Uważa się, że dzieci są szczęściem, a w wielodzietnej rodzinie jest dużo miłości. Być może, ale nie w moim przypadku. Rzadko kiedy matka mówiła mi coś miłego i była wobec mnie specjalnie czuła. Jestem najstarszym dzieckiem, mam trzech młodszych braci i dwie młodsze siostry. Matka miała dla mnie specjalne zadanie.
Chcę opowiedzieć o moim dzieciństwie, a w zasadzie jego braku. Bardzo szybko musiałam zacząć pomagać mamie, przez co nie miałam dla siebie prawie wcale czasu. Opiekowałam się rodzeństwem, pomagałam w kuchni, sprzątałam, czyściłam buty i robiłam pranie. Taki był każdy mój dzień, a im byłam starsza, tym więcej obowiązków spadało na moje barki.
Po kilku latach przeprowadziliśmy się z bloku do wolnostojącego domu. Wtedy zmartwień i rzeczy do zrobienia było jeszcze więcej, bo od tego czasu do zrobienia były nie tylko rzeczy w domu, ale też i w ogrodzie. W wieku 19 lat potrafiłam już wszystko. Umiałam gotować, sprzątać, prać, prasować, krochmalić, pielić grządki, przycinać żywopłoty, cerować, szyć ciuchy, a nawet byłam w stanie dokonać drobnych napraw, kiedy coś się zepsuło w domu.
Przez te wszystkie obowiązki nie bardzo miałam czas na naukę i najpierw musiałam zadbać o to, żeby młodsze rodzeństwo odrobiło swoje lekcje, a dopiero potem zabierałam się za swoje. Ciągle brakowało mi czasu, zwłaszcza w szkole średniej. Czasami wydawało mi się, że rodzice specjalnie powierzali mi tyle zadań, abym nie miała czasu na naukę. Tuż po maturze nie udało mi się pójść na studia. Egzamin dojrzałości napisałam słabo i nigdzie się nie dostałam.
Mama chciała, żebym poszła na Uniwersytet Pedagogiczny i wyuczyła się na nauczycielkę, ale ja nie lubię dzieci. Po tylu latach opieki nad młodszym rodzeństwem nie chciałam już nigdy opiekować się żadnym dzieckiem.
Rok później poprawiłam maturę i złożyłam dokumenty na uniwersytecie w Gdańsku, aby być jak najdalej domu rodzinnego. Może to zabrzmi samolubnie, ale chciałam mieć w końcu spokój.
Czytaj też: Dwie najbliższe osoby wbiły mi nóż w plecy i sprawiły, że zostałam zupełnie sama
Specjalnie zaczęła szukać mieszkania i pracy w Gdańsku po ukończeniu studiów. Mimo tego, że bracia i siostry już podrośli i byli samodzielni, to wiedziałam, że jeśli wrócę do domu, to znowu wszystko będzie na moich barkach.
Od czasu do czasu pomagam rodzicom finansowo. Minęło już 14 lat od ukończenia studiów. Mam faceta, ale nie chcę brać z nim ślubu, obojgu nam odpowiada taki nieformalny związek. W wieku 35 lat okazało się, że mam raka i usunięto mi macicę, nie mogę więc mieć dzieci. Niejedna kobieta pewnie by płakała z tego powodu, a ja się cieszę. Nigdy więcej nie chcę mieć pod opieką żadnego dziecka.

