Na początku synowa nie pozwoliła nam przyjść do dziecka, ale po urodzeniu drugiego sami zaczęli prosić, abyśmy zabrali starszego. Oto, co zrobiliśmy

Żona naszego syna zabroniła nam pomagać w wychowaniu dziecka.

– Nie chcę przez całe życie ciągnąć go po psychologach – mówiła.

Mówiła to jeszcze, gdy była w ciąży. Na przykładzie naszej komunikacji z wnukiem najstarszego syna zdecydowała, że wszystko robimy nie tak. Pozwalaliśmy dziecku na dużo, ale kiedy się bawił, pozwalaliśmy też oglądać bajki, ale było i karanie. Co to było, nigdy nie zrozumieliśmy. Wychowaliśmy też naszych dwóch synów, ale stali się dobrymi, odpowiednimi ludźmi. Kiedy urodziła, zaczęła kontrolować naszą komunikację z dzieckiem.

– Nie tak go trzymaj, nie tak bierz…

aiałem wrażenie, że zdajemy egzamin. W rezultacie mój mąż i ja byliśmy zmęczeni i przestaliśmy chodzić do wnuka.

Ale synowa nie pozbyła się roszczeń. Kiedy przyszli do nas z synem i wnukiem, synowa oświadczyła, że nasz dywan jest zakurzony, z powodu roślin na parapecie dziecko będzie uczulone, nie chciała widzieć kotów. Zrozumiałabym to wszystko, gdyby dziecko miało alergię, ale chodziło o to, że synowa chciała mieć idealne warunki sanitarne dla swojego dziecka. Chociaż wszyscy wokół niej, a nawet lekarze powiedzieli jej, że może to zaszkodzić tylko małemu dziecku. Podobnie traktowała swoich rodziców. Oni też bardzo rzadko widywali wnuka, a ich kroki były również kontrolowane przez matkę dziecka.

Doszło do tego, że komunikowaliśmy się z dzieckiem tylko w dniu jego urodzin, czyli raz w roku. Wszystko zmieniło się, gdy urodziło się ich drugie dziecko. Najstarszy wnuk miał wtedy cztery lata, ale nie poszedł do przedszkola, ponieważ tam też robią wszystko źle. Początkowo synowa myślała, że poradzi sobie sama z dwójką dzieci, ale po kilku miesiącach zadzwonił do nas syn.

– Możesz zabrać starszego na weekend do siebie?

Na początku nie wierzyliśmy własnym uszom, a potem syn zaczął wyjaśniać, mówią, że zmienili swoje poglądy na wychowanie i myślą, że dziecko potrzebuje socjalizacji… Mój mąż i ja zdaliśmy sobie sprawę, że są po prostu zmęczeni i zgodziliśmy się.

Przywieźli dziecko i całą listę 54 rzeczy, których nie można zrobić. Nie udało nam się. Najpierw dziecko ukryło się za mamą, nie zszedł z jej ramion, a potem, kiedy zostawili dziecko i wyszli, chłopiec wpadł w taką histerię, że zabraliśmy go z powrotem, inaczej by się nie uspokoił. To normalne, ponieważ dziecko nas nie zna, a my też go nie znamy. Przyzwyczaił się do mamy i nikomu już nie ufa. Syn powiedział, że spróbujemy ponownie w następny weekend, ale odmówiliśmy. Wcześniej trzeba było puścić nas do dziecka, aby znało swoich dziadków, a teraz jest już za późno.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × jeden =

Na początku synowa nie pozwoliła nam przyjść do dziecka, ale po urodzeniu drugiego sami zaczęli prosić, abyśmy zabrali starszego. Oto, co zrobiliśmy