Narzeczona odeszła ode mnie, gdy uległem poważnemu wypadkowi. A ja wciąż ją kocham

Narzeczona po tym jak miałem wypadek zamiast wesprzeć mnie, odeszła ode mnie

Wciąż trudno mi o tym pisać. Z jednej strony cieszę się nawet, że tak się stało, z drugiej zaś ciągle w głębi duszy to przeżywam i zastanawiam się, jak w ogóle można być takim człowiekiem? Wolę być jednak sam, niż być z osobą, która jest z kimś tylko na dobre, ale już nie na złe. Pewnie gdyby nie w tym momencie, to moja narzeczona rzuciłaby mnie w innej sytuacji, więc może lepiej, że doszło do tego wcześniej, niż później.

Kochałem Julitę i myślałem, że ona też mnie kocha. Mieliśmy się pobrać w lutym 2020 r. Mieliśmy już wyznaczoną datę ślubu, ja kupiłem już garnitur, a ona miała piękną sukienkę. Zaproszenia zostały wydrukowane, sala zarezerwowana, didżej zaklepany.

Niestety w listopadzie 2019 r. spadłem z dachu. Pracowałem jako kominiarz i jak co dzień wspiąłem się na dach, by oczyścić komin. Był to wczesny poranek i panował lekki mróz, a do tego naprawdę mocno wiało. W pewnym momencie poślizgnąłem się, straciłem równowagę i poleciałem z trzeciego piętra na chodnik. Okazało się, że złamałem kręgosłup lędźwiowy. Od tego czasu nie ruszam nogami, nie mam w nich też czucia. To cud, że w ogóle żyję.

Kiedy byłem w szpitalu, moja ukochana przyszła do mnie może ze trzy razy i ani razu więcej, a potem już jej nigdy więcej nie widziałem. Przekazała mi tylko krótki list przez pielęgniarkę, w którym napisała, że chce przełożyć ślub. Wiedziałem już, co to znaczy. To koniec. Mimo wszystko potem próbowałem jeszcze się do niej dodzwonić, ale nie odbierała. Nie było już z nią żadnego kontaktu.

Nie szukam jej w mediach społecznościowych, bo boję się ją zobaczyć.

Od tego czasu minęło już kilka lat, a ja ciągle żywo to wspominam. Czasami myślę sobie, by zobaczyć, jak teraz wygląda, wyszukać jej w mediach społecznościowych, ale w sumie boję się tego, że to jeszcze bardziej zaboli.

Jeśli chodzi o mnie, teraz mam się już dobrze i żyje mi się całkiem nieźle. Nie chcę już więc ożywiać tego, co było… Pogodziłem się z wypadkiem, zmieniłem branżę i zarabiam teraz nawet lepsze pieniądze. Jedynie w życiu uczuciowym mi się nieszczególnie układa, ale to nie jest aż takie ważne.

W głębi duszy wciąż jeszcze kocham tę, z którą miałem brać ślub, ale wiem, że muszę się z tego wyleczyć, chociaż to dziwne uczucie, które ciężko zwalczyć. Kocham i nienawidzę jej jednocześnie, co brzmi niedorzecznie, ale tak jest. Dlatego wybieram się na terapię, aby sobie z tym poradzić.

Czasami czuję się bardzo samotny i chciałbym mieć kogoś, ale potem sobie myślę, że lepiej być samemu, niż z kimś takim jak ona… Nie jest łatwo żyć w pojedynkę. Tylko, gdzie w ogóle miałbym szukać drugiej połówki?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − 7 =

Narzeczona odeszła ode mnie, gdy uległem poważnemu wypadkowi. A ja wciąż ją kocham