, jak zadręczać bliskich – myślę sobie.
Nawet w dzień wolny powinnam wstawać według niej o 6 lub 7 rano, sprzątać, gotować i ścielić łóżko jak od linijki, bo inaczej nie jestem dobrą gospodynią. W ostatnią sobotę chciałam się wyspać, bo miałam naprawdę ciężki tydzień w pracy. Niestety, moje plany się nie powiodły, bo teściowa od rana specjalnie tak tłukła garnkami w kuchni, że o 6 byłam już na nogach. Według niej nie mam prawa spać w dzień wolny do tak późnych godzin i tyle.
Nasze dziecko ma 6 lat i aktualnie przygotowujemy je do szkoły. Zaczęła więc krytykować szkołę, którą wybraliśmy, bo uważa, że są lepsze, a w tej niczego dobrego się nie nauczy.
Kiedyś poprosiliśmy ją, by wieczorem zaopiekowała się naszym synem, a sami pojechaliśmy do znajomych. Potem nasłuchałam się, że jestem złą matką, bo włóczę się po gościach, zamiast zajmować się dzieckiem. Oczywiście narzeka też na to, że śmiem mieć jakiekolwiek znajome, ponieważ według niej to mnie rozprasza i sprawia, że jeszcze gorzej wykonuję swoje obowiązki domowe.
Rozumiem, że wiele rodzin ma podobną sytuację, gdzie matka nienawidzi synowej, ale zazdroszczę mojej przyjaciółce, która ma idealne relacje z teściową. Wspierają się nawzajem, dzielą się sekretami i po prostu są dla siebie jak bliskie osoby.
Przez ciągłe nerwy coraz częściej mam migreny i przestałam sypiać z mężem, a teściową to chyba cieszy.
Zbieramy na własne mieszkanie, ale nie mogę już wytrzymać tej atmosfery, więc zaproponowałam mężowi przeprowadzenie się do wynajętego mieszkania. Mąż stwierdził, że to bez sensu i nie będzie wyrzucał pieniędzy w błoto. Ja już tak nie mogę i coraz częściej pojawia się u mnie myśl o zabraniu dziecka i ucieczce z tego piekła, tylko obawiam się, że teściowa znajdzie sposób na odebranie mi syna, a tego bym chyba już nie przeżyła.

