Mój ojciec opuścił moją matkę i mnie, kiedy jeszcze byłam w jej brzuchu. Całe życie żyłam bez ojca i to odbiło się na mnie. Widziałam, jak rodzice innych dziewcząt kupują im różne zabawki, bawią się z nimi i opiekują się nimi. Zawsze im zazdrościłam. Kiedy wyszłam za mąż, powiedziałam mężowi, że w związku chcę uzyskać opiekę i uwagę. W końcu tego wszystkiego nie otrzymałam od mojego ojca. Wydawało się, że mój mąż od razu wszystko zrozumiał.
W pierwszym roku życia po ślubie opiekował się mną, dawał prezenty i zachwycał każdego dnia. Ale rok później czasami zaczął przekraczać granicę. Zaczął czepiać się moich manier, mojego charakteru i uczył mnie żyć. Zawsze chodziliśmy razem na zakupy. Wybierał mi ubrania, mimo że ja za nie płaciłam. Pewnego dnia, kiedy kupiłam sukienkę bez jego wiedzy, nie żartował i był okropny. Z czasem jego zachowanie stawało się coraz gorsze. Za każdym razem, gdy przychodził po pracy, pytał mnie, jak się dzisiaj zachowywałam.
Kiedy opowiadałam mu o swoim dniu, zaczął mnie karać za to, jak się zachowuję i co mówię. Oczywiście już mu nic nie powiedziałam. Mówiłam mu bezpośrednio, że to przesada. Chciałam opieki, a nie dyktatora, który będzie mnie uczył żyć. Przyjaciele i krewni mówią, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, abym urodziła mu dziecko. Wtedy cała jego uwaga przejdzie ze mnie na dziecko. A on chce dziecka. Ale wątpię. Nie daje mi spokoju myśl, że w końcu będzie się tak zachowywał nie tylko w stosunku do mnie, ale też do dziecka. Poza tym jest wspaniałym człowiekiem. Schludny, nie pije, nie pali. Ale ten jego nawyk stał się namiętnie irytujący.




