Znalazłam miłość życia na stronie randkowej, ale nie mogę z nią być. Jak mam dalej żyć?

Znalazłem miłość życia na stronie randkowej, ale nie mogę z nią być. Jak mam dalej żyć

Mam 46 lat, mieszkam w małym mieście. Wyglądam zwyczajnie, mam może kilka dodatkowych kilogramów, a tak to niczym się nie wyróżniam. Z bliskiej rodziny mam tylko dwie córki i starą mamę. Starsza córka jest już dorosła, mieszka w Poznaniu, a młodsza jeszcze uczy się w liceum. Jestem wdową już od 5 lat, wtedy zmarł mój mąż. Przez cały ten czas wchodziłam w jakieś krótkie relacje z mężczyznami, ale żadna z nich nie przerodziła się w coś poważniejszego.

Prowadzę własną firmę, która zajmuje dużo czasu, zabiera mi nawet czas wolny. Czasami brakuje mi momentu, aby poświęcić go młodszej córce, chociaż bardzo się staram bo wiem, jakie to ważne w przypadku nastolatki. Czas ucieka, a tuż za rogiem 50 urodziny, przez co coraz częściej myślałam o tym, że już zawsze będę sama. Córki ułożą sobie życie, mama umrze, a ja będę sama. Postanowiłam więc to zmienić i założyłam sobie konto na jednym z serwisów randkowych. Była we mnie jakaś nadzieja, a nawet niejasne przeczucie, że szczęście się do mnie uśmiechnie. Nie opublikowałam swojego zdjęcia bo bałam się, że znajomi mnie zobaczą i się o wszystkim dowiedzą. Przeglądałam wiele kont różnych mężczyzn, ale jakoś żaden nie wpadł mi w oko. Na początku odzywali się do mnie jakieś niedorajdy, analfabeci niepotrafiący sklecić dobrze zdania, albo jacyś wariaci. Zaczęłam już mieć wątpliwości, czy to w ogóle ma sens.

Ale na początku jesieni wydarzył się cud. Ten facet napisał pierwszy. Na zdjęciu był przystojny mężczyzna o poważnym wyglądzie, wyraźnie starszy ode mnie. Pochodził z innego miasta położonego nad morzem. Szybko zaczęłam z nim korespondować. Z rozmowy wyczułam, że jest inteligentny, ma niezwykłe poczucie humoru i naprawdę dobrze mi się z nim pisze.

Teraz ponownie czytam naszą korespondencję i zastanawiam się, jak to wszystko się stało. Każdy nowy dzień zaczynałam od pisania z moim nowym przyjacielem. Tydzień później zaczęliśmy rozmawiać przez telefon. Jakiż miał głos! Taki aksamitny, seksowny. Mogłabym go słuchać godzinami.

Rozmawialiśmy ze sobą codziennie, nawet do czterech godzin non stop. Rozmowy dotyczyły wszystkiego, w tym tych najbardziej osobistych tematów. Stopniowo dowiadywałam się o nim coraz więcej szczegółów. Okazuje się, że jest pisarzem, który pisze książki i artykuły z zakresu ekonomii. Od pół roku mieszka sam, bo żona zostawiła go dla innego mężczyzny. Nie ma dzieci. Ma problemy zdrowotne, które pojawiły się u niego po wypadku samochodowym, dlatego rzadko wychodzi z domu. Ma jednak gosposię, która u niego sprząta, robi zakupy i gotuje, więc jest mu lżej, jeśli chodzi o obowiązki domowe.

Na takich rozmowach minęły nam 3 miesiące. Czułam, że zakochałam się w nim jak nastolatka, po uszy. Nie sądziłam, że w moim wieku można zakochać się tak w mężczyźnie, którego widziało się tylko na zdjęciu. Wtedy postanowiłam, że nadszedł czas, by się spotkac i uznałam, że pojadę do niego. Trochę się wahałam, bo to jednak obce miasto, nieznany mężczyzna, ale co tam – tak bardzo chciałam zobaczyć go na żywo, przytulić! Powiedziałam mu o tym i uznaliśmy, że najlepszą datą na mój przyjazd będzie Sylwester. Wejście w Nowy Rok będzie takie ekscytujące!

W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień spotkania. Wydarzyło się chyba wszystko, co mogło: radość, łzy, rozmowy, seks. Wszystko było w porządku, okazał się być jeszcze cudowniejszy, niż mi się wydawało. Widziałam też, że również nie jestem mu obojętna. Jedyne, co mnie zasmuciło to fakt, że jednak jest bardziej schorowany, niż sobie wyobrażałam.

Tydzień z nim minął jak jeden dzień, całą noc z nim płakałam, bo nie chciałam się rozstawać. Wcześnie rano, cała zapłakana i spuchnięta od płaczu wróciłam do domu. Znowu codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Po powrocie pogadałam z moją przyjaciółką lekarką o nim i o jego stanie. Powiedziała, że jeśli pójdzie na rehabilitację, to na pewno jego stan się poprawi, ale potrzeba czasu i wielu ćwiczeń. Nie wiem, czy zdołam mu pomóc i wesprzeć – w końcu mieszkam w innym miescie i za krótko go znam, by dla niego się wyprowadzać na drugi koniec kraju. Uznałam więc, że lepiej będzie to skończyć.

Przestałam odbierać od niego telefony, pisać do niego, odczytywać wiadomości. Dopiero po tygodniu napisałam mu, że musimy zakończyć ten związek. Nic nie odpowiedział i przestał dzwonić. Od miesiąca nie rozmawiamy. Serce mi pęka, tak jak pewnie jemu i każdej nocy płaczę cicho, żeby moja córka nie słyszała.

Doradzcie, jak żyć?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + 8 =

Znalazłam miłość życia na stronie randkowej, ale nie mogę z nią być. Jak mam dalej żyć?