– Mamo, dlaczego nie jestem podobny do taty? Może on wcale nie jest moim tatą? – 8-letni Marcinek zapytał swoją mamę przy obiedzie.
Ojciec odsunął nagle talerz i nerwowo spojrzał na żonę. Kobieta zalała się czerwonym rumieńcem, a potem zapytała syna:
– Czemu tak uważasz? Ktoś Ci coś powiedział?
– A to ważne? Najważniejsze, że nie jesteśmy do siebie podobni z tatą.
– Nie opowiadaj takich głupot, przecież mamy dużo wspólnych cech, czy to charakteru, czy wyglądu. O, na przykład nasze nosy, są podobne, prawda? – powiedział ojciec.
– Tak, i oczy też! – ucieszył się chłopiec.
– W tej chwili powiedz, kto Ci naopowiadał takich głupot! – krzyknęła mama chłopca.
– Przestań na niego krzyczeć! Myślę, że Ty dobrze wiesz, kto to zrobił – szepnął mężczyzna.
– Nie ufasz mi? – kobieta ciągle była zdenerwowana.
– Ufam, ale czemu się tak denerwujesz?
– Bo nie mogę znieść słuchania takich głupot! Jeśli mnie o coś podejrzewasz, to znaczy, że tak naprawdę mnie nie kochasz – rozpłakała się żona.
– Przestańcie się kłócić, proszę! – krzyknął syn.
– Dobrze, więc powiedz, skąd wzięło się u Ciebie to pytanie – poprosił spokojnie ojciec.
– Żebyśmy byli tacy sami, potrzebuję Twoich narzędzi, szczególnie gwoździ i młotka.
– Po co?
– Zepsułem dzisiaj krzesło babci. Powiedziała, że w ogóle jestem do Ciebie niepodobny, bo ja wszystko psuję, a Ty wszystko zawsze jej naprawiasz, więc chcę być taki jak Ty.

