Nie mam nic przeciwko kobietom, które mają dzieci z poprzedniego związku i nigdy nie uważałem, że szukają one tatusia dla swoich pociech. Kiedy więc poznałem samotną matkę uznałem, że warto spróbować.
Sytuacja miała miejsce w tym roku. Martę poznałem w kawiarni i od razu mi się spodobała. Od razu uczciwie powiedziała mi, że ma już 6-letniego syna. Po kilku tygodniach poznałem tego jej syna i wtedy już było dziwine, bo ten dzieciak patrzył na mnie wilkiem.
Pewnie wiele z Was myśli sobie, że taki dzieciak to niewinna istota i na pewno nie potrafi być zazdrosny jak dorosły. A ja Wam powiem, że nic bardziej mylnego! Taka zazdrość jaka pojawiła się u niego jest rzadko spotykana nawet u dorosłych. Myślę, że z tego powodu wynikała większość problemów, bo chłopiec robił wszystko, aby zniweczyć szanse matki na jakikolwiek związek. Symulował chorobę, aby matka nie wychodziła z domu na randkę ze mną albo wpadał w szał i histerię na mój widok, jakby zobaczył jakiegoś potwora. W dodatku nieustannie kłamał na mój temat i oczerniał mnie w oczach mojej ukochanej.
Miałem nadzieję, że to wszystko minie kiedy chłopak się do mnie przyzwyczai, ale niestety nie – chłopiec nie zmienił swojego postępowania. Nie poddawałem się jednak i próbowałem z nim nawiązać jaką relację. Dawałem zabawki w prezencie, zabierałem na pizzę lub lody, kupowałem ciekawe książki. Rzeczy, które mu dawałem już po tygodniu były zniszczone a on udawał, że nie wiem, jak to w ogóle się stało.
Próbowałem być z Anką, ale było tylko gorzej. Dzieciak traktował mnie jak totalnego wroga i nie dość, że robił wszystko by matka nie wychodziła na randki, to kiedy spotykałem się z nią u nich w domu nie opuszczał nas ani na sekundę i pilnował jak jakiś strażnik, abym nie zbliżył się za bardzo do jego matki, bo inaczej krzyczał w niebogłosy.
Chłopak mnie nie słuchał, robił wszystko na przekór. Pewnego ranka poplamił moją wyprasowaną koszulę atramentem i nie dało się już jej doprać, więc musiałem go wyrzucić. Chciałem go za to postawić w kącie, ale matka krzyczała na mnie i powiedziała, że nie mam prawa karać jej dziecka, bo nie jestem jego ojcem. Zresztą jej zdaniem nie można w żaden sposób karać dzieci, tylko tłumaczyć, że dane postępowanie nie było w porządku i cierpliwie czekać, aż to zrozumie.
W końcu miałem dość i po kilku miesiącach się rozstaliśmy, bo naprawdę, ciężko tak żyć. Mam dość. Lepiej być samemu niż próbować stać się częścią rodziny, w której mnie i tak nie chcieli.

