Ufam bardziej mężowi, niż mojej przyjaciółce z dzieciństwa. Jedna sytuacja szczególnie mi to udowodniła

Ufam bardziej mężowi, niż mojej przyjaciółce z dzieciństwa. Jedna sytuacja szczególnie mi to udowodniła

Z mężem jesteśmy razem od 6 lat. Oczywiście nie ma między nami już tej szalonej miłości i patrzenia przez różowe okulary co na początku, ale przez lata zbudowaliśmy szczęśliwy, normalny związek oparty na trosce i zaufaniu. Przez te sześć lat staliśmy się dla siebie naprawdę bliskimi sobie ludźmi.

Mieliśmy już kryzys, podczas którego podjęliśmy prawie decyzję o rozwodzie, ale na szczęście jakoś to przezwyciężeliśmy. Zaczęliśmy szczerze rozmawiać o emocjach, o tym, co nam przeszkadza i poradziliśmy sobie z najgorszym. Nie obrażamy się teraz na siebie ani nie obrzucamy pretensjami, nie ma między nami cichych dni bo od razu mówimy, co nam leży na sercu i dzięki tej szczerości jesteśmy wciąż ze sobą. Uważam, że jeśli małżeństwo jest bliskie rozpadowi, to trzeba spróbować porozmawiać otwarcie, bez niedomówień i podwójnego znaczenia. Wszystko albo w końcu się i tak rozpadnie, albo wręcz przeciwnie, wszystko wróci do normy. Głównym czynnikiem jest umiejętność słuchania, a raczej wykazywanie tej chęci w rozmowie z długim człowiekiem i interesowanie się tym, co czuje.

W zeszłym tygodniu w poniedziałek wieczorem przy kubku herbaty mąż zaczął mi mówić o tym, że moja przyjaciółka (ta sama przyjaciółka z dzieciństwa, o której myślałam, że jest mi wierna i że jest ze mną uczciwa) podrywa go. Myślałam, że to jakiś żart albo mój mąż coś źle zrozumiał, ale powtórzył to drugi raz, nakreślił sytuację i ja mu wierzę. Automatycznie po tej sytuacji wykreśliłam ją z mojego życia.

Jeszcze tego samego wieczora do męża ktoś dzwonił, jak się potem okazało, to moja przyjaciółka. Tłumaczyła mu, że zepsuł się jej kran czy coś podobnego i potrzebuje pomocy. Mąż dał na głośnomówiący, abym wszystko słyszała. Kiedy mąż zaczął odmawiać, powiedziała: „słuchaj, w sumie to tylko pretekst, bo pomyślałam, że mógłbyś wpaść, spędzilibyśmy miło czas. Jestem lepsza od Maryśki, ładniejsza, nie żałowałbyś”. Byłam w szoku. To tylko potwierdziło mi, że mężowi można zaufać i że jest ze mną szczery.

Człowiek sobie żyje i myśli, że ma dobrą przyjaciółkę, a ta gdyby tylko mogła, odbiłaby mi męża… Ludzie potrafią być bardzo fałszywi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × trzy =

Ufam bardziej mężowi, niż mojej przyjaciółce z dzieciństwa. Jedna sytuacja szczególnie mi to udowodniła